Z Nurca w gminie Boćki do wsi Szeszyły jest ok. 2 km. Droga, już bez asfaltu, najpierw mija mały cmentarzyk z prawosławną kapliczką. Jednak we wsi nie ma świątyni.
- Nie ma u nas cerkwi. Parafia jest w Boćkach. Czasem batiuszka przyjeżdża do nas pomodlić się. Nasz cmentarzyk mały – mówi Wiera Jakimiuk. - Wieś jakby zapomniana. Nie macie dobrej drogi. Świetlica wymaga remontu? – pytam. - Sami starzy ludzie tutaj. Same wdowy. Domów ze czterdzieści, ale zamieszkałych tylko dwadzieścia – pani Wiera dodała po chwilowym liczeniu mieszkańców. - A droga, to może sołtys słaby albo wójt. Taka wieś zabita dechami. - Ale po sąsiedzku już jest inaczej. Drogi mają dobre – uzupełnia wypowiedź Wiera Charytonowicz. - Ktoś zapewne zajmuje się rolnictwem? Młodzież ma jakieś miejsce dla siebie? Rozmówczynie ożywiły się po tych słowach. - Jaka młodzież? Nie ma tutaj nikogo takiego. Nawet dzieci. To wioska starych ludzi. Za 10 lat tutaj nie będzie nikogo. Słaba ziemia. Kto miał 7 ha, już był gospodarzem. A teraz to emeryci. Czasem można dorobić grzybami. Dzięki Bogu, że są emerytury. Może małe, ale są. Inaczej to byłby koniec. - Spokojnie u was. - A spokojnie. Ale co to dla nas. Czasem ktoś się pojawi znienacka i chwali spokój i czyste powietrze. Na pytanie dokąd prowadzi droga przez wieś obie panie odradzały jazdę w dalszą stronę. - Musi pan zawrócić do Nurca. Bo w drugą stronę droga może być nieprzejezdna. Bobry zagrodziły drogę. Choć ktoś mówił, że już naprawiono. Zawróciłem. Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP
Komentarze