Zadłużenie podatkowe ostatniego właściciela nurzeckiego tartaku wobec gminy wynosi ponad 50.000 zł. Wszystko wskazuje na to, że jest to kwota nie do ściągnięcia.
Stoi w środku Nurca i straszy. A właściwie leży. Pozostałość po dawnym nurzeckim tartaku – rozległy teren pokryty resztką tego, czego przez lata nie udało się rozebrać, ukraść i sprzedać. Fundamenty, gruzy, cegły, krzaki. Od wielu lat nic się nie dzieje w kwestii zagospodarowania tego terenu i odzyskania choćby części zadłużenia. I jak można było usłyszeć na ostatniej sesji Rady Gminy Nurzec – nic zdaniem wójta zrobić się w tej sprawie nie da. Na sierpniowej sesji radny Raczyński pytał: - Co urząd gminy zrobił w celu ściągnięcia zadłużenia podatkowego od przedsiębiorcy, który pozostaje właścicielem tartaku i jak duża jest kwota zadłużenia z tego tytułu. Słyszę, że pan wójt podaje mieszkańców Nurca za długi kanalizacyjne do sądu, a w sprawie tak dużego zadłużenia nic się nie robi. Uważam, że trzeba odzyskać te pieniądze. W odpowiedzi można było usłyszeć, że zadłużenie tych, którzy prowadzili działalność w Nurcu jest tak duże, że uruchomienie jakichkolwiek nakazów komorniczych spowoduje tylko straty wierzycieli. W postępowaniu przetargowym wartość nieruchomości została wyceniona na 100.000 zł, ale mimo to nie zgłosił się nikt chętny do zakupu i zagospodarowania terenu. - Właściwie my możemy tylko liczyć to zadłużenie, ale szanse na jego ściągnięcie są żadne. Nawet gdyby przedsiębiorca stał się wypłacalny, to w pierwszej kolejności zadłużenie ściągać będzie ZUS, urząd skarbowy, Skarb Państwa itd. Gmina gdzieś na samym końcu. Zadłużenie główne w gminie wynosi 53.406 zł – tłumaczył wójt Jaszczuk. Gdyby udało się uregulować stan prawny tej własności, wówczas być może pojawiłyby się większe szanse na nowego inwestora. Czy to możliwe? Wątpliwa sprawa.
pamietam w 1965 jak bylem malym chlopcem to jeszcze byly w trawie resztki a wlasciwie fragmenty torow kolejki lesnej w lesie w okolicy stacji nurzec