Reklama

Beztroska właścicieli?

13/06/2008 16:42
Bardzo często poruszanym przez naszych Czytelników tematem jest kwestia wałęsających się psów. Każdego roku temat przewija się na naszych łamach, ale jak widać bez skutku, bo problem nadal istnieje.
          - Zróbcie coś z tymi psami przy dworcu PKS - apeluje jeden z Czytelników. - Duże psy biegają, szczekają na ludzi, biegną za rowerem, łapią za nogi. Biegają też za samochodami, obszczekują koła. Mniej wprawny kierowca, chcąc uniknąć potrącenia psa spowoduje wypadek.
          - W was ostatni ratunek - tak rozmowę zaczęła jedna z naszych Czytelniczek. - Na ul. Polnej, jak na targowicę się idzie z tej strony od osiedla, mieszka bezpańska suka ze szczeniakami. Dzwoniłam na policję, było zgłoszenie do gospodarki komunalnej, by zabrali te psy, a one nadal są. Biedne, zagłodzone. Dzieci czasami kanapkę jakąś podrzucą czy ktoś coś tym psom zaniesie, ale szkoda zwierząt.
          I zdarzenie całkiem niedawne - w poniedziałek, 26 maja, duży, wilkopodobny pies, biegający luzem pogryzł dziecko na Słowiczynie.
          „Pańskie” czy „bezpańskie”?
          Bezpańskich psów nie ma. Są one psami burmistrza czy wójta. Art. 11 ustawy o ochronie zwierząt mówi, że zapewnianie opieki bezdomnym zwierzętom oraz ich wyłapywanie należy do zadań własnych gmin. Podpunkt „a” wspomnianego artykułu mówi też, że rada gminy może w drodze uchwały przyjąć program zapobiegający bezdomności zwierząt, obejmujący w szczególności sterylizację albo kastrację zwierząt, poszukiwanie nowych właścicieli dla zwierząt, usypianie ślepych miotów. Jak pokazuje rzeczywistość, u nas takiego programu nie ma. Owszem psy są wyłapywane, mają stworzone „niby schronisko”, ale...
          Po ostatnich zgłoszeniach naszych Czytelników jak zwykle zadzwoniliśmy do PK, a konkretnie do Zakładu Oczyszczania i Transportu (podajemy numer telefonu, pod który należy dzwonić w takich przypadkach, a także wtedy, gdy na drodze zobaczymy potrąconego psa, kota: (085) 655 21 90), który zajmuje się m.in. wyłapywaniem bezpańskich psów.
          - Nie mamy już gdzie trzymać tych psów - powiedział nam pracownik zakładu, niestety kierownika nie zastaliśmy. - Poza tym np. wspomniana suka ze szczeniakami z ul. Polnej -wygląda na to, że ma właściciela. Nasi pracownicy byli na miejscu. Suki nie było, ale szczeniaki przebywały na posesji przy targowicy. Być może jest tak, że na czas targowicy właściciel psy zamyka na podwórku, a kiedy targu nie ma, psy biegają luzem. Wiem o tym, że dzieci z mojego osiedla donoszą im jedzenie. Nie mamy wpływu na to, że właściciele nie dbają o swoich podopiecznych. Trudno też, żebyśmy za każdym razem jeździli, szukali psa, bo bardzo często okazuje się, że teoretycznie bezpański pies ma właściciela. O psie, który pogryzł dziecko zgłoszenia nie mieliśmy. Przyjmę od pani zgłoszenie, ale co zadecyduje kierownik - nie wiem.
          Jak się okazuje, pies, który pogryzł dziecko na Słowiczynie, także ma właściciela.
          - Ustaliliśmy czyj jest ten pies - mówi oficer prasowy siemiatyckiej policji Romuald Leoniuk. - Pies będzie poddany obserwacji w kierunku wścieklizny, a wobec właściciela psa jest prowadzone postępowanie z art. 77 kodeksu wykroczeń.
          Przypomnijmy treść artykułu: „kto nie zachowuje zwykłych (prowadzenie psa w kagańcu, trzymanie na uwięzi) lub nakazanych (ich stosowanie wynika z przepisów prawa lub decyzji administracyjnej, np. szczepienia przeciwko wściekliźnie) środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych lub karze nagany”.
          Minęły dopiero 2 lata
          W 2006 roku, po akcji „miejskiego wyłapywania psów”, kiedy rano psy wyłapano, a wieczorem znów te same biegały po mieście, prezes PK Janusz Majer powiedział, że takie wyłapywanie to syzyfowa praca: – Jeszcze tego samego dnia, gdy psy zostały przywiezione, zgłosili się właściciele zwierząt. Każdy z właścicieli dostał do zapłaty fakturę na 50 zł i zabrał swego psa. Nie mamy na to wpływu, nie mamy prawa karać właścicieli.
          Na sesji Rady Miasta pod koniec marca 2006 r. burmistrz Radomski odpowiadając na pytanie jednego z radnych powiedział m.in., że: – Czworonogi są łapane i będą łapane, ale ktoś nam je ciągle podrzuca. Dziś ustaliliśmy z prezesem PK, że psy będą na bieżąco odławiane, a chcę też państwu powiedzieć, że nosimy się z zamiarem wejścia w układ z weterynarią i po prostu będziemy te psy kastrować.
          Z zamiarem „wejścia w układ z weterynarią” siemiatyckie władze (dodajmy, że pomimo zmiany radnych burmistrz pozostał ten sam) noszą się do dziś. Nie chodzi nawet o kastrację, chociaż to też jakieś wyjście. Coraz popularniejsze staje się czipowanie psów, bardzo łatwo wtedy odnaleźć właściciela zwierzęcia. Ale żeby to wprowadzić, trzeba zorganizować akcję, trzeba zatrudnić osobę, która by tego dopilnowała, ustalić wyższą karę za wykupienie psa z siemiatyckiego „schroniska”. A teraz? Straży miejskiej nie mamy, „strażnik od czystości” sprawdza, czy mieszkańcy mają porządek na podwórkach i czy podłączyli się do kanalizacji. A za wałęsającymi się psami uganiają się policjanci lub pracownicy PK.
          Na wspomnianej sesji ktoś z obecnych na sali skomentował, że łapanie psów jest zbędne - minie 10 lat i same wyzdychają. Minęły dopiero 2 lata.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama