Reklama

Dom, którego nie ma

29/12/2006 10:46
Aby deszcz nie padał do łóżka, należy na oparciach położyć płytę pilśniową. Tak robią bracia Karpiukowie w Słochach Annopolskich..


          Słochy Annopolskie w gminie Siemiatycze to długa wieś rozciągnięta wzdłuż trasy Siemiatycze – Drohiczyn. Dużo nowych murowanych domów, ładny przystanek. Jeszcze gdy powstanie obiecany przez wójta nowy chodnik, wieś całą gębą będzie w Europie. Ale i tutaj są wyjątki. Na jednej z posesji stoi murowany dom, niewykończony i niezamieszkany. W głębi podwórza stoi drugi dom, a właściwie coś, co kiedyś przypominało budynek mieszkalny. Teraz jest tylko resztka komina, po dachu zostało wspomnienie. Stary jednoizbowy drewniany budynek jest zamieszkany. W budynku bez światła, wody i właściwego ogrzewania egzystuje dwóch braci Karpiuków. Jedynym świadectwem związku z cywilizacją jest małe radio na baterie. Wysokość od podłogi do sufitu wynosi ok. 1,80 m. Kawałki płyty pilśniowej udającej sufit leżą na wygiętych belkach podpartych kołkami. W jednym z kątów stary rozwalający się piec robi i za ogrzewanie, i za kuchnię. Jakieś drewniane toporne meble służą chyba do spania. Właściwie pościel jest na jednym z nich, na którym spać może tylko jedna osoba. Być może w tym domu sen jest tylko w wersji jednozmianowej.

          Mieszkańcy domu i sąsiedzi
          Ta rudera to dom rodzinny Mikołaja i Bazylego Karpiuków. Jak twierdzi sołtys, Jan Siemieniuk, na wspomnienie o zmianie miejsca pobytu starszy z braci, 68–letni Mikołaj, reaguje nerwowo.
          - Mikołaj mówi, że jemu tu dobrze – dodaje.
          - Czy nikt nie próbował im pomóc? – pytam.
          - Interweniowałem w gminie i w opiece społecznej. Ten murowany dom to ich. Rodzice przed śmiercią postawili, tylko nie zdążyli wykończyć. Był tutaj wójt, byli z opieki. Wójt obiecał pomoc na wykończenie jednego lub kilku pomieszczeń. Sąsiedzi by pomogli, ale oni (bracia Karpiukowie) nie chcą o tym słyszeć. Ale tak nie można mieszkać. Tam w czasie deszczu leje się woda. Mikołaj łóżko przykrywa płytą i włazi pod nią.
          - Niemożliwe. Przecież można chyba w jakiś inny sposób im pomóc. Są domy opieki społecznej.
          - Ale tak nie można postępować, jak zrobiono ze starszym Karpiukiem. On niedawno był w szpitalu. Był w Białymstoku, a później leżał na wewnętrznym w Siemiatyczach. I zamiast go tam zatrzymać, po krótkim czasie odwieziono go do tego domu. Toż to tak samo jak rzucić człowieka pod płot. A czy on zdrowy już?
          - Ale muszą mieć jakieś środki do życia?
          - Mają emerytury. Nawet chyba razem wychodzi to tak, że powinni mieć na życie w wystarczającej wysokości.
          Problemy Mikołaja i Bazylego
          W domu zastaliśmy tylko Mikołaja. Coś gotował na płycie.
          - To dla psa - powiedział.
          Na pytanie, czy mają opał na zimę, odpowiedział, że drewna mają dosyć i że jest jeszcze 7 ha lasu. Nie chciał więcej rozmawiać, tylko przyniósł swoje karty informacyjne leczenia szpitalnego. Na wszystkich jest wyszczególniony problem alkoholowy. Potwierdza to sołtys.
          - Faktem jest, że chyba wszystkie ich pieniądze idą na przelew.
          Na karcie informacyjnej jednego z białostockich szpitali widnieje: „Chory wymaga stałej opieki innych osób”. Ta adnotacja nie jest przestrzegana, bo niby kto ma się tym zająć?
- Nie wiem, dlaczego Mikołaja nie przyjęto do zakładu opiekuńczo – leczniczego siemiatyckiego szpitala –mówi Jan Siemieniuk. – Bazyli sobie jeszcze radzi.
           Urzędy i urzędnicy
          - Jeśli chodzi o Starostwo Powiatowe w Siemiatyczach, to została wydana decyzja administracyjna umieszczenia Mikołaja Karpiuka w zakładzie opiekuńczo–leczniczym. Jednak wiadomo, że jest tam kolejka, chyba ze 20 osób – powiedziała Grażyna Koc ze Starostwa Powiatowego w Siemiatyczach. – Może właściwym byłoby umieszczenie go w domu pomocy społecznej.
          - Byliśmy kilka razy w Słochach – twierdzi kierowniczka Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Siemiatyczach, Grażyna Jaszczołt. - Chcieliśmy i chcemy im pomóc. Wójt Edward Zaremba i mieszkańcy wsi oferowali pomoc. Wójt obiecał wyremontować jedno z pomieszczeń w tym murowanym domu. Bracia nie wyrazili zgody. My ze swojej strony złożyliśmy w ZOL prośbę o natychmiastowe przyjęcie Mikołaja Karpiuka, poza kolejnością. Nie przyjął tej oferty. Chce przeżyć zimę w tym drewnianym domku. Szukamy dla niego miejsca nawet w Ciechanowcu. To sytuacja szczególna. Bracia mają problemy z alkoholem, ale młodszy jeszcze sobie radzi. Tylko jak ich przekonać?
          Obaj mężczyźni uznali, że ich miejsce jest tam, gdzie mieszkają. Taka sytuacja nie może trwać długo. Jeżeli nadejdą mrozy, to natura sama może rozwiązać problem w drastyczny sposób. Rozwalający się piec nie ogrzeje niedużej izby.
          Mikołaj Karpiuk gotował jedzenie dla psa, ale nie było słychać szczekania, ani piesek nie pojawił się na nasz widok. W dzień naszej wizyty padał śnieg z deszczem, a na suficie zaczęły się pojawiać mokre zacieki.

          Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama