W Ciechanowcu i okolicach miała miejsce seria włamań. W ciągu trzech tygodni doszło do 8 włamań. Mieszkańcy czują się zastraszeni. Dopiero dzięki apelowi jednego z poszkodowanych, pana Eugeniusza Święckiego, dyrektora Zespołu Szkół w Ciechanowcu, informacja ta dotarła do mieszkańców. Na serwisie wysokomazowieckie24.pl czytamy:
"W dniu 13.11.2011 r. w godzinach 16.00-22.40 złodzieje zdemolowali i okradli mój dom. Nie bójmy się reagować, gdy zauważymy coś niepokojącego - wezwijmy Policję. Zwracajmy uwagę na obcych, którzy obserwują okolicę, rozpytują o sąsiadów, mienie, zachowują się podejrzanie, lub znajdują się w dziwnym miejscu (np. obce samochody, osoby chodzące porą nocną z latarkami po terenie)." Grażyna Święcka, żona dyrektora, zapytana o przebieg wydarzeń dementuje plotki, ponieważ do redakcji doszły informacje, że dom został zdewastowany - ściany zniszczone siekierami, a kanapy pocięte nożem. - Okradziono nasz dom w niedzielę, ale poza ogólnym bałaganem nic innego nie miało miejsca. Skradziono pieniądze i biżuterię. Zaznaczyć należy, że spomiędzy kosztowności zabrano tylko złoto, a srebro zostało. Dodatkowo, okno nie było wybite - jak podała gazeta "Kontakty" - policja stwierdziła, że wyważono je łomem. - Czy przypuszcza pani, kto mógł to zrobić? - Moim zdaniem to fachowcy. Wyglądało na to, że dużo osób nie było. Ale wiedzieli, jak podważyć okno i gdzie szukać kosztowności. Sprawca lub sprawcy musieli wiedzieć, że nas nie będzie w domu. - Skąd pomysł na apel? - Wcześniej słyszeliśmy o włamaniach, jednak przy informacji przekazywanej z ust do ust, to nie wiadomo, czy jest prawdziwa. Kiedy to nas dopadło, mąż powiedział: "Nie, ja napiszę taki apel, żeby wszyscy wiedzieli, co się stało u nas." - Czy wiedzą państwo, jak został odebrany apel przez mieszkańców? - Bezpośrednio ze mną nikt nie rozmawiał. Śledzę komentarze w internecie. Widać, że oddźwięk jest. Tylko sąsiadka przyszła i powiedziała, że dobrze zrobiliśmy z tym apelem. Sąsiadka po dowiedzeniu się o apelu podała nam szczegóły, które przekazaliśmy policji. Państwo Kozłowscy, właściciele kwiaciarni na rynku, zostali obrabowani jako jedni z pierwszych: - Tuż przed Wszystkimi Świętymi wróciliśmy późno do domu - wspomina pan Fryderyk. - Zbudziła nas kotka. Za nią zszedłem do garażu, drzwi na zewnątrz były otwarte, nadal myślałem, że to sprawka kota. Wróciłem na górę. Zobaczyłem porozrzucane dokumenty i dopiero wtedy dotarło do mnie, że to włamanie. Poczułem zimno z podwórka, szyba była wybita. Zadzwoniłem na policję. - Policja zjawiła się szybko? - Po około 20 minutach przyjechał patrol z Wysokiego, zaraz później i nasza policja. Działali sprawnie. - Co zginęło? - Zabrano pieniądze. Obok leżał aparat i laptop - to zostało. Dom był spenetrowany z góry do dołu. - Czy zauważył pan jeszcze coś szczególnego? - Włamywacze wtargnęli wtedy, gdy był wyłączony alarm. Nie jest on włączony, gdy jesteśmy w domu, nawet w nocy. Ktoś kto włamywał się musiał mieć tego świadomość. Być może wśród mieszkańców jest informator lub współpracownik złodziei. Najbardziej przerażające jest to, że można wejść do domu podczas naszej obecności i spenetrować go doszczętnie. - Jak się pan odnosi do apelu pana Święckiego? - Sądzę, że to bardzo rozsądna rzecz. W takim miasteczku jak nasze widzi to kilka tysięcy par oczu i czujność jest podniesiona. Spełnił swoją rolę błyskawicznie - od razu zaczęło się o tym mówić na mieście, że w internecie jest apel. Po apelu Eugeniusza Święckiego, dotarł do nas komunikat policji z Wysokiego Mazowieckiego, który w pewnej mierze powiela wskazówki dyrektora. Podniosła się przez to czujność, częściej zwraca się uwagę na nowoprzybyłych, samochody z inną rejestracją i dba wieczorem o zamknięcie domostw. Wśród naszych rozmówców powtarzała się jedna myśl - ktoś z terenu musi informować przestępców. Czy wśród mieszkańców Ciechanowca znalazła się jakaś "czarna owca"? Czy zachowania mieszkańców pomogą? Zapytana w tej sprawie rzecznik wysokomazowieckiej policji, pani Alicja Buczkowska, odpowiedziała: - Wysokomazowiecka policja pracuje nad sprawą. Niestety na chwilę obecną (piątek, 18 listopada - przyp. red.) nie ujęto sprawców. Wzmocniliśmy patrole, przez co wzrosło bezpieczeństwo mieszkańców.
Sylwia Tofiluk, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. ST /na zdjęciu Fryderyk Kozłowski/
Komentarze