W sobotnie popołudnie, 15 maja, na stadionie w Siemiatyczach prócz ładnej pogody, na derbowym meczu pomiędzy Cresovią Siemiatycze a MKS Mielnik byli kibice
. A w przerwie z głośników płynęła miła muzyka. I były nadzieje obu drużyn na zdobycie tak bardzo potrzebnych im punktów. Z IV ligi do klasy okręgowej prawdopodobnie spada 5 drużyn, a niektórzy mówią, że nawet 6. Tak Cresovia, jak i goście, są w dolnych częściach tabeli i na obecny czas ich akcje poszłyby w dół. Więc każdy punkt na plus to jakby łyk tlenu, tym bardziej, że jeszcze kilka meczów do zakończenia sezonu 2020/2021 i można owych tlenowych łyków zaliczyć tyle, aby uciec spod spadkowego topora.
Przed meczem dało się zauważyć pewne osłabienia. W siemiatyckiej drużynie zabrakło kluczowego zawodnika, który zawsze widoczny był w bramce. Rafał Karolczuk z powodu kontuzji nie mógł zagrać w derbach. Prezes drużyny z Mielnika, Damian Sypek, miał też nietęgą minę, bo mówił, że kilku zawodników z różnych powodów nie przyjechało na mecz. Jednak więcej radości przedmeczowej i więcej nadziei na korzystny rezultat było po stronie gospodarzy. No i do tego to derby, które charakteryzują się tym, że adrenaliny przybywa więcej nie tylko u piłkarzy, ale i działaczy oraz kibiców.
Od razu podaję końcowy wynik - 1:3, czyli 3 punkty pojechały do Mielnika. Już po pierwszej połowie przyjezdni prowadzili 0:2. Jak to się mogło stać? A kto to wie.
Według mnie, gospodarzy, ale to subiektywna ocena, zgubiła zbytnia pewność siebie. Cresovia zaatakowała od pierwszych minut. Ale to MKS już w 9 minucie zdobył prowadzenie. Aktywny na lewej stronie, młody Daniel Krasucki uciekł pilnującemu go Damianowi Kurkowi, zacentrował, a - będący w objęciach dwóch stoperów - Jakub Weremijewicz wstawił nogę tam gdzie trzeba, przez co uderzona przez niego piłka wpadła obok zaskoczonego bramkarza Karola Koca. Wolny dla siemiatyczan w 12 minucie nic nie zmienił na tablicy wyników. Minutę później ponownie Weremijewicz w roli głównej, ale jego strzał trafia w bramkarza. Tylko niesamowita parada Patryka Mormola w 21 minucie uratowała MKS przed wyrównaniem. Piękny i mocny strzał Tomczyka mógł zaskoczyć gości, skończyło się na rzucie rożnym. Potem nieco się zaostrzyło, piłkarze nie odstawiali nóg, a nawet dopuszczali się nimi czynów zabronionych na boisku. Przez co sędzia miał w pogotowiu żółty kartonik. Na boisko także kilka razy wędrowała pani Wiesława Piotrowska, która - tradycyjnie już - na meczach doprowadza zawodników do stanu używalności.
Kto zawinił przy stracie drugiego gola dla Cresovii? Zdania były podzielone. Daleki rogal w pole karne Cresovii zmylił wielu zawodników, w tym bramkarza, a ostatecznie bramka została zapisana na konto Łukasza Golonki, który w czasie meczu imponował spokojem, dobrym odbiorem piłki, a często wędrował nawet na połowę boiska przeciwnika. W końcowych sekundach ładnie przewrotką uderzył Kellas, ale piłka przeszła tuż koło zewnętrznej strony słupka.
Potem była przerwa i nadzieje kibiców na zmianę wyniku. I tak to się zaczęło. Dwie minuty po rozpoczęciu drugiej odsłony, po wrzutce piłki, Mormol kieruje ją na poprzeczkę. Piłka spada pod nogi Tomczyka, który bez problemu zdobywa gola. Na trybunach oddech ulgi, jeden z kibiców mówi "Złapali kontakt, to lepiej teraz niż przed przerwą". I Cresovia ruszyła ca ciosem. W 49 minucie Zazuliński uderza mocno, będąc w polu karnym, ale w boczną siatkę. Za chwilę Golonko zmuszony był wybić głową na rzut różny. 53 minuta to kubeł zimnej wody dla gospodarzy. Piłka z prawej pod bramkę siemiatyczan, zamieszanie i Damian Kurek zalicza samobója.
I tutaj relację z meczu można skończyć, choć było jeszcze wiele obustronnych akcji. Choćby w 67 minucie, Moczulski mógł wyrównać, ale po jego wślizgu piłka przeszła blisko nóg. Na trybunach także emocje. Jeden z siedzących obok mnie, młody człowiek zaklął po jednej z nieudanych akcji Cresovii, czym się naraził na zwrócenie uwagi przez koleżankę. „Magda bo to są emocje” - odpowiedział.
A nawet w 90 minucie wynik mógł brzmieć 1:4, ale dobra interwencja Koca zapobiegła zmianie wyniku.
Niemoc strzelecka Cresovii jakby już historyczna. Dlaczego tak się dzieje, są różne teorie. Brak treningów, zbyt długie przetrzymywanie piłek, mało gry z pierwszej piłki - to tylko niektóre z przypadłości wymienianych przez przychodzących na mecze. Ale, gdy głębiej wejść w temat, podobne bóle przeżywa wiele drużyn.
Niemniej, jak wspomniałem, do zakończenia rundy wiosennej jest do zdobycia pewna ilość punktów. Kto nakopie to co mu potrzebne, będzie wiadome, a także wiadomym będzie, komu koło ratunkowe nie ucieknie spod ręki.
Cresovia: Karol Koc, Wojciech Moczulski, Michał Nowicki, Krzysztof Krasowski (27 Damian Kurek), Adam Barwiejuk, Robert Kellas, Krystian Łopaciuk (46 Kacper Zazuliński), Kamil Tomczyk, Piotr Bondziul, Marek Konachowicz, Marcin Malewski (70 Jakub Gierasimiuk). Rez. Jakub Walendziuk, Rafał Karolczuk, Mateusz Dawidziuk, Daniel Barwiejuk. Trener Wojciech Moczulski, kierownik Wojciech Łopaciuk, opieka medyczna Wiesława Piotrowska.
MKS Mielnik: Patryk Mormol, Krzysztof Korowaj, Łukasz Golonko, Dariusz Korowaj (65 Marek Jakimczuk), Mateusz Gajewski, Daniel Rycerski (90 Mariusz Żornaczuk), Jacek Giętkowski, Grzegorz Borowy, Daniel Krasucki (Krystian Weremijewicz), Kamil Czekuć, Jakub Weremijewicz (46 Damian Gierasiumiuk). Rez. Karol Stańczuk. Trener Radosław Kondraciuk, kierownik Damian Sypek, asystent Michał Baranowski, masażysta Łukasz Treszczotko.
Jacek Piotrowski, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze