Bodaczki w gminie Boćki są wsią graniczną. Zaraz za miejscowością znajduje się granica pomiędzy gminami Boćki i Brańsk. Choć sołtys Lucjan Szerszeń narzeka na brak chodnika, to widać we wsi wiele nowych domów. Do Bodaczek jedzie się przez Bodaki.
- Nazwy wsi są podobne. Skąd nieznaczna różnica? - Nie wiem – Lucjan Szerszeń rozkłada ręce, – jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku było inaczej. Były Bodaki I, Bodaki II. Chyba po zmianach politycznych nastąpiła zmiana. - Może to zależało od ilości mieszkańców? - Bodaki są mniejsze. U nas jest 22 gospodarstw i 6 na kolonii. A w Bodakach tylko 2. Nasi gospodarze inwestują, rozwijają się. Wszystko idzie pełną parą. Coraz to nowa obora powstaje. - Czyli rolnicy stawiają na produkcję mleka? - Tak. Okolica mlekiem stoi. Każdy gospodarz zdaje co drugi dzień po około 3 tysiące litrów mleka. Istotną przeszkodą w rozwoju są rosnące ceny nawozów, maszyn i urządzeń rolniczych, energii elektrycznej. - Po wielkości podwórka, ilości kiszonek widać, że sołtys także dobrze sobie radzi na roli. - Nie jest to do końca prawda. Jesteśmy z żoną sami. Syn w Białymstoku, córka w Warszawie. Więc tylko mamy 15 krów dojnych. - To macie więcej swobody? - Swoboda na wsi? Niemożliwe. Rolnik jest uwiązany do swojego gospodarstwa tak, że nie ma wolnego czasu ani trochę. Nie ma czasu na posiedzenie na ławeczce. Nikt już nie goni samogonu, nikt nie pije. Jest tylko praca. Właściwie ciągłe doglądanie dobytku. - Ale jest świetlica, więc jakieś życie kulturalne powinno być? - Najpierw remont. Na razie udało się budynek otynkować. Kupić 100 metrów terakoty. Ale wsi potrzebny społecznik. Taka osoba, która ruszy mieszkańców. Oderwie ich od telewizorów. Zagospodaruje dni świąteczne. Wierzę, że ktoś taki u nas znajdzie się.
Komentarze