„Fit Boćkowianki” w tym roku obchodzą pierwszą rocznicę swojego istnienia. Połączyła je zumba, ale dziś, jak same mówią, ich spotkania to nie tylko trening fitness. Są jak wielka rodzina, w której jest miejsce dla każdego.
Najmłodsza ma 10 lat, najstarsza 50 plus. Mieszkanki Bociek i okolicznych miejscowości spotykają się dwa razy w tygodniu pod wodzą Eweliny Rynans na blisko godzinnym treningu zumby, w trakcie którego zapominają o swojej codzienności i po prostu doskonale się bawią, czerpiąc radość z wzajemnego obcowania. Miałam okazję obserwować jeden z takich treningów. Ponad dwadzieścia tancerek, w jednakowych koszulkach, spodniach, bluzach z logo grupy (zaprojektowanym przez Anetę i Paulinę Wińskie), bez względu na wiek, poziom formy czy kondycji – wszystkie dają z siebie tyle radości, entuzjazmu i energii, że mogłyby pewnie nimi obdzielić całą gminę.
Pod nazwą Fit Boćkowianki, której autorką jest Katarzyna Lipińska, oficjalnie spotykają się rok, ale treningi zumby w swojej miejscowości organizowały znacznie wcześniej.
- Nie miałam specjalnego przygotowania do tych zajęć, ale zumbę pokochałam od pierwszego zatańczenia, dlatego też ukończyłam właściwy kurs. Początkowo treningi prowadziła trenerka z zewnątrz, później ja się już tym zajęłam. I okazało się to na tyle motywujące, że nawet kiedy musiałam zrezygnować na jakiś czas z treningów z uwagi na obowiązki macierzyńskie, dziewczyny doskonale sobie poradziły– mówi Ewelina Rynans, trenerka zumby, a jednocześnie pracowniczka miejscowego GOK-u. – Dlatego dziś można powiedzieć, że trening zumby to jedno, ale Fit Boćkowianki to znacznie więcej niż trening.
Są jak rodzina, w której rozmawia się o swoich troskach i wzajemnie motywuje do pokonywania wszelkich trudności. W tym gronie nie tylko ćwiczą, ale przede wszystkim się rozwijają, dokształcają. Nie poprzestają na treningach. Organizują też typowo babskie spotkania na temat zdrowego odżywiania, z kosmetyczką, brafitterką czy innymi specjalistkami. W ten sposób nie tylko dbają o swój wygląd, ale również ciągle się uczą i rozwijają.
Przez ten formalny rok ich działalności sporo się zmieniło. - Przybyło nam dzieci, ale też zrobiło się o nas głośno w gminie i w powiecie bielskim– mówi jedna z Fit Boćkowianek. Już po trzech miesiącach swojej działalności dostały propozycje wystąpienia na pierwszych imprezach plenerowych w najbliższej okolicy. Razem z mieszkańcami gminy witały lato i jak mówią, to one przyczyniły się do rozkręcenia imprezy. Później były inne festyny, dożynki, imprezy plenerowe – jak chociażby zakończenie sezonu motocyklowego Godboys w Bielsku Podlaskim.
- Niezmiennie podziwiam moje dziewczyny za chęci i odwagę. Wiadomo, że jak się jedzie gdzieś na zewnątrz, jest dużo łatwiej. Tutaj jednak, gdzie wszyscy się znają i sąsiad patrzy, wcale nie musi być to takie łatwe wyjść na scenę i tańczyć. A one wychodzą i robią to. Nawet jeśli na co dzień nie wszystkie mogą być regularnie obecne, to kiedy jest hasło występ, na przygotowanie którego mamy np. dwa dni, jest pełna mobilizacja – dodaje trenerka Boćkowianek.
A co je motywuje?
- Początkowo była to potrzeba wyjścia z domu, odetchnięcia od codziennych zajęć i obowiązków, zgubienia paru kilogramów, chęć ruszania się i uprawiania jakiejś aktywności fizycznej. Wiadomo, to mała miejscowość, zbyt wiele się tu nie dzieje, a jednak na zumbie dzieje się i to dużo. Teraz to już nie tylko zumba, to towarzystwo, bez spotkania z którym trudno sobie wyobrazić tydzień. My nie tylko razem tańczymy, ale też rozmawiamy, spotykamy się na kawie, organizujemy wspólne wyjazdy do kina, teatru itp. Jesteśmy jak rodzina, w której jest nie tylko radość i zabawa, ale też wspólne przeżywanie i rozwiązywanie problemów– mówi jedna z Boćkowianek, będąc właściwie wyrazicielką wszystkich swoich koleżanek.
Oczywiście zgodnie też mówią, że fakt, iż grupa jest tak liczna i że te zajęcia się odbywają, to głównie zasługa ich trenerki, której podziękowały i jednocześnie pogratulowały zdobycia drugiego miejsca w niedawno rozstrzygniętym plebiscycie „Podlasianka 2017” w kategorii pasja. Ta jednak skromnie odpowiada, że bez dziewcząt jej chęci nie byłyby wiele warte, dlatego na ten tytuł zapracowały wspólnie.
Panie spotykają się w poniedziałki i piątki w miejscowym GOK-u. Zatem jeśli mieszkasz gdzieś w pobliżu droga Czytelniczko i zastanawiasz się co zrobić, by odrobinę urozmaicić swoje życie i zrobić coś wyłącznie dla siebie, to wpadnij, zobacz, a na pewno zechcesz zostać.

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze