Reklama

Babi łód, babi łód, a dziada kolano

19/12/2008 19:51
Pan Józef Kryński z wsi Łempice w gm. Ciechanowiec, to barwna postać, znana nie tylko w tamtych okolicach. Organizuje u siebie spotkania, jest czynnym uczestnikiem ciechanowieckich i okolicznych imprez kulturalnych i religijnych, to hodowca koni i innych zwierząt.

          Co roku jest najbarwniejszą postacią konkursu gry na instrumentach pasterskich, czyli "Ligawek". Przed rokiem na "Ligawki" przyjechał rowerem, w tym roku - konno. Barwnie ubrany wyróżniał się w tłumie. Z daleka było też widać dużą ligawkę.
Zapytaliśmy pana Józefa, skąd zaintersowanie grą na tym instrumencie.
          - Zaczęło się od mojego ojca, dawno temu. On grał na ligawce, teraz ja gram. Historia ligawki jest taka, że jak pasały się zwierzęta, to ten, który je pilnował, nawoływał je trąbiąc. Mój ojciec tak trąbił, ja też za młodu. Teraz są inne czasy i trąbi się przeważnie na takich konkursach, chociaż nie tylko.
          - A gdzie jeszcze?
          - A w różnych miejscach. Nie wiem, jak często inni korzystają z tego instrumentu, ale ja to przy wielu okazjach. Na przykład na odpuście czy imprezie. To nie wszystko. Jak jadę z kobyłą do ogiera, to często biorę ligawkę ze sobą. Wielu ludzi mnie zna, więc kiedy jadę przez wieś, to szczególnie starsi proszą: "zagraj pan, to taki ładny dźwięk". Szkoda odmawiać.
          - Który to już konkurs?
          - Szósty, albo siódmy.
          - Czy były wyróżnienia?
          - Owszem, były drugie miejsca.
          - Jak zagrać melodię na ligawce? Jak nauczyć się grać?
          - Nie da się opisać, jak prawidłowo grać. To trzeba słyszeć. Prawidłowa melodia musi być ściśle powiązana z melodią do słów: "babi łód, babi łód, a dziada kolano". Trzeba zagrać po prosu melodię do tego fragmentu. A jak nauczyć się grać? Dużo trenować.
          - Tradycja gry na ligawce nie zakończy się chyba w pańskiej rodzinie na panu.
          - Zgadza się. 17-letni syn też gra i podtrzymuje tę tradycję. Zawsze, podczas konkursu w Ciechanowcu, znajduje się w czołówce uczestników.
          - Orientuje się pan, od kiedy ligawki weszły w życie, jako nieodzowny atrybut hodowcy?
          - Chyba tego nikt nie ustalił, bo różnie mówią. Na pewno używany był od dawien dawna, ale ja twierdzę, że znany był jeszcze dawniej, niż ludzie mówią, bo człowiek już bardzo dawno potrafił drzewo wykorzystywać.
          - A z jakiego drzewa powstają najlepsze ligawki?
          - Z sosnowego i świerkowego. Zrobią je tylko fachowcy.
          - Skąd pan pochodzi?
          - Jestem siemiatyczaninem. To znaczy prawie siemiatyczaninem. Jestem z rodu Porzezińskich, mój dziadek nosił nazwisko Porzeziński. Pochodzę z Porzezin pod Grodziskiem w powiecie siemiatyckim. A że potem los rzucił człowieka nieco dalej, to tak już w życiu bywa.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama