Jeszcze niedawno "GS" Grodzisk był jednym z najprężniej działających w Polsce. Zajmował drugie i trzecie miejsca pod względem obrotów. W biurze (a raczej budynku, w którym było biuro) wiszą podziękowania i dyplomy za bardzo dobrą współpracę z Zakładami Azotowymi w Puławach... Firma obracała milionami złotych. Rolnicy z całego naszego powiatu zaopatrywali się w Grodzisku w nawozy i pasze dla zwierząt, powstał też ogromny sklep z częściami rolniczymi i niezbędnymi dla rolników produktami. Plac i biuro "GS"-u codziennie tętniły życiem.
Inny świat Dziś można zastać zupełnie inną rzeczywistość. Cisza, spokój, brak rolników i pozamykane bramy. Tak jakby "GS" Grodzisk wyparował. Co więc takiego się stało, że od dwóch tygodni potencjalni kupcy zastają zamkniętą bramę? Dlaczego "GS" Grodzisk już nic nie sprzedaje? Czy jeszcze istnieje? Tego chcieliśmy się dowiedzieć bezpośrednio w Grodzisku. Pójdzie pod młotek Po przyjeździe trafiliśmy chyba do zlewni mleka. Chcieliśmy się tutaj dowiedzieć, gdzie mieści się biuro "GS". Usłyszeliśmy na wstępie: "Zapewne państwo dłużnika szukają". Jednak miły pan wytłumaczył nam, gdzie mieści się jeszcze biuro "GS". Zatrzymujemy się przy sklepie. Napotkani ludzie narzekają i załamują ręce. - Wszystko sprzeniewierzone i pójdzie pod młotek. Wszystko bank i dłużnicy zajęli. Taki "GS" położyć na łopatki - mówią mieszkańcy Grodziska. - Wszyscy rolnicy coś tutaj kupowali. Teraz nie ma nic, tylko kłódki na bramach wiszą. Widok straszny i nie ma winnego. Tak nie może być, by nikt za to nie fiknął. Prezesa to już tam dawno nie ma. Nawet w Grodzisku go nie widać za bardzo. Podobno w Białymstoku. W biurze tylko kilka osób coś jeszcze niby robi.
Gołe biuro i komornik Po przyjeździe do biura zastajemy niecodzienny widok. Wszystkie dokumenty i kwiaty znajdują się na podłodze, gdyż szafy, biurka, fotele i krzesła zostały już sprzedane, by było na wypłaty dla resztek załogi. Zostały tylko komputery i wiszące dyplomy. "GS" jest o krok od upadłości. Od dwóch tygodni już niczym nie handluje. Pozwalniani są ludzie. Z blisko stuosobowej ekipy pozostała garstka 10 pracowników, którzy starają się wyprowadzić na prostą przynajmniej zobowiązania wobec pracowników i wydawać niezbędne dokumenty. Pracują jednak ze łzami w oczach i nie chcą za bardzo mówić. Jak się dowiedzieliśmy, sierpniowa wypłata jeszcze będzie, ale co do wrześniowej, to już nie ma żadnej pewności. "GS" zadłużony jest na pokaźną kwotę. Nikt jednak nie chce powiedzieć na jaką sumę. Nieoficjalnie mówi się o milionach nowych złotych.
Kto winien? Od 1999 "GS" Grodzisk miał jednoosobowy zarząd w osobie Krzysztofa Moczulskiego, który obecnie jest przewodniczącym Rady Powiatu Siemiatyckiego. Członkowie spółdzielni zgodzili się na to. Rok lub dwa później prawdopodobnie zaczęły się pierwsze problemy "GS"-u. Dlaczego się pojawiły i z jakich powodów doszło do takiego zadłużenia? Nikt racjonalnie nie był nam w stanie wytłumaczyć lub odpowiedzieć. Snuje się tylko różne domysły. Wygląda jednak na to, że niewiele osób znało i interesowało się dokładną sytuacją finansową spółdzielni, jak również na bieżąco przyglądało się posunięciom pana prezesa. Wszak niektórym firmom i osobom z całego województwa dawano wręcz ogromne ilości nawozów, za które firmy te dotąd nie zapłaciły. Mówi się o setkach tysięcy złotych. Czy były to wówczas racjonalne posunięcia? Dlaczego nikt wcześniej nie zareagował? Czy rada nadzorcza się tym interesowała i śledziła wyniki finansowe? Kto jest winien upadłości? Na te pytania, jak na razie, nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Można tylko rzec, że "GS" Grodzisk jest praktycznie bankrutem. Smutny to widok. Ogromna szkoda, że taka firma w naszym powiecie zostanie zlikwidowana. Tyle osób straciło i straci swoje miejsce pracy. Na pewno odbije się to również na dochodach i budżecie gminy.
"Dał nogę" z firmy? Z rozmów z mieszkańcami Grodziska można wywnioskować, że prezes "GS"-u opuścił swoją firmę w trudnym momencie. Jakby nie było, pozostawił część załogi i zrezygnował z pełnionej funkcji. Teraz jest tylko prezesem społecznym, gdyż rada nadzorcza od kilku miesięcy nie wyraża zgody na jego pełną rezygnację. Były prezes jest jednak prezesem, tylko, że teraz "GS" w Białymstoku. Tam teraz przeniósł się do nowej pracy. Mieszkańcy Grodziska mówią, że prezes po prostu "dał nogę" z tonącego statku. - Przecież dobry kapitan z tonącego statku schodzi jako ostatni. Dlaczego więc prezes Moczulski zrezygnował i przeniósł się do Białegostoku? - pytają nas mieszkańcy Grodziska. - Naszym zdaniem dobrze wiedział, że w Grodzisku grunt się pali pod nogami. Tutaj muszą być jakieś niejasne sprawy. Przecież tak rozłożyć "GS", to nie taka prosta sprawa. Prezes i rada nadzorcza powinni za ten stan rzeczy odpowiedzieć. Kto wie, może jest tu też i praca dla prokuratora? Wszak dawano nawozy w dużych ilościach dla wielu osób i przedsiębiorstw bez pobierania gotówki. Czy ktoś nam powie, kto jest za to winien, że nie będziemy mieli teraz pracy i takiej firmy? Przecież ktoś brał duże pieniądze za zarządzenie i prowadzenie "GS"-u. Nie chcemy wydawać na nikogo wyroków, ale niech ktoś nam wreszcie powie prosto w oczy, prawdę o tej firmie. Do sprawy powrócimy. Czekamy też na państwa informacje i opinie w tej sprawie.
Anna Kondraciuk, Marek Malinowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. MM
Komentarze