Rok temu, 8 listopada, ruszyła strona www.drohiczyn.info, prowadzona przez Marka Krasowskiego, młodego drohiczynianina, który na co dzień mieszka w Lublinie.
Opowiada nam o swojej, jak sam mówi, zabawie z historią Drohiczyna: - Zaczęło się od kilku zdjęć, znalezionych przez przypadek w internecie. Zaciekawiły mnie i z tą ciekawością chciałem coś zrobić. Przeczytałem książkę Feliksa Zygmunta Weremieja „Stolica Jaćwieży”, no i wtedy to wszystko ruszyło. Potem, już jak znalazłem jakieś zdjęcie, to starałem się szukać dalej. Informacji o zdjęciu, o tym, co na nim jest, jaka była historia miejsca ze zdjęcia. Ciekawiło mnie jak wyglądało moje miasteczko za czasów świetności, jak wyglądały kamieniczki, miejsca, które znam. Tak docierałem do różnych książek, opracowań, ale też zobaczyłem, że pomimo, że o Drohiczynie można znaleźć dużo informacji, to wiele - o zabytkach, miejscach, ludziach - jest pominiętych. No i druga sprawa, że sam doświadczyłem tego, jak dużo się trzeba naszperać w różnych miejscach, by znaleźć konkretną informację. Stąd pomysł, by stworzyć taką platformę, by ktoś inny, kto będzie szukał, miał prostsze zadanie. Zajmuję się robieniem stron internetowych, dlatego może pomysł ze stroną.
- Interesuje się pan historią?
- Na pewno historią Drohiczyna i jego okolic. Różni historycy w różny sposób przedstawiają te same wydarzenia. Dobrze jest znać różne wersje, można wypośrodkować opinię. Chciałem się przekonać, czy moje wyobrażenia pokrywają się z tym, co było naprawdę.
- Skąd ma pan zdjęcia i inne materiały?
- Część zdjęć trafiła do mnie z prywatnych zbiorów mieszkańców, część otrzymałem od czytelników strony. Przy okazji chciałbym zaapelować do mieszkańców, że może ktoś ma ciekawe zdjęcia i chciałby się nimi podzielić? Poniekąd współtworzyć stronę o Drohiczynie, oczywiście podaję źródła zdjęć czy tekstów, podpisuję autorów. Zachęcam do kontaktu pod adresem [email protected] lub telefonicznego 886 055 066. Umówimy się, zajadę ze skanerem, na miejscu wszystko załatwimy.
- Współpracuje pan z historykami?
- Staram się docierać do różnych źródeł. Sam nie piszę artykułów, opieram się na tym, co jest gotowe, materiały są pisane przez osoby posiadające odpowiednią wiedzę. Ja raczej jestem kolekcjonerem, zbieram te informacje i zdjęcia, i próbuję, poprzez stronę, przekazać innym. Dużo pomógł mi ks. Zenon Czumaj z muzeum diecezjalnego, stamtąd miałem wiele zdjęć i informacji o kościołach drohiczyńskich. Ksiądz Zenon powiedział mi o lokalnym historyku, dr. Tomaszu Jaszczołcie, mam już od niego kilka artykułów. Bo w sumie też zależy mi na tym, by to co tworzę było rzetelne.
- Ktoś panu pomaga? Jakieś wsparcie ze strony władz Drohiczyna?
- Prawdę mówiąc nie oczekuję wsparcia ze strony władz miasta. To moje hobby. W czasie wolnym od pracy - można powiedzieć - bawię się ze stroną, a że to moja praca, to ćwiczę na swojej stronie. Koszt opłacenia miejsca na serwerze też nie jest duży. Łączę przyjemne z pożytecznym.
- Dowiedział się pan czegoś zaskakującego o Drohiczynie?
- Sporo ciekawych informacji udało mi się zdobyć. Dużo można dowiedzieć się dzięki zdjęciom porównawczym – jak wyglądało dane miejsce kiedyś i jak wygląda teraz. Od „Głosu Siemiatycz” też dostałem piękną panoramę Drohiczyna z widokiem na cerkiew. Na tym właśnie zdjęciu zauważyłem charakterystyczny budynek, który okazał się budynkiem zakonu bazylianów. Bardzo możliwe, że jest to jedyne zdjęcie uwieczniające ten obiekt.
Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. AK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze