„Podłożona jest bomba i jeżeli właścicielka baru nie odbierze telefonu w ciągu pięciu minut, to bomba pierdyknie!” – takie słowa usłyszał w słuchawce dyżurny siemiatyckiej policji 5 października po godz. 19.00. Mężczyzna nie przedstawił się. A chodziło mu o bar przy ul. 11 Listopada w Siemiatyczach.
- Dyżurny natychmiast podjął działania zmierzające do zapewnienia bezpieczeństwa i ustalenia, czy ładunek faktycznie znajduje się we wskazanym miejscu. Na miejsce udali się policjanci rozpoznania pirotechnicznego. Na szczęście nic nie znaleźli. Alarm okazał się fałszywy – mówi komisarz Grzegorz Gilar, oficer prasowy siemiatyckiej policji. Udało się szybko ustalić personalia dzwoniącego. Okazało się, że mężczyzna dzwonił z gminy Nurzec Stacja. Dyżurny oddzwonił do niego i wezwał do zgłoszenia się na policję. 42-letni siemiatyczanin niebawem zgłosił się. Był nietrzeźwy. - Bezmyślność mężczyzny zaangażowała jednak służby ratownicze, które mogły być w tym czasie potrzebne w miejscu prawdziwego zagrożenia – dodaje Gilar. Mężczyzna prawdopodobnie odpowie za swój występek przed sądem.
Komentarze