Grażyna i Dariusz Putkowscy z Rotek gm. Drohiczyn w czwartek (10 lipca) odbierali w Białymstoku kolejną nagrodę. Zostali Mistrzami Podlaskiej Agroligi 2014 w kategorii „Rolnicy”.
Z właścicielami gospodarstwa produkującymi tradycyjne sery i wędliny rozmawiałem dzień wcześniej. Pani Grażyna gorąco dziękowała tym wszystkim, którzy w ubiegłym roku wysyłali SMS-y decydujące o zdobyciu nagrody w Agrolidze 2013.
- Za to, że zostałam rolnikiem roku dziękuję serdecznie klientom, znajomym, wszystkim, którzy wysłali SMS. To bardzo cieszy. Poza tym chce podziękować pracownikom siemiatyckiego ODR, a szczególnie kierowniczce Ani Szeryńskiej, która nam pomaga i zgłasza do konkursów.
- Jakie były początki?
- Zaczęłam od serów, nauczyłam się robić sery dojrzewające. Zauważyłam zainteresowanie tym produktem. Potem doszły wędliny. Udało się połączyć produkcję. Postawiliśmy na jakość, tradycję. Bez chemii, tak obecnej powszechnie w wielu produktach. Sery wytwarzamy z naszego mleka. Prowadzimy także hodowlę krów mlecznych. Mleko podlega obróbce prosto od krowy. Musi być ciepłe. Zahamowany jest proces rozmnażania złych bakterii. Wszystko jest pod stałą kontrolą.
- Jak szeroki asortyment serów produkujecie?
- Kilkanaście rodzajów. Dużym powodzeniem cieszy się paleta serów, szczególnie na weselnych stołach wiejskich. Dodatkiem do serów są np. zioła, które rosną w naszym ogródku ziołowym.
- Czy będą jakieś nowości?
- W najbliższym czasie wprowadzimy ser kryształkowy, dojrzewający w zalewie z ziołami. Mogę dodać, że nasze sery twarożkowe mają dużą trwałość, mogą stać 2 do 3 tygodni. Będzie też twarożek czosnkowo – cebulowy, przepis naszych babć. Tutaj chcę dodać, że sery są dobrze tolerowane przez nasze żołądki, dlatego przybywa nam klientów.
- A wędliny czym się różnią od innych spotykanych w sklepach?
- Nasza kiełbasy to 100% mięsa. I w niej, tak jak w innych mięsnych wyrobach brak chemii. Po prostu powrót do produkcji tradycyjnej. Trudno tutaj mówić o zbyt wygórowanej cenie za nasze produkty, bo nie są niczym faszerowane.
- Jak jest ze zbytem?
- Dostaliśmy pozwolenie sprzedaży na cały kraj. To efekt wyrobienia norm jakościowych. Ale nasze wyroby są już od pewnego czasu obecne w wielu sklepach, nie tylko naszego powiatu. Mamy samochód chłodnię, więc z dostarczaniem nie ma problemu.
- Jaki jest podział ról w pracy w gospodarstwie?
- Mało mamy czasu wolnego. Mąż zajmuje się hodowlą i produkcją mleka. Ja swoją masarenką, miniaturą wielkiej masarni, czyli tym o czym rozmawiamy. Pracuje cała rodzina wielopokoleniowa. Aż 7 osób.
- A przyszłość?
- Jest tutaj specyficzna nisza. Nie ma rodzinnych zakładów w tej branży. Będziemy starali się unowocześniać zakład, wprowadzać nowości. Zapraszamy do nas.
Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze