Reklama

Dzieciństwo, którego już nie ma

Na plenerowej wystawie w Boćkach, która potrwa do 30 listopada, można obejrzeć niecodzienny zbiór fotografii dokumentujących dzieciństwo najstarszych mieszkańców gminy. Tym większa jest wartość tej ekspozycji, że prezentuje świat, którego już właściwie nie ma.

9 września w Boćkach otwarta została wystawa plenerowa pt. „Boćki. Album rodzinny – Dzieciństwo”. Na ogrodzeniu posesji, naprzeciwko kościoła w Boćkach, powieszone zostały duże plansze, na których umieszczono niewielki wycinek pond dwuletniej pracy wykonanej przez Teresę Modzelewską, kierownik Gminnej Biblioteki Publicznej w Boćkach, oraz Magdalenę Stopę, historyka sztuki i dziennikarkę, od kilku lat mieszkającą w tej gminie. Przez ponad 2 lata panie spotykały się z najstarszymi mieszańcami gminy Boćki i rejestrowały ich opowieści. Ponadto zbierały również fotografie, które ilustrowały relacje poszczególnych rozmówców. A czego one dotyczyły? Najprościej rzecz ujmując, to zapis świata, który właściwie odszedł już do przeszłości. Ponad 80 godzin nagrań audio, relacje 60 różnych osób – to niemały kawałek przeszłości, który udało się zatrzymać i przekazać następnym pokoleniom.

- Otwieramy dzisiaj wystawę, która jest efektem naszej pracy rozpoczętej w 2015 r., polegającej na nagrywaniu wspomnień najstarszych mieszkańców gminy Boćki. Zależało nam na tym, żeby tymi nagraniami udokumentować wydarzenia, które nie są opisywane w publikacjach historycznych. To taka relacja bardziej osobista, emocjonalna, oddająca doświadczenia indywidulane każdego człowieka. Nie szukamy bohaterów najważniejszych wydarzeń, ale zwykłych ludzi, których życie przebiegało w tamtych latach, którzy urodzeni w latach 20., 30. czy 40 poprzedniego wieku doświadczyli tych wszystkich tragicznych wydarzeń, jakimi były II wojna światowa, okupacja, a później bardzo trudne lata powojenne. Celem tej pracy jest udokumentowanie tamtego okresu. Dotąd udało nam się wspólnie z panią Teresą nagrać 60 takich relacji. Nagrywając je prosiłyśmy też naszych rozmówców, żeby udostępnili nam swoje fotografie z rodzinnych albumów, swoje prywatne zdjęcia, które na ogół nie są nigdzie publikowane. Naszym celem jest zeskanowanie tych zdjęć i stworzenie zasobu ilustracji będących śladem tamtej epoki. Te zdjęcia dotyczą różnych tematów z życia każdego rozmówcy - dzieciństwa (i stąd temat dzisiejszej wystawy), są zdjęcia poświęcone pracy, uroczystościom rodzinnym – wesela, pogrzeby, chrzciny. Zbieramy je wszystkie. Dziś pokazujemy tylko ten fragment, który dotyczy dzieciństwa. Na zdjęciach są tylko dzieci, widać jak były one ubrane, jak się bawiły. Dzisiejsze dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej i doświadczenie współczesnych dzieci jest właściwie nieprzekładalne na to, jak przebiegało dzieciństwo ich dziadków czy pradziadków – mówiła podczas otwarcia wystawy Magdalena Stopa.

Reklama

Pierwsze nagranie w kolekcji powstało zupełnie przypadkiem w 2015 r. Zostały wówczas nagrane wspomnienia Jana Derehajły.

- Pan Jan któregoś dnia przyjechał do nas jako nasz sąsiad. Wtedy jeszcze nie byliśmy rozpakowani, dom w remoncie. A on wjechał na podwórko i już po 5 minutach zaczął opowiadać. Opowiadał bardzo ciekawe historie, dlatego mnie się natychmiast włączyło światełko - to jest prawdziwy rozmówca do nagrania. Później przyszła jesień, słotne wieczory, chodziłam do pana Jana chyba z 10 razy, a nagranie, które przy tej okazji powstało miało wiele godzin i stało się pierwszym w tej kolekcji – dodała pani Magdalena.

Reklama

Panie Modzelewska i Stopa zaczęły współpracować. Napisały projekt, który dzięki pomocy Stowarzyszenia „Klekociaki” udało się złożyć i pozyskać pieniądze na pracę w formule bardziej zorganizowanej.

- Równocześnie powołałyśmy fundację Okolica, która właśnie przygotowała tę dzisiejszą wystawę. Złożyłyśmy też wniosek do Muzeum Historii Polski, o przyznanie funduszy na realizację naszych planów. Udało się. Dostałyśmy dwa razy fundusze z urzędu marszałkowskiego i dwa razy z Muzeum Historii Polski. W przyszłości chcemy kontynuować te prace, nagrywać tych, do których jeszcze nie dotarłyśmy. Bo 60 osób to dużo, ale to na pewno jeszcze nie są wszyscy seniorzy – mówiła Magdalena Stopa.

Reklama

Wystawie towarzyszyła prezentacja publikacji pod takim samym tytułem. To 30-stronnicowy katalog, w którym zgromadzone zostały fotografie z okresu dzieciństwa rozmówców oraz wycinki ich wspomnień o rodzinnym domu, o dziecięcych zabawach, o szkole czy bardzo często niewspółmiernej do dziecięcego wieku ciężkiej pracy. Plan jest taki, aby w przyszłości powstały kolejne takie drobne wydawnictwa, dotyczące innych tematów poruszonych we wspomnieniach rozmówców, które scalone w jeden grzbiet pozwolą z czasem opublikować książkę, będącą albumem rodzinnym Bociek.

Reklama

       Podczas otwarcia wystawy Teresa Modzelewska w kilku słowach przedstawiła wiedzę pozyskaną od rozmówców na temat dziecięcych zabaw:

- Początkowo nasi rozmówcy najczęściej odpowiadali, że zabaw nie było, zabawek też, że od najmłodszych lat była ciężka praca. Z czasem jednak, kiedy się trochę rozkręcali, okazywało się, że obok tej ciężkiej pracy były i zabawy, i zabawki, które powstawały z wyobraźni dzieci i rodziców. Nasi rozmówcy w swoich opowieściach wspominali m.in. o zabawie zwanej „pikor”, która polegała na zbijaniu kijem drugiego kija wbitego w ziemię.

Reklama

Jedna ze starszych mieszkanek Bociek, obecna na wystawie, potwierdziła, że tak samo bawili się jej bracia. Inni zebrani potwierdzili też, że piłki powstawały ze zwierzęcej sierści, którą się zbierało, namaczało i formowało. - Jak mówiła pani Lidia, rocznik 1927, piłka powstawała też z pęcherza zabitego świniaka, do którego wrzucało się groch – dodała Modzelewska.

Ewa Magdalena Iwaniak, fot. emi

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama