Reklama

Dyrektor może zwalniać

23/06/2006 21:52
W Siemiatyczach huczy od plotek na temat zwolnienia Zdzisława Warpechowskiego z funkcji wicedyrektora Zespołu Szkół w Siemiatyczach. Mówi się również na temat wypowiedzenia z pracy wręczonego dwóm nauczycielkom tejże szkoły, rzekomo w zemście za wyrażenie negatywnej opinii co do odwołania wicedyrektora z pełnionej funkcji. O plotkach i faktach rozmawiamy z dyrektorem Zespołu Szkół w Siemiatyczach - Janem Choińskim.


          - Proszę o wyjaśnienie sytuacji. Czy rzeczywiście można powiedzieć, że chciał się pan pozbyć Zdzisława Warpechowskiego?
          - Ludzie nie wiedzą, jaka jest prawda. Zaznaczę od tego, że do tej pory, do rozmowy z panią, nikt nie prosił mnie o jakiekolwiek wyjaśnienie, nikt nie próbował zdobyć prawdziwych informacji. Zarządzając taką placówką, jaką jest Zespół Szkół w Siemiatyczach - z tyloma klasami, tyloma uczniami – niestety, nie mogę bawić się w sentymenty. Nieporozumienia pomiędzy ludźmi to też w jakiś sposób normalne. Od dłuższego czasu mieliśmy z panem Warpechowskim różne wizje szkoły. Brak było harmonijnej współpracy. Nie chcę opowiadać szczegółów, bo nie na tym to polega. Natomiast bzdurą jest, że nie chciałem puścić uczniów na wycieczkę i że to było wystarczającym powodem odwołania. Nie układała się nam współpraca. Powołam się na art. 37 ustawy o systemie oświatowym (z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty – A.K.), który mówi, że jeśli w szkole lub placówce, w których zgodnie z ramowym statutem może być utworzone stanowisko wicedyrektora i inne stanowiska kierownicze, powierzenia tych stanowisk i odwołania z nich dokonuje dyrektor szkoły lub placówki po zasięgnięciu opinii organu prowadzącego, rady szkoły lub placówki oraz rady pedagogicznej. Zgodnie ze stanem prawnym w mojej gestii jest odwołanie wicedyrektora ze stanowiska. Nie jest to coś nadzwyczajnego. Powiedziałbym, że jest to epizod w historii szkoły.

          - Po zasięgnięciu opinii organu prowadzącego i rady szkoły – zasięgał pan takiej opinii? I co w związku z zarzutem, że złamał pan ustawę o samorządzie?
          - Nigdzie nie jest powiedziane, że mam w jakiejś określonej kolejności zasięgać opinii na temat wyrażenia zgody na odwołanie ze stanowiska wicedyrektora. Nie ma jakiejś ustalonej kolejności. Na radzie pedagogicznej poprosiłem o wyrażenie takiej opinii. Opinie pojawiły się różne. Nie jest słusznym stwierdzenie, że rada zdecydowanie zaprotestowała przeciwko zwolnieniu pana Warpechowskiego z funkcji. Nie chciała też zagłosować. Nieprawdziwym jest również stwierdzenie, że zarząd powiatu nie wydał opinii pozytywnej. Zarząd powiatu nie wydał żadnej opinii, ponieważ na mój wniosek o wydanie opinii dostałem odpowiedź, że zarząd powiatu jako organ prowadzący chce wcześniej poznać opinię rady pedagogicznej placówki. Zarząd powiatu wysłał do mnie pismo z datą 29.06.2006 dotyczące odwołania wicedyrektora, w którym prosi o opinię rady, a potem wyrazi swoją opinię. W tym czasie pojawiło się też nowe rozwiązanie. Z dniem 31.05.2006 pan Warpechowski sam złożył na moje ręce rezygnację z zajmowanego stanowiska wicedyrektora. Tym samym problem odwołania z funkcji przewodniczącego rady miasta został rozwiązany, bo po prostu on sam złożył rezygnację. Oczywiście przed przyjęciem rezygnacji pytałem radę pedagogiczną o zdanie. Chciałbym jeszcze raz nadmienić, że zgodnie z prawem to ja, jako dyrektor, zwalniam z funkcji wicedyrektora, po zasięgnięciu opinii. Zgodnie z prawem opinie mogą być negatywne, a tu takich nie było (najistotniejsze jest samo zasięgnięcie opinii) i po prostu na swoje sumienie biorę zwolnienie wicedyrektora. Owszem, taka osoba może się odwoływać. Ostateczna decyzja wyszła od pana Warpechowskiego. Z dniem 31 maja złożył rezygnację na moje ręce, z 3-miesięcznym okresem wypowiedzenia. Do 31 sierpnia pan Warpechowski pełni funkcję wicedyrektora. Problem jest rozwiązany, a zupełnie inaczej został przedstawiony. Ktoś (podpisany jako „inf”), kto o tym wszystkim pisał w „Kurierze Samorządowym”, miał aż dwa tygodnie na zasięgnięcie jakiejkolwiek opinii na temat sytuacji. Chcę powiedzieć, że do dnia dzisiejszego, do pani wizyty, nikt mnie o nic nie pytał, nikt mnie nie prosił o jakąkolwiek informację, te wszystkie informacje zostały podane bez pytania mnie o cokolwiek.

          - Rok temu rozgorzała wielka dyskusja, że liceum ma niski poziom nauczania, bo uczą w nim nauczyciele starzy, którzy nie mają dobrego kontaktu z uczniami. Teraz wielkim problemem staje się zwolnienie przez pana nauczycielek z długim stażem nauki w szkole. Rzekomo zostały zwolnione za stanowczy sprzeciw co do zwolnienia z funkcji wicedyrektora Warpechowskiego.
          - Ja myślę, że w tym przypadku celowo napisano w ten sposób, by dodać tematowi pikanterii, że niby kierowałem się zemstą. Prawda jest taka, że wypowiedzenia tym paniom wręczyłem 17 maja, daleko przed sprawą pana Warpechowskiego. Nie jest prawdą sugestia, że postawa nauczycieli na radzie pedagogicznej miała wpływ na zwolnienie z pracy dwóch pań polonistek. Implikacja ta jest niedorzeczna, gdyż wręczenie pism o rozwiązaniu stosunku pracy z dwiema paniami miało miejsce dwa tygodnie wcześniej. Powołam się tu też na Kartę Nauczyciela (ustawa z dnia 26 stycznia 1982 r. – A.K.), której art. 23.1. mówi, że stosunek pracy z nauczycielem zatrudnionym na podstawie mianowania ulega rozwiązaniu (...) w razie ukończenia przez nauczyciela 65 lat. Jeżeli z ukończeniem 65 lat życia nauczyciel nie nabył prawa do emerytury, dyrektor szkoły przedłuża okres zatrudnienia, nie dłużej jednak niż o 2 lata od ukończenia przez nauczyciela 65 lat życia.           Do kwestii rankingów siemiatyckiego LO i zarzutów matactw i machlojek finansowych w szkole jeszcze wrócimy. Zdaniem dyrektora Choińskiego prawda jest zupełnie inna. Natomiast teraz, podsumowując spór dyrektorów w liceum, nasuwa się jedno stwierdzenie: w każdej szkole, czy to wicedyrektor, czy normalny nauczyciel któregoś dnia odchodzi. Czy odchodzi sam, czy ktoś mu w tym „pomaga” to inna historia. Z każdej szkoły odchodzą też nauczyciele na zasłużoną emeryturę. Czy wtedy też wychodzi się z założenia, że to zemsta dyrektora? I czy wtedy robi się wielki szum, bo sprawa dotyczy... przewodniczącego rady? A może jest to już przedsmak samorządowej kampanii wyborczej? Skoro tak głośno o danej osobie, skoro tak wszyscy o nią walczą, to może jest warta zaufania?           Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama