Uważny i prawidłowo jeżdżący kierowca, wjeżdżając na plac Jana Pawła II z ulic 11 Listopada lub Grodzieńskiej i chcąc tu zaparkować, przeżywa swego rodzaju rozterkę – zastosować się do znajdującego się tam znaku drogowego, czy też zignorować go, postępując jak inni, bardziej odporni na przepisy drogowe kierowcy?
Chodzi o znak drogowy parkingu, pod którym jest tabliczka informująca kierowców, że powinni parkować swoje pojazdy w całości na chodniku (!), równolegle do krawężnika. Dla dociekliwych - w kodeksie drogowym ta tabliczka ma symbol T30-a, dla jasności natomiast – zgodnie z Prawem o Ruchu Drogowym „Chodnik, to część drogi, przeznaczona do ruchu pieszych (Dział I, Art.2, poz. 9)”. A tu, patrzcie państwo, anarchia - wszyscy parkują samochody na jezdni, ukośnie, pod kątem 45 stopni (według tabliczki T30-g) i nikomu nie przyjdzie do głowy, że tak nie wolno. Nawiasem mówiąc z drugiej strony placu, przy wlocie ul. Ciechanowieckiej stoi taki sam znak, z taką samą tabliczką, tylko tam w parkowaniu na chodniku przeszkadzają kwiatki! Jako kierowca doświadczony i zwykle stosujący się do przepisów prawa drogowego chciałem zaparkować swój pojazd zgodnie ze znakiem drogowym, ale nijak nie mogłem tego uczynić! A to słup ogłoszeniowy przeszkadza, a to budka telefoniczna, to znów kiosk „Ruchu” albo kosz na śmieci, w żaden sposób nie mogłem zaparkować samochodu na chodniku, zgodnie z przepisami, a łamać ich nie bardzo chciałem. Koniec końców jednak poddałem się, postąpiłem jak wszyscy, to znaczy zaparkowałem w zatoczce, ukośnie, czyli tak, jak tu się parkowało „od zawsze” i jak nakazuje zdrowy rozsądek. Coś mi tu jednak nie grało - po co w takim razie i dla kogo postawiono ten znak, skoro i tak nikt go nie przestrzega, bo nie da się go przestrzegać, a skoro wszyscy go lekceważą, to dlaczego policja nie „siecze” kierowców mandatami, wyrabiając być może roczny plan karania w parę tygodni? Tak sobie myślę, że odpowiedzialny urzędnik, który kazał postawić ten znak powiedziałby: „Miejsce, na którym obecnie stawiane są samochody, należy traktować jako chodnik, bo tak wynika z tabliczki umieszczonej pod znakiem”, czyli nie powiedziałby niczego sensownego. Ja będę się upierał, że chodnik to coś całkiem innego (vide powyżej), w dodatku prawie zawsze jest oddzielony od jezdni krawężnikiem. Znajduje to wyraz w opisach innych tabliczek do znaku parkingu, traktujących o stawianiu pojazdów częściowo lub w całości na chodnikach, z uwzględnieniem krawężników. A może jednak chodzi tu o coś innego? Ta wątpliwość pojawiła się we mnie tak ze dwa tygodnie temu, kiedy to w dniu urodzin naszego pisma dziarscy robotnicy w pocie czoła usuwali pasy z bordowej kostki brukowej, wyznaczające miejsca postojowe w zatoczkach przy jezdni centralnego placu miasta i zastępowali je kostką szaroburą. Na pytanie, dlaczego to robią odpowiedzieli: „Kazali, to wymieniamy, będzie się tu inaczej parkować”. Teraz zaczynam rozumieć - jakiś gorliwy urzędnik wymyślił zmianę sposobu parkowania w centrum naszego grodu i rozpoczął od postawienia znaku i usunięcia oznaczeń stanowisk postojowych. Jego pomysł został zapewne w pełni zaakceptowany, inaczej nie byłoby takiego tempa robót! Jestem człowiekiem dociekliwym i chcę mu publicznie zadać pytanie, czy obliczył, ile samochodów uda się jednocześnie zaparkować na tym odcinku według nowego systemu parkowania? Obecnie może tam stanąć 20 samochodów, a śmiem twierdzić, że po zmianie uda się tam postawić góra 10 pojazdów, zakładając zresztą, że większość kierowców potrafi parkować na małej przestrzeni pomiędzy innymi pojazdami, często tyłem. Czy urzędnik wyobraził sobie manewry równoległego parkowania na tzw. „kopertę” tuż za przejściem dla pieszych u wlotu z ul. Grodzieńskiej, kiedy to na plecy parkującego wjeżdżają TIR-y albo autobusy? Ja mam bogatą wyobraźnię i oczyma duszy widzę te manewry i to, co się tam może dziać, kiedy spróbuje tego mniej doświadczony kierowca, a takich niestety jest wielu. Gdzie z kolei miałyby się podziać samochody, dla których zabraknie miejsca? Chciałbym też prosić tego urzędnika, aby sam zrobił pokaz nowego sposobu parkowania na placu Jana Pawła II w porze szczytu komunikacyjnego, najlepiej parkowania tyłem między innymi pojazdami, a ja nakręcę z tego film i udostępnię jako materiał szkoleniowy. Władze miasta od dawna nie myślą o nowych miejscach parkingowych, choć wzrost ilości samochodów jest lawinowy, a ewentualne uszczuplenie centrum miasta o połowę miejsc postojowych grozi totalnym bałaganem. Już teraz nierzadko trzeba nieźle pokręcić się po bocznych uliczkach, aby znaleźć miejsce do zaparkowania, a co będzie, jak „słowo stanie się ciałem”? Mnie urzędniczy pomysł zmiany sposobu parkowania kojarzy się z refrenem piosenki Wojciecha Młynarskiego „Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie, co by tu jeszcze?”. Ci, którzy znają tę piosenkę wiedzą, że kończy się ona słowami „Bo tyle jeszcze jest do spieprzenia… a będzie więcej!”, czego ani sobie, ani czytelnikom nie życzę, szczególnie ze strony nadgorliwych urzędników.
Tadeusz Sikorski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. TS
Komentarze