Reklama

Bez plaż i strzeżonych kąpielisk

20/07/2010 19:49
Tropikalna pogoda sprzyja plażowaniu i kąpielom. Co w tej dziedzinie ma do zaoferowania nasz powiat? Niewiele.

          Weekend 10-11 lipca, jak mówiono, miał być najgorętszym weekendem tego roku. W związku z tym postanowiliśmy sprawdzić, jak i gdzie mieszkańcy naszego powiatu i nie tylko, szukają ochłody lub wykorzystują upały do słonecznych kąpieli.
          Czy nasi mieszkańcy, a także turyści, o których przecież wciąż zabiegamy, znajdą takie korzystne miejsca u nas? Niestety, przegląd tych najpopularniejszych każe wyciągnąć smutny wniosek. Turystom możemy zaoferować jedynie jakieś zabytki, kościoły, cerkwie itp. Turystyka wodna u nas właściwie nie istnieje.
          Nie potrafimy dostatecznie wykorzystać tego, co jest największym walorem naszych okolic – mianowicie Bugu. Gdyby ta rzeka płynęła gdzieś na zachodzie Polski, już dawno z pewnością znaczna część terenów wzdłuż jej brzegu byłaby zagospodarowana na takim poziomie, by ściągnąć turystę. Tymczasem u nas – jak z wieloma rzeczami, sto lat do tyłu.


          Wólka Nadbużna

          20 lat temu i wcześniej temu takim miejscem, które wielu do dziś wspomina z sentymentem, była plaża nad Bugiem w Wólce Nadbużnej. W letnie dni to miejsce tętniło życiem. Szeroki pas od samego brzegu rzeki aż po skraj lasu, w którym stały domki letniskowe, pokryty był grubą warstwą piasku i tłumami zażywającymi słońca. Brzeg rzeki tak był zagospodarowany, że można było wejść do wody. Dziś po plaży nie ma znaku – dziko zarośnięty brzeg na pewno nie przyciąga. Widok ze zdjęcia każe snuć domysły i zraża. Gdzieś z terenu ośrodka do rzeki prowadzi szlauch, którym coś płynie. Nie koniecznie muszą to być jakieś nieczystości. Może właśnie to woda z rzeki jest do czegoś wykorzystywana. Nie mniej jednak konotacje większości oglądających ten widok są bardzo podobne. Nad zarośniętym brzegiem rzeki spotkaliśmy siemiatyczanina z pochodzenia, dziś mieszkającego gdzieś w Polsce. Przyjechał specjalnie, by zobaczyć to miejsce, którego nie widział 20 lat i nie krył swojego rozczarowania. Właściwie to niewiadomo, czy brakuje pomysłów czy pieniędzy. Wiadomo, że potrzebne są odpowiednie finanse, ale gdyby istniała w tym miejscu plaża z prawdziwego zdarzenia lub przynajmniej taka sprzed 20 lat, ruch byłby znacznie większy. Nie tylko turystów, ale także lokalnej ludności. Tymczasem Wólka świeci pustkami, nie licząc od czasu do czasu pojawiającej się jakiejś szkolnej grupy obozowej czy sporadycznych wydarzeń, jak zawody wędkarskie.

          Mielnik

          To obok Drohiczyna miejscowość chyba najbardziej pretendująca do miana turystycznej. Tu również rzeka stwarza możliwości takiego jej wykorzystania, by przyciągnąć turystę. W Mielniku jest może nieco lepiej, bo przynajmniej są takie fragmenty brzegu, które dają możliwość wejścia do wody. Pytanie tylko kto się na to odważy? Dno rzeki w tym miejscu jest kamieniste, zamulone i nie zachęca do ryzykowania. No to może przynajmniej plaża? Niestety. To co oficjalnie nazywa się plażą, ma z nią niewiele wspólnego.

          Drohiczyn
          Zgodnie z komunikatem Podlaskiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Białymstoku z 12 lipca, na terenie naszego powiatu mamy tylko dwa otwarte kąpieliska, w których woda spełnia wymagania przydatnej do kąpieli. Jednym z nich jest kąpielisko na Bugu w Drohiczynie. Czy jednak to miejsce można nazwać kąpieliskiem? W ów najgorętszy weekend miejsce to świeciło pustkami. Kilkoro dzieci, które kąpały się bez opieki starszych i kilka osób, nazwijmy to starszej młodzieży, której w większości Bug był potrzebny chyba tylko jako przyjemne tło do picia piwa. Przypominamy, że jest to kąpielisko niestrzeżone. Każdy, kto wchodzi tam do wody, wchodzi na własną odpowiedzialność. Tzw. plaża też nie zachęca też do opalania się. W sobotę, 10 lipca, bardziej przypominała pastwisko z wysychającym błotem niż plażę. Zapytaliśmy o te kwestie burmistrza Drohiczyna, Wojciecha Brzyma: - Ratownika nigdy tu nie mieliśmy, więc i w tym roku nie ma. A jeśli chodzi o stan plaży. W ubiegłych latach dowoziliśmy piach. W tym roku jeszcze nie dawno stała tam woda, dlatego ta plaża wygląda właśnie tak. Poza tym musimy się zająć uregulowaniem stanu prawnego tego miejsca, ponieważ okazało się, że nie jest ono naszą własnością. I dopóki tej sprawy nie załatwimy, nie możemy nic tam zrobić.
          Tak więc kolejne miejsce niby turystycznie atrakcyjne, zamiast zachęcać tym, co ma najcenniejszego, raczej zniechęca.

          Siemiatycze

          Drugim miejscem, w którym zgodnie ze stanem z ubiegłego tygodnia, woda nadaje się do kąpieli jest kąpielisko na dużym zalewie w Siemiatyczach. I tu - trzeba to wyraźnie podkreślić - bliżej już jakiejś normalności. Jest piasek, jest wydzielone miejsce do kąpieli, jest ratownik, jest zainteresowanie ludzi spędzaniem tam wolnego czasu. Kąpielisko to jest czynne cały tydzień, za wyjątkiem poniedziałków, w godzinach od 11.00 do 18.00. W te same dni – godzinę krócej, bo do 17.00, czynna jest również wypożyczalnia sprzętu wodnego (kajaki i rowery wodne). Dużym mankamentem tego miejsca jest brak toalet. Pozostaje wierzyć, że nigdy żadna z przebywających tam osób, nie miała w tym czasie potrzeb fizjologicznych.
          Oprócz kąpieliska na zalewie Siemiatycze mają również do zaoferowania odkryty basen przy amfiteatrze. Czynny cały tydzień za wyjątkiem wtorków, w godzinach od 11.00 do 19.00. Tutaj także jest ratownik. Z pewnością daleko tym miejscom do standardów kurortów, ale ważne jest to, że są, jakoś funkcjonują i cieszą się zainteresowaniem. To już połowa sukcesu.

          Za Bugiem

          Jak sprawa ma się po drugiej stronie rzeki? Ruch zdecydowanie większy, ale z kąpieliskami równie marnie. W najbliższych Serpelicach na „plaży”, w pobliżu ośrodka Urocza, sporo ludzi się opala, pojedyncze osoby ośmielają się wejść do wody. Ruch na wodzie spory – bo wciąż pływają kajaki, motorówki, czy chociażby statek, który organizuje turystom przejażdżki po rzece. Nie zmienia to jednak faktu, że miejsce to z kąpieliskiem nie ma nic wspólnego. Resztki piasku zarastają trawą, droga wiodąca nad rzekę jest w takim stanie, że trzeba naprawdę uważać, by nie połamać sobie nóg.
          I tak w wielkim skrócie. Cytat z ostatniego listu mieszkańców Drohiczyna – „samorządy w ostatnich latach nie zrobiły nic w zakresie infrastruktury, umożliwiającej rozwój turystyki wodnej. Brak pomostu, dróg dojazdowych do rzeki, brak terenów przeznaczonych pod budowę przystani, tawern, pensjonatów” jest dobrym podsumowaniem tematu. Poza kościołami, cerkwiami, ruinami i dziką przyrodą, nie mamy zbyt wiele do zaoferowania.
          Kolejny weekend był jeszcze gorętszy. Wobec bogactwa powyższej oferty, można było albo skorzystać z tego co jest, albo za odpowiednie pieniądze pojechać tam, gdzie wodnych atrakcji nie brakuje.

          Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. EMI i MM

          (na zdjęciach plaża w Siemiatyczach nad dużym zalewem, oraz widok z nadbrzeża w Wólce Nadbużnej)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama