Reklama

Dwudziestolecie MKS Mielnik

W bieżącym roku Mielnicki Klub Sportowy "Mielnik" obchodzi dwudziestą rocznicę istnienia. Dawne i obecne czasy wspominamy z prezesem klubu, Damianem Sypkiem, który na boisku w Mielniku grał już w 2001 roku

       W 1999 roku w Mielniku powołano drużynę pomocniczą dla siemiatyckiej Cresovii, która w sezonie 1999/2000 zagrała jako Cresovia II Panorama Mielnik. Potem przemianowana na Panoramę Mielnik, a od 2001 roku - Mielnicki Klub Sportowy Mielnik. Drużynę założył nieżyjący już Jan Zduniewicz. Potrafił przekonać do pomysłu powstania klubu ówczesne władze Mielnika oraz skupić wokół siebie grupkę zapaleńców, którzy od podstaw budowali nie tylko klub, ale i stadion, nawożąc ziemię z pobliskiej odkrywkowej kopalni kredy.

Reklama

        Na 21 ligowych sezonów 13 MKS Mielnik grał w podlaskiej IV lidze. 2 w podlasko-warmińsko-mazurskiej III lidze. Ostatnio w okregówce, jednak wyszkoleniem i wynikami dorównuje niejednej drużynie, a jubileusz przypieczętował powrotem do IV ligi.

        Dawne i obecne czasy wspominamy z prezesem klubu, Damianem Sypkiem, który na boisku w Mielniku grał już w 2001 roku:

        - Pierwszy trening właściwie był na boisku w Czartajewie. Mielnik grał w okregówce. Studiowałem wtedy w Białej Podlaskiej. Kolega zaprosił mnie na trening. I właściwie to pan Janek Zduniewicz mnie tu ściągnął. A pochodzę z Wierzbicy spod Radomia. Moim pierwszym trenerem był Marcin Stypułkowski, kolejnym - Rafał Burakowski. Kto wtedy grał? Robert Kondzior, Stanisław Kowalewski, Miłosz Storto, Sławomir Kopczewski (obecny prezes Podlaskiego ZPN), Krzysztof Kowalski - to właśnie "Miły" i "Kowal" mnie zaprosili. Wszyscy zawodnicy to byli ludzie z zewnątrz, studenci z Białegostoku, Białej i z okolicznych miejscowości. Jeśli dobrze pamiętam, po awansie do IV ligi, busem przyjeżdżało 8 zawodników z Białegostoku. My, tzn. studenci z Białej przyjeżdżaliśmy z Miłoszem, jeszcze chyba zastawą…

Reklama

        Już jak mieliśmy swoje boisko nie było zaplecza. W straży się przebieraliśmy, nie tylko my, zawodnicy innych drużyn, które przyjeżdżały na mecze tak samo. Albo nad sklepem pana Janka. I potem powstał budynek na stadionie... Piękny był, z trybunami, ale długo nie pofunkcjonował, w 2011 r. chyba został zamknięty. Później były problemy kto za co ma zapłacić, co remontować itd., ale to oddzielna historia i pisaliście zresztą o tym. Niemniej jednak bardzo się cieszę, że obecnym władzom udało się sprawę doprowadzić do końca i lada moment będzie można z obiektu korzystać. Nie będzie wstydu przyjmować drużyny, a i zawodnicy po meczu będą mieli warunki, by się przebrać, wziąć prysznic. A nie w kontenerach, które postawiono w zamian budynku.

        PZPN kilka razy groził nam palcem, bo nie spełnialiśmy warunków licencji, któregoś roku nawet warunkowo przystąpiliśmy do gry i płaciliśmy karę. Teraz będzie łatwiej, jeszcze musimy mieć trybunę, licencja wymaga 300 krzesełek, ale u nas nigdy nie ma tylu kibiców. Chcemy kupić mobilną, taką, by można było ją wykorzystać przy innych gminnych imprezach, ale zobaczymy czy gminę będzie na to stać.

Reklama

        A pamiętam - graliśmy w pucharze z pierwszą drużyną Jagiellonii, w 2003 roku chyba, w półfinale oni awansowali do II ligi. Też w straży się przebierali, Skoczylas był wtedy ich trenerem. Wstyd był straszny, drużyna już profesjonalna można powiedzieć. Ze straży trzeba było iść na boisko. W tamtą stronę dobrze, a po meczu pod górę. Za to wstydu nie było na boisku, przegraliśmy tylko 1:0, gola strzelił nam Wojciech Kobeszko. W poprzedniej rundzie graliśmy z Wigrami Suwałki z II ligi i wygraliśmy 2:1, trybuny były pełne. No i spotkaliśmy się z Jagiellonią, która puchar wygrała.

Reklama

        - Jaki budżet macie na roczna działalność?

        - W tym roku dostaliśmy 130 tys. zł. Wiem że Cresovia chyba 80 tys. zł, ale oni maja sponsorów, my nie. U nas gros kosztów to transport. 3 razy w tygodniu mamy treningi jadą dwa samochody z Czeremchy, jeden z Siemiatycz, dwa z Białej. Na frekwencję nie narzekamy, oczywiście największa jest w piątek. Druga sprawa to wyjazdy na mecze - niekiedy w odległe miejsca, wyjazd do Suwałk, czy Sejn - to ok. 240 km. Ale pamiętam czasy, że Mielnik dostawał 200-220 tys. zł, jeszcze jak byłem zawodnikiem. Nie wiem skąd pieniądze były, czy tylko z gminy, ale wtedy niektórzy z chłopaków zarabiali 1.500 zł. To były kolosalne pieniądze jak na IV ligę. Teraz to wygląda normalnie. Poza tym nie mam ambicji nazwisk na boisku. Skład mamy 20-osobowy, mamy kim grać (trzon drużyny tworzą: Treszczotko, Golonko, Andryszek, Żornaczuk, którzy w naszej drużynie grają najdłużej i to oni są liderami na boisku i poza nim). Naszym trenerem od 10 lat jest Radosław Kondraciuk. Mamy duże wsparcie z drużyny Orła Boboli. Z Bobolą bardzo się współpracuje.

Reklama

        - No właśnie to częste pytania mieszkańców ale i też pretensje innych klubów, że MKS Mielnik to nie drużyna mielnicka. Jaki w tym cel? Po co to dla Mielnika.

        - Tak było od początku. Ale też wiadomo było, że Mielnik nie ma i nie będzie miał całej drużyny zawodników wychowanków. Młodzi ludzie granie tutaj kończą na podstawówce i wyjeżdżają do szkół. Tam gdzieś trenują i grają. Niekoniecznie wracają, na chwilę obecną w pierwszej drużynie trenuje pięciu wychowanków. Mamy też zawodników ze wspomnianego Orła Boboli. Przyszli do nas i bardzo nam pomogli, bez nich byśmy nie nazbierali składu. Też już w tamtym roku wśród niektórych były komentarze, że drużyna seniorów niepotrzebna, bo to armia zasiężna. Ja myślę w ten sposób - jeżeli nie będzie drużyny seniorskiej to nie ma sensu utrzymywać boisk dla letnich miesięcy dla obcych drużyn. Dzieci mają orlika, im to wystarczy. Dwa - jak nie będzie drużyny seniorów to w ogóle tej piłki tu nie będzie, nie będzie drużyn młodzieżowych, dzieciaki nie będą się garnęły, nie będzie trenerów - bo trenują ich piłkarze seniorzy. Powiem tylko, że gdyby nie było drużyny to pewnie moja żona i dzieci pierwsze by się ucieszyły, bo przez obowiązki zawodowe, potem klubowe - rodzina jest gdzieś tam na końcu... Też nie będę oszukiwał, że jestem na każdym treningu, chociaż na meczach w Mielniku staram się być wszystkich. Na wyjazdowe też zdarza się, że jeżdżę, a na pewno uczestniczę telefonicznie. Ale na spokojnie. Nie przypominam sobie, by wypraszano mnie z boiska, jestem niespotykanie spokojny człowiek, chociaż tak, boisko to odskocznia, sposób na odreagowanie.

Reklama

        - Derby podlaskie - razem z wami gra Cresovia i Tur Bielsk Podlaski, ale to chyba z Cresovią jest tak na ostrzu noża? Kiedyś plotki, że podkupujecie zawodników, teraz, że donosicie na siebie - mówię o sławnych walkowerach Cresovii. Jest jakaś wojenka między wami?

        - Z naszej strony tylko sportowa, na boisku. Schodzimy z boiska, podajemy sobie ręce, jesteśmy kumplami. Podkupowanie zawodników - u nas chłopacy nie dostają jakichś niewiadomo jakich pieniędzy. Na pewno dostają zwrot kosztów na paliwo, kiedy przyjeżdżają na treningi czy mecze, a przyjeżdżają z Białej, w której studiują, czy chłopcy z Siemiatycz. Oprócz tego dostają pieniądze za rozegranie meczu. Z tego co wiem, w Cresovii jest tak samo. Słyszałem opinię, że u nas jest dobra atmosfera. Może to zasługa trenera - Radka Kondraciuka, starszych zawodników - kapitana Łukasza Treszczotko, Łukasza Golonko, czy Kuby Andryszka, tworzących trzon drużyny. Właśnie, a propos Kuby, pamiętam czasy kiedy graliśmy jeszcze przeciwko sobie. Pamiętam też derby z Cresovią, graliśmy w Siemiatyczach w roku 2005 (chyba, bo dokładnie nie pamiętam). Zostałem, według mnie niesłusznie, ukarany drugą żółtą kartką. Położyłem się na boisku i powiedziałem, że nie zejdę. Znosili mnie z boiska. Żona do dziś mi to przypomina, wtedy jeszcze żoną nie była. Albo mecz w Mielniku - trzy czerwone kartki. Moczulski się pobił z Treszczotko, wcześniej Gordon na początku meczu. Pamiętam, że 1:0 wygraliśmy. Kibice wtedy pomalowali pół powiatu. A wracając do "wojenki" - z Cresovią zawsze było jakoś trudno się dogadać. Pamiętam mecz, na który ciężko nam było zebrać skład. To był puchar, 11 listopada, roku nie pamiętam. Cresovia nie zgodziła się na przełożenie meczu. Pojechaliśmy w 9, graliśmy na 11 zawodników Cresovii. Sam grałem, mimo że już nie byłem czynnym zawodnikiem, nie trenowałem na co dzień. Jako ten 9 wszedłem na boisko. Teraz mogę o tym mówić - kolega mi podbił pieczątkę MKS na karcie zdrowia, do góry nogami, niewyraźnie, oby była. Chodziło o honor, by nie oddać meczu walkowerem. Baliśmy się, że z 0:12 przegramy. Cresovia ma chyba cały czas w pamięci wynik stąd, z Mielnika, kiedy przegrali 5:0. Tak mi się wydaje, że to zadra jakaś. Chcieli się odgryźć, nie udało się. Przegraliśmy 4:2, wstydu wielkiego nie było, a meczu nie oddaliśmy walkowerem. O walkowery Cresovii też byłem posadzony, że się przyczyniłem. To nieprawda. Dostałem telefon, bodajże z Warmii Grajewo, z klubu, który grał któryś z tych meczy, z pytaniem kto strzelił bramkę dla Cresovii. Nie znam tych wszystkich zawodników, starszych kojarzę jeszcze ze swego grania. Nie wiem kto strzelił. Zresztą my wszyscy jesteśmy posądzeni o donos do PZPN-u. Powiedziałem, że gdybym to ja miał zrobić, to złośliwie bym poczekał do następnych kilku meczy, do meczu z Mielnikiem, a Cresa miałaby nie dwa walkowery, a pięć, a my byśmy się utrzymali w IV lidze. Też uważam, że nieuczciwie spadliśmy, ze względu że Jagiellonia zgłosiła drugą drużynę, która mogła wejść bez walki do IV ligi, a my spadliśmy. Ze wspomnianym Turem też na ostrzu noża rozgrywek nie było. Na boisku może graliśmy i ostro, sam dostawałem czerwone kartki, ale po meczu podawaliśmy sobie ręce. Myślę, że to bardziej kibice napędzają atmosferę derbów. Mielnik nie miał nigdy bandy kibiców. A np. na mecze z Cresovią bywało, że cały sektor kibiców przyjeżdżał, tych naszych kilku z Mielnika ledwie ich było słychać.

Reklama

         - A jakich piłkarzy byś wymienił, którzy  wnieśli coś do drużyny?

        - Z okazji jubileuszu zrobiliśmy głosowanie internetowe, powstała drużyna dwudziestolecia, ale myślę, że dużo wartościowych nazwisk nie pojawiło się w tej drużynie. Niektórzy dlatego, że grali tu tylko za pieniądze, ale byli i tacy co robili z sercem. Drużyna dwudziestolecia wg internautów: Piotr Mińko - Miłosz Storto, Łukasz Treszczotko, Łukasz Golonko, Damian Sypek - Mariusz Żornaczuk, Piotr Pawluczuk, Tomasz Jakubiec, Robert Rokosz - Łukasz Pawluczuk, Jakub Andryszek, trenerem dwudziestolecia wybrano Radosława Kondraciuka. Z tych obecnych zawodników zasłużone miejsce w kadrze to Łukasz Treszczotko, Łukasz Golonko, grają chyba już ok. 10 lat. Robert Rokosz z Dębicy, był też nauczycielem w szkole, rewelacyjny jako lewy pomocnik. Piotrek Pawluczuk z Bielska Podlaskiego, Kuba Andryszek, według mnie najlepszy napastnik czyli Łukasz Pawluczuk - powinien grać gdzieś wyżej.

Reklama

        Z tych z dawnych lat wymienię Miłosza Storto, najbardziej pozytywna osoba ówczesnej drużyny, moim zdaniem ikona. Od niego też, jak wspomniałem, zaczęła się moja przygoda z Mielnikiem. Potem on zrezygnował z pracy w szkole w Mielniku, dostał propozycję od Warmii Grajewo, ja zająłem jego miejsce. Co też nie było łatwą decyzją, ostatni roku studiów, trzy dni na uczelni. Potem Miłosz wrócił, musieliśmy podzielić się godzinami, i taka ciekawostka - Miłosz uczył biologii. Inne nazwiska, które wspominam to Jan Jakubiec, Krzysztof Kowalski, Jurek Żornaczuk i Krzysiek Pardo. Białorusin, Paweł Bacjuta, Pasza na niego mówiliśmy. Znalazł się u nas przez przypadek. Grodno Niemen był u nas na obozie, pan Janek jakoś się z nimi dogadał, że nam go oddali. To był starszy zawodnik, 33-letni chyba, ale wprowadził do drużyny profesjonalizm. Mieszkaliśmy w straży, on wprowadził nam codzienne treningi, czasami dwa razy dziennie, bieganie z gumą, inne jakieś sztuczki. Nie było zmiłuj. Z perspektywy czasu miło to wspominam. Był dla nas jak ojciec, uczyliśmy się przy nim najwięcej. Po każdym meczu rozmowa z Paszą. Pamiętam jak rozkładał wykałaczki w Panoramie, to byli zawodnicy i była analiza meczu. Tłumaczenie kto jak powinien zagrać, gdzie kto powinien stać i tak przez 30-40 minut omawiał mecz, w którym normalnie grał. Był u nas 2 lata i potem poszedł z Miłoszem do Białej.

        - Czasy awansu do III ligi?

Reklama

        - Wrócę jeszcze do czasu kiedy się porozjeżdżaliśmy. Chłopaki pokończyli studia, podejmowali pracę. Ja też wyjechałem. Wydawało mi się, że po studiach to wszystkie szkoły moje. Taaaa... i zostałem u siebie "szefem" na hali, którą otwierałem i zamykałem, najbardziej odpowiedzialnym zadaniem było nauczenie się kodu. Wtedy Jurek Żornaczuk (długo grał w Czeremsze, teraz mieszkają w Gdyni) i Krzysiek Pardo zdecydowali, że reaktywują drużynę. Krzysztof Wróbel był wtedy trenerem. Namawiali mnie, była też praca w szkole w Mielniku. Ja trochę z rezerwą, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, ale przyjechałem. Poznałem żonę w szkole i tak zostałem. Wtedy rozpadła się drużyna Poloneza Biała Podlaska, część zawodników przyszła do nas. Maciek Wojnar doszedł, potem od nas poszedł do Cresovi. I zaczęło się układać. Trenował nas Krzysztof Wróbel. Z tego okresu miło wspominam Darka Najdyhora, Maksa Maksymiuka, Tomka Piotrowskiego i innych, którzy w tym czasie grali.

         - No i ta III liga?

Reklama

        - To całkiem inny etap w historii klubu. Fajnie awansować, ale co później? III liga zjadała nas finansowo. Awans uzyskany był za czasów trenera Piotrka Pawluczuka, po dwumeczu barażowym z Zatoką Braniewo, pod koniec czerwca 2008 roku. W III lidze graliśmy przez 2 sezony, przewinęło się przez drużynę wielu dobrych zawodników. Występowali między innymi: Tomek Kulhawik, Tomek Tuttas, Adrian Chomiuk, Wojtek Jarzynka, Robert Kazubski i wielu, wielu innych. To ciekawy, ale i bardzo drogi epizod klubu... Po drugim sezonie, ze względu na warunki licencyjne wróciliśmy do IV ligi. Dwa sezony zagraliśmy w III lidze, myślę o jeden za dużo. Owszem ograliśmy się, ale Mielnika nie było stać na to, by w tej lidze grać. Jak są pieniądze - wszystko się znajdzie, i zawodnik co zdobywa gole, i kasa na dalekie wyjazdy. W obecnej chwili na III ligę milion powinien wystarczyć...

        My nie mamy sponsorów. Owszem, ktoś kupi sprzęt, stroje, czy wodę, ale nie mamy takich strategicznych, ze stałymi dużymi wpłatami. Ostatnio Pater Firma i Climatic zasponsorowała nam stroje. Bardzo dziękujemy. Wszyscy mielniccy wójtowie dawali na sport. Różne kwoty. Ostatnio musiałem prosić radę gminy o dofinansowanie 30 tys. zł, bo nie dociągnęlibyśmy sezonu. Wg moich obliczeń 160 tys. zł to normalna kwota na granie w IV lidze, minimum bez żadnych szaleństw. I też ciekawostka - czy to liga czy okręgówka koszty są mniej więcej takie same.

        - Teraz wróciliście do IV ligi

        - Jak już mówiłem - uważam że niesprawiedliwie spadliśmy. Można powiedzieć, że troszkę się przyczyniłem do spadku… 3 punkty, których zabrakło do utrzymania straciliśmy przez mój błąd. Chłopaki do dziś się śmieją, że przez mój błąd spadliśmy. Podczas zgłaszania zawodników przez specjalny system, extrarnet, nie kliknąłem odpowiedniego zawodnika. Na ostatnią chwilę było to robione, byłem przekonany, że wszystko jest ok. Radek też się nie dopatrzył. W niedzielę chłopaki wygrali mecz, a ja w poniedziałek pojechałem na urlop. W drodze na wakacje dostałem telefon ze związku, że w meczu grał nieuprawniony zawodnik, Łukasz Pawluczuk. Panika, nie mam dostępu do systemu, nie mogę sam sprawdzić. Łukasz jeszcze wtedy bramkę strzelił. Radek sprawdził i okazało się, że po prostu nie zatwierdziłem ostatnim kliknięciem zawodnika. Dostaliśmy walkowera, straciliśmy 3 punkty. Być może właśnie tych trzech punktów nam zabrakło... Wróciłem z wakacji i chciałem zrezygnować, że już widocznie nie daję ze wszystkim rady. Jestem prezesem od 2008 roku, dyrektorem Zespołu Szkół i Żłobka Gminnego w Mielniku - za dużo już chyba. Właściwie prowadzę klub jednoosobowo, choć oczywiście zarząd jest pięcioosobowy, tworzą go głównie zawodnicy. Odbywają się zebrania walno - sprawozdawczo, ale ciężko byłoby zmienić skład zarządu. Kiedyś na pewno więcej ludzi się do działalności garnęło, ci co się garnęli teraz są w podeszłym wieku. Bardzo pomagają Arek Panasiuk i Michał Baranowski z GOKSiR. Zresztą GOKSiR utrzymuje nam stadion, teraz mamy profesjonalne nawodnienie boiska. Tu też ukłon w stronę wójta i radnych za tą inwestycję. Zraszacze uruchamiają czujki wilgotności, wtedy kiedy jest to potrzebne. Jest duża oszczędność wody, nie będzie spadków ciśnienia. A muszę dodać, że letnie obozy sportowe w Mielniku to zasługa miedzy innymi dobrze utrzymanego boiska. Inwestycja się zwróci, nie wiem jak będzie w tym roku, ze względu na koronawirusa, ale każdego lata mamy pełne obłożenie. Jak dojdzie profesjonalne zaplecze w postaci budynku z prysznicami, szatniami, to już będzie w ogóle super.

        Anna Kondraciuk, fot ak i arch. MKS Mielnik

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2020-06-29 18:05:06

    Drużyna pomocnicza Cresovii - fajnie to zabrzmiało. Gratuluję Jubileuszu, życzę Klubowi przetrwania. Kibicuję mu od lat, na 90minut, choć nie byłem na żadnym meczu.
    Fronołowski letnik ze Znicza Pruszków.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama