Reklama

Były legalne, ale już nie są

17/01/2008 15:41
Zanim kupisz lokal od miasta głęboko się zastanów – mogłaby powiedzieć Alina Smyk, mieszkanka domu przy siemiatyckiej ulicy Dąbrowskiego. Najpierw na ulicy, przy której mieszka trwała zabawa w znaki drogowe, teraz okazało się, że schody, które kupiła razem z budynkiem są... nielegalne.


          Kilka miesięcy temu pisaliśmy o problemie pani Aliny związanym ze znakami stawianymi przy ulicy Dąbrowskiego. Przy wąskiej ulicy w ciągu kilku dni kilkakrotnie wymieniano znaki – najpierw był zakaz postoju po jednej stronie ulicy, potem zakaz rozszerzono do całej ulicy, a następnie dopuszczono godzinny postój. Syn pani Aliny parkuje swój samochód pod domem, zaznaczmy – nie wadząc absolutnie przejeżdżającym samochodom. Zarówno pani Alina jak i jej syn obawiali się mandatów za niewłaściwe parkowanie, stąd petycje do burmistrza z prośbą o zmianę oznakowania ulicy. Pani Alina pojawiła się nawet na sesji Rady Miasta, zabrała głos w czasie wolnych wniosków, próbowała zainteresować radnych swoim problemem. Niestety bezskutecznie. Znaki jak były tak są.







          Urzędnicze schody

          Teraz pojawił się kolejny problem. 9 listopada 2007 roku powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego wszczął z urzędu postępowanie administracyjne w sprawie rozbudowanych schodów przy budynku mieszkalnym przy ul. Dąbrowskiego:
          - Raptem okazało się, że schody do mego domu stoją nielegalnie. W grudniu była wizja lokalna, schody stanowią utrudnienie w ruchu. I jeszcze mi zarzucają, że to ja te schody rozbudowałam. Na operacie szacunkowym, kiedy ustalano, ile mam zapłacić za lokal z częścią działki, już te schody były. Jeszcze nawet jeden stopień zlikwidowałam, a teraz okazuje się, że ja schody wybudowałam, rozbudowałam i że teraz to przez schody przejazdu nie ma.           Rzeczywiście, w operacie szacunkowym z lutego 2004 roku, w opisie budynku jest mowa o schodach betonowych. Co więcej – operat udokumentowany jest zdjęciami budynku, schody widoczne są z każdej strony, z której ujmowana była posesja. Jak lokal był własnością miasta schody były legalne? I jakoś tak dziwnie się składa, że dopóki pani Smyk nie walczyła o znaki, schody były legalne.
          - Po tej wizji lokalnej, co była, mówią, że schody trzeba rozebrać, że jacyś świadkowie ponoć zeznali, że to ja te schody budowałam. Jacy świadkowie?

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama