23 kwietnia w lesie koło wsi Malinowo w gminie Dziadkowice zebrali się okoliczni mieszkańcy i przyjezdni goście by symbolicznie odsłonić kamień upamiętniający 15 zamordowanych tu w czasie wojny Żydów z Siemiatycz.
Późna jesień 1942 r., las koło wsi Malinowo w gminie Dziadkowice, nieopodal Biszewa. W ziemiance ukrywa się 15 Żydów, uciekinierów siemiatyckiego getta po tym, jak miejscowa AK ostrzegła Radę Żydowską o zamiarze likwidacji getta i wywiezienia jego mieszkańców do Treblinki. Do miejsca tego podążają niemieccy żołnierze, z karabinami gotowymi do strzału. Idą drogą i polami. Prowadzą przed sobą kilku mężczyzn - mieszkańców Malinowa. Wchodzą do lasu. Z ziemianki nikt nie próbuje uciekać. 92-letni Edward Malinowski, dziś mieszkaniec Malinowa, był świadkiem tych zdarzeń. Jest ostatnią żyjącą osobą, która to widziała. Tak dziś wspomina to, co widział: - Niemcy zabrali do tego lasu cztery osoby z Malinowa, w tym mnie. Szliśmy do lasu, a za nami szli Niemcy z karabinami. Na przedzie szedł ten, który wydał ukrywających się. Jak zaszliśmy, otoczyli ziemiankę, szałas w dole przykryty gałęziami. Kazali ukrywającym się pojedynczo wychodzić. Sprawdzali dokumenty, kazali im w rządku stanąć, a potem położyć się na ziemi. My czterej staliśmy z boku, kilka metrów dalej. I zaczęli do nich strzelać. Strzelało trzech, może czterech Niemców. Reszta patrzyła. Wśród zabitych była ciężarna kobieta. Pamiętam ją dobrze. Zapadła mi w pamięć. Było tam też kilka innych kobiet. Wszystkich zastrzelili. Jak skończyli, kazali nam czterem wracać do domu. Chcieli, byśmy to widzieli. Nie wiem, kto i kiedy pochował tych zabitych. Zdaniem pana Edwarda i innych mieszkańców Malinowa, którzy pamiętają opowieści o tym od swoich rodziców i dziadków, pochowano ich bardzo blisko.
70 lat później, 23 kwietnia 2012 r. w tym samym miejscu znowu zebrali się okoliczni mieszkańcy. Z Warszawy przyjechali: prezes Fundacji "Pamięć, która trwa" Zbigniew Niziński, Jadwiga Gawrych z Polskiego Towarzystwa "Sprawiedliwi wśród narodów świata", Zofia Kamionowska ze Stowarzyszenia "Dzieci Holocaustu", Agnieszka Nieradko z Komisji Rabinicznej do spraw Cmentarzy. Wszyscy przybyli po to, by symbolicznie odsłonić obelisk upamiętniający tamto wydarzenie oraz 15 zamordowanych Żydów. - Takie miejsce męczeństwa i pochówku Polaków narodowości żydowskiej odwiedzam od wielu lat. Również takie odnajduję. To miejsce w lesie koło Malinowa trzeba traktować jako bezimienne. Wiemy, że tu ukrywało się 15 osób, którzy próbowali ratować swoje życie. Tutaj zostali też zamordowani. To miejsce jest kolejnym przykładem na to, że ludzie pozbywali się innych ludzi tylko z powodu jakiś idei. Dzięki okolicznym mieszkańcom, którzy pomogli w identyfikacji tego miejsca, jak również w odkurzeniu historii z 1942 r. udało nam się uwypuklić kolejną cząstkę losów naszych rodaków. Symbolicznie oznaczyliśmy to miejsce kamieniem, wspólnie z mieszkańcami Malinowa. Ludzie z Malinowa mają wielkie serca. Zarówno ci z 1942 r., którzy pomagali Żydom i dawali im jedzenie, jak i ci dzisiejsi pomagający nam w odnalezieniu i oznaczeniu miejsca mordu - powiedział nam Zbigniew Niziński.
Specjalnie na tę okazję z Montrealu w Kanadzie przyjechał Sydney Żółtak. Urodził się w Siemiatyczach w 1931 r. Uciekł jako dziecko z grupą Żydów z siemiatyckiego getta w 1942 r. Z kilkoma z nich najpierw krył się w lasach koło Siemiatycz, a potem przez 13 miesięcy ukrywał się u polskiej rodziny w Grodzisku. Odnalazł rodziców, którym też udało się uciec z getta. Po wojnie z rodziną wyemigrował do Kanady. Ostatnio w naszych stronach był w 2003 r., poszukując pamiątek o rodzinie. - To, co wtedy przeżyliśmy - nie da opisać się słowami. Nikomu tego nie życzę. Oby więcej ludzie czegoś takiego nie doświadczyli. Serdecznie dziękuję okolicznym mieszkańcom za pomoc w odnalezieniu tego miejsca. I za pamięć o nas, ukrywających się. Dzięki jakiemuś zrządzeniu losu miałem szczęście i nie znalazłem się wśród tych piętnastu osób - mówił ze wzruszeniem Sydney Żółtak. Miejsce mordu znajduje się dziś w prywatnym lesie, ale właściciel nie wyraził sprzeciwu, by je oznakować i by był do niego dostęp. Zaś obelisk to niewielki kamień przywieziony z okolicznego pola, przez gospodarza z Malinowa, na podnośniku traktora. Wyryta jest na nim Gwiazda Dawida - narodowy symbol Izraela. W uroczystości uczestniczyły dzieci z Zespołu Szkół w Dziadkowicach, śpiewała "Kalina" z Żurobic. Duży wkład w upamiętnienie tego miejsca ma dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Dziadkowicach, Zdzisław Kryński.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. MM
Komentarze