Reklama

Ludmiła Wiszenko. Poszukiwanie starych pieśni - Mielnik - (Video)

29/08/2008 15:40

Wraz z jego upływem i odejściem najstarszych pokoleń tradycje naszego terenu, niezwykle zróżnicowanego kulturowo, skazane są na zapomnienie. Taki los czeka ludowe pieśni i przyśpiewki, jeśli ktoś wcześniej ich nie zbierze i nie zarejestruje. Sporą część podlaskich pieśni ludowych z pewnością uda się przekazać następnym pokoleniom dzięki pani Ludmile Wiszenko.


          Artystka z Ukrainy, od kilkunastu lat mieszkająca w Polsce, w Mielniku, przez pewien czas swojej działalności w Polsce zajmowała się odszukiwaniem i utrwalaniem ludowych pieśni podlaskich. Może wydawać się paradoksem, że, aby zachować elementy podlaskiej tradycji, potrzebny był ktoś aż z Ukrainy.
          Artystka od dzieciństwa
          Już jako dziecko pani Ludmiła miała potrzebę pokazania się, od dzieciństwa marzyła o tym, by zastać artystką. Aktorką, tancerką, piosenkarką. Kiedy nie powiodło się w egzaminach na kijowskim instytucie teatralnym, zdecydowała, że spróbuje z muzyką – skończyła studia na wydziale dyrygentury chóralnej. Bezpośrednio po studiach pracowała w liceum w Kijowie, gdzie prowadziła zespół. Kilkanaście lat temu przyjechała do Polski, by tutaj pracować z zespołami folklorystycznymi.
          - Pracowałam z zespołami w Czeremsze, Krasnej Wsi, Wólce Terechowskiej i Rajsku. Przygotowywałam te zespoły do festiwalu ukraińskiego w Sopocie.
          Po kilku latach pracy w Polsce pani Ludmiła rozszerzyła profil swojej działalności, bowiem sama zaczęła śpiewać.
          - Moja muzyczna kariera rozpoczęła się od nagrania na Ukrainie płyty, całkiem udanej. Ta płyta dość szybko stała się popularna. Kiedy byłam już w Polsce, moi przyjaciele stąd bardzo długo namawiali mnie, bym zaczęła śpiewać. Często mi o tym przypominali, aż w końcu się zdecydowałam.
          Występy i recitale Ludmiły Wiszenko odbywały się już w wielu miejscach. Występowała w Teatrze Nowym w Warszawie, w Filharmonii Białostockiej, w studiu TV w Białymstoku, w Poczdamie, w klubach jazzowych, fokowych, galeriach artystycznych w Warszawie, Łodzi, Białymstoku. Liryczny głos artystki szybko dostrzeżono na wielu konkursach i festiwalach. Na I Festiwalu Piosenki Rosyjskiej w Warszawie zdobyła wyróżnienie. Brała także udział w XV Międzynarodowym Festiwalu Pieśni, Tańca i Folkloru w Siedlcach. W Ogólnopolskim Konkursie Kwalifikacyjnym I Moskiewskiego Międzynarodowego Festiwalu Rosyjskiej Piosenki wygrała w kategorii romans rosyjski. Ostatnio, w czerwcu tego roku śpiewała na I Festiwalu Słowian w Sobotkach pod Wrocławiem.
          Kolekcjonerka folkloru
          W repertuarze śpiewaczki znajdziemy nie tylko ukraińskie ballady czy rosyjskie romanse, ale także te utwory, które sama wyszukała i zarejestrowała na podlaskiej wsi. Ta różnorodność jest celowa i zamierzona.
          - Będąc w tych wioskach nagrywałam stare podlaskie piosenki, niektóre wręcz unikalne. Nikt mi oczywiście za to nie płacił. Miałam taką pasję, a jednocześnie świadomość, że one znikną i postanowiłam zająć się tym. Niektóre z nich sama też wykonuję. Jeśli znajdę piosenkę, która mi się podoba, nie mogę o niej zapomnieć, musze ją zaśpiewać. One są naprawdę piękne. Każdą piosenkę głęboko przeżywam, czasami nawet zdarza mi się samej popłakać podczas prób.
          Znaczna część zebranych utworów to są pieśni obrzędowe, które towarzyszyły wiejskiej społeczności w różnych momentach życia. Dlatego wśród zgromadzonego materiału pani Ludmiły są utwory o jedzeniu, o tańcu, weselu, pogrzebie.
          W przyszłości solistka chce wydać kolejną płytę.
          - Myślę nad stworzeniem nowej płyty, jeszcze nie jestem do końca przekonana, co tam będzie. Doszło kilka nowych piosenek, ale uważam, że powinnam rozszerzyć repertuar na te podlaskie.
          Akompaniament
          Utwory wykonywane przez wokalistkę mają to do siebie, że równie dobrze brzmią bez akompaniamentu, jak i z delikatnym dźwiękiem nastrojowych instrumentów. Dlatego w zespole, z którym artystka występuje przy większych, znaczących koncertach nie mogło zabraknąć skrzypiec (Agnieszka Obst), gitary (Maciej Kieszkowski) i mandoliny (Jan Tytman).
          Solistka zapytana o artystów, czy też wzorce, z których czerpie mówi, że takich nie ma. Wprawdzie możemy znaleźć w jej repertuarze np. pojedyncze piosenki Żanny Biczewskiej czy też Anny German, ale są to rzadkie utwory, czasem wykonywane na prośbę. Do nagrania „Echa” – piosenki Anny German, namówił ją mąż nieżyjącej artystki. Podstawową inspiracją w twórczości Ludmiły Wiszenko jest raczej ludowość i autentyczny folklor, który powoli zanika.
          - Autentyczne jest wtedy, kiedy kobiety śpiewają tak, jak śpiewano w wioskach, kiedy nikt z nimi nie pracuje i nie próbuje ingerować w ten autentyzm.
          Wśród piosenek, które zaśpiewała nam pani Ludmiła podczas wywiadu (można będzie ich posłuchać na naszym kanale filmowym youtube) znalazły się takie jak: „Oj wysoko, wysoko” (nagrana we wsi Dobrowoda), „Oj Boże, mi Boże” (znaleziona w Siemichoczach), „Mała ptaszeczka” (z Czeremchy), „Ty dziewczyneńko czarnobrywieńko”.



          Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JN

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/08/2024 10:10
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama