Reklama

Bodaczki, gm. Boćki - Wypadek z udziałem dwóch, a ocalonych trzech

30/07/2013 12:02

29 lipca na drodze Bodaki - Bodaczki w gm. Boćki seat zderzł się z ciągnikiem rolniczym marki Lamborghini Lampo. Na szczęście obyło się bez ofiar.

- Około godziny 9.15 dyżurny bielskiej policji został poinformowany o zderzeniu osobówki z ciągnikiem rolniczym na drodze Bodaki-Bodaczki. Mundurowi natychmiast pojechali na miejsce. Tam ustalili, że 67-letni kierujący ciągnikiem rolniczym, wyjeżdżając z polnej drogi, nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu 49 kierowcy, prawidłowo jadącemu seatem. Doszło do zderzenia się pojazdów. Kierujący seatem został przewieziony karetką pogotowia do SP ZOZ w Bielsku Podlaskim. Na szczęście poza ogólnymi potłuczeniami nie odniósł on poważniejszych obrażeń ciała. Badanie alkomatem wykazało, że uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi. Kierujący ciągnikiem rolniczym został ukarany mandatem za spowodowanie kolizji drogowej – powiedziała asp. Agnieszka Kiełsa z bielskiej policji.

Reklama

Droga na, na której doszło do wypadku należy do dróg powiatowych. Rów od strony, z której wyjechał ciągnik, był zarośnięty krzakami, przez co rolnik miał praktycznie uniemożliwioną widoczność. Niestety, zarządca drogi - Powiatowy Zarząd Dróg w Bielsku Podlaskim - nie dopełnił swoich obowiązków dotyczących utrzymania dróg.

- Nie próbuję w żadnym wypadku usprawiedliwiać się, że nie dopełniliśmy obowiązków związanych z odpowiednim utrzymaniem drogi w celu jak największego bezpieczeństwa dla podróżujących. Niezwłocznie zostanie tam wysłana ekipa w celu przywrócenia odpowiedniej widoczności. Krzaki w przydrożnych rowach bardzo szybko rosną i czasami nie nadążymy z ich usuwaniem. Serdecznie przepraszam, za zaistniałą sytuację i mam nadzieję, że nie powtórzą się podobne zdarzenia w przyszłości - powiedział Leszek Aleksiejuk – Dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Bielsku Podlaskim.

Reklama

Podczas oględzin uszkodzonego auta, żona właściciela samochodu usłyszała pisk małego kota, który dobiegał spod maski rozbitego samochodu.

- Początkowo myślałam, że ktoś wyrzucił małego kota do przydrożnego rowu, ale po chwili zorientowałam się, że głos wydobywa się z auta. Z pomocą bielskich policjantów, udało się wydostać kociaka, który utknął pomiędzy maską, a nadkolem. Kociak był bardzo przestraszony, ale nie miał widocznych obrażeń. Zastanawialiśmy się, skąd on tu się wziął? W pewnej chwili ze szpitala zadzwonił mój mąż i opowiedział mi historię, jak dzień wcześniej był u znajomego w Chojewie i mały kot wlazł pod samochód. Nikt jednak nie przypuszczał, ze ulokuje się w aucie. Kot ten przejechał pod maską, czy też pomiędzy maską i nadkolem, ponad 100 km i nic się mu nie stało. Szczęśliwie wrócił do swojej mamy, z czego się bardzo cieszę – powiedziała żona właściciela rozbitego seata.

Reklama

Jarosław Usakiewicz, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. KPP w Bielsku Podlaskim

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama