Areszt Śledczy w Hajnówce jest jedynym miejscem odbywania kary pozbawienia wolności na terenie trzech powiatów: hajnowskiego, siemiatyckiego i bielskiego. Aktualnie przebywa w nim 207 osadzonych, w tym 31 osób z powiatu bielskiego i po 28 z powiatów siemiatyckiego i hajnowskiego. Również kilku cudzoziemców. Najmłodszy osadzony rocznik 1996, najstarszy 1946.
Już wkrótce, może nawet za miesiąc, hajnowski areszt śledczy powiększy się o nowe skrzydło, wówczas pomieści prawie 500 skazanych.
Przez lata więzienia się zmieniły. W hajnowskim jest czysto, schludnie. Można by powiedzieć, że całkiem miło, gdyby nie kraty, bramki, kolejne drzwi, zgrzyt zamków, strażnicy, kontrole, mury, druty kolczaste. Nikt tu nie może wejść sobie ot tak, bez przepustki. Przepustka jest także potrzebna, żeby wyjść. Ale są tacy, którzy nie wychodzą latami.
Obecnie, Areszt Śledczy w Hajnówce, poza oddziałem aresztowym jest jednostką przeznaczoną dla skazanych dorosłych, pierwszy raz odbywających karę pozbawienia wolności typu zamkniętego. Są to w większości osoby skazane na kary długoterminowe, za przestępstwa o wysokim stopniu szkodliwości społecznej lub sprawiające problemy wychowawcze. Areszt wyposażony jest w dwie świetlice oddziałowe, bibliotekę, boisko do gry w siatkówkę, salę multimedialną. Skazani mają udostępnioną sieć telewizyjną z dostępnymi podstawowymi programami w języku polskim i rosyjskim. W areszcie działa radiowęzeł, na program którego składają się audycje własne i retransmisja programów radiowych. Ponadto funkcjonuje w areszcie kaplica ekumeniczna, w której odbywają się nabożeństwa katolickie i prawosławne. Organizowane są również ekumeniczne spotkania rodzin ze skazanymi. Zadania związane z wykonywaniem kary pozbawienia wolności i tymczasowego aresztowania realizowane są przez zatrudnionych w areszcie funkcjonariuszy. Organizacyjnie administracja podzielona jest na kilka działów, realizujących poszczególne zadania: ochronę, kwatermistrzostwo, finanse i ewidencję. Ponadto areszt zapewnia opiekę medyczną i stomatologiczną w podstawowym zakresie. Nie funkcjonuje tu oddział szpitalny. Skazani wymagający hospitalizacji transportowani są do innych jednostek organizacyjnych więziennictwa. Poza wymienionymi działami dużą rolę odgrywa dział penitencjarny, zatrudniający wychowawców i psychologów. Funkcjonariusze tego działu to osoby pracujące w ciągłym kontakcie z osadzonymi.
O życiu w więzieniu rozmawiałam z Mirosławem Andrejukiem, kierownikiem działu penitencjarnego Aresztu Śledczego w Hajnówce.
W zakładzie przebywa 207 skazanych, ale pojemność zakładu jest większa – 227 osób…
- Żeby normalnie zakład funkcjonował, musi mieć do 80% zaludnienia, bo trzeba przestrzegać pewnych standardów. Oddzielić osoby palące od niepalących, mniej zdemoralizowanych od bardziej, starszy nie powinien siedzieć z młodocianym.
Z nazwy jest to areszt śledczy, ale tak naprawdę przebywają tu skazani na dłużej.
- Tymczasowo aresztowanych jest tylko 14 osób. Pozostali odbywają karę pozbawienia wolności. Od 7 dni (kara porządkowa, jaką daje sędzia, bo np. ktoś przyszedł na rozprawę pod wpływem alkoholu), aż do dożywocia, bo takich też mamy. Czterech. Za zabójstwa, nawet wielokrotne. Mamy szeroki wachlarz, od drobnych kar po najbardziej surowe.
Część z osadzonych ma potrzebę zrobienia czegoś dobrego.
- Takim hajnowski areszt umożliwia pracę w ramach wolontariatu, bo jedną z najlepszych form resocjalizacji jest praca. Prawie 16 lat byłem wychowawcą, więc sporo ludzi przeszło przez moje ręce. I było tak, że przyjechali rodzice z Białegostoku i pytają gdzie syn? Nie ma, jest w pracy. Jak to? Na terenie aresztu robiliśmy kurs brukarza, skończył i poszedł do pracy. Matka z ojcem zdziwieni – nasz syn do pracy? W życiu niczego się nie dotknął. Tenże skazany, gdy wyszedł na wolność został brukarzem.
Zdarza się więc, że człowiek może być uratowany.
- Każdy człowiek jest inny, ale uratowanie nawet jednego jest bardzo ważne. Żyjemy w małym mieście, więc spotykam tych, którym w pewnym momencie życia się nie udało i trafili do nas, a okazuje się, że teraz prowadzą firmy, stanęli na nogi. Nie można zakładać, że się nie uda, trzeba wierzyć w dobro. Czasy się zmieniły. Kiedyś pałka była pierwszym argumentem w resocjalizacji więźniów. Teraz to ostateczność, gdy już nie ma wyjścia i trzeba zapewnić bezpieczeństwo.
- Osadzonego trzeba przygotować do społeczeństwa, żeby potrafił znaleźć pracę.
- On będzie czyimś sąsiadem, czyimś mężem, ojcem itd. Jeśli wyjdzie i potrafi żyć w społeczeństwie, wtedy fajnie. Ktoś po alkoholu zrobił źle, kogoś uderzył za mocno, ten za mocno upadł. Coś się stało, skutek śmiertelny, ileś lat odsiedział. I co? To jest stracony człowiek? On już tu, w zakładzie na tyle się zmienił, że alkoholu więcej nie weźmie do ust, bo spędzenie lat w zamknięciu za to, że się raz wypiło i narobiło sobie biedy człowieka nauczyło.
Nie zawsze tak słodko…
- Zgadza się. Ale to tylko kilka procent ludzi, którzy są źli, mają zaburzenia.
Człowiek dostaje wyrok, trafia do was i co?
- Najpierw jest wzbudzenie współdziałania. Jeśli się wzbudzi, jest kolejny etap. Chce, to dostaje szansę, chodzi na terapię. Był alkoholikiem, ale po terapii zauważamy trwałe zmiany. Wówczas dostaje kolejną szansę, w grupie półotwartej, sprząta nasze podwórko, potem dostaje szansę pracy w urzędzie miasta, parku białowieskim czy w schronisku „Ciapek”. On tam bez strażników chodzi, system polega na samodyscyplinie. My, jako funkcjonariusze, co jakiś czas jeździmy na kontrole grup roboczych. Alkomat i takie rzeczy. Owszem, czasami bywa, że ktoś zachłyśnie się wolnością, wypije piwo. Nie ma tak, że ludzie się sprawdzą na 100%, ale się uczą. Wielu pracuje, kończy karę pozbawienia wolności i potem pracuje u tego samego pracodawcy. Tak było chociażby z nadleśnictwem.
Praca to najlepsza resocjalizacja…
- Wielu ludzi spotykam, ale jeśli ktoś kłania się niżej niż przeciętny człowiek, to najczęściej były wychowanek. I nie są to złe spotkania, naprawdę. Najbardziej cieszy, gdy pochwali się „od tamtego czasu nie siedziałem”.
Są tacy, którzy wracają?
- Są. Nie jest tak, że mamy lekarstwo na wszystko. Czystą hipokryzją będzie, jeśli ktoś stwierdzi, że ma metodę na 80, 90, czy 100% resocjalizacji. To niemożliwe, nierealne. Jednak jeden przypadek, drugi, im więcej, tym lepiej. Trafiają się różni. Jeden wychodzi z alkoholu, drugi nie wychodzi. Jeden ma 5 prób różnych detoksów, leczenia i dalej wraca do alkoholu, innemu wystarczy jedna próba. Ale nie można na nikim stawiać krzyżyka. Zawsze jest nadzieja na poprawę. Nie wolno przesądzić, że skazany musi być wiecznym więźniem. Nam, jako wychowawcom także potrzebny jest optymizm, żeby nie zwątpić w swoją pracę.
Osadzeni dostają trzy posiłki dziennie, w tym jeden gorący, czyli obiad. Mają stołówkę, czy posiłki są podawane do celi?
- Każdy z więźniów dostaje posiłek do celi. Jesteśmy aresztem śledczym typu zamkniętego. Stołówki są typu półotwartego, czyli tam, gdzie cele pootwierane, a u nas zamknięte. Są trzy kategorie zakładów karnych. Typu zamkniętego, najbardziej ostry system, mury na 5 metrów. Typu półotwartego, gdzie cele zamykane są tylko na noc i typu otwartego, który najbardziej przypomina internat. W takim więzieniu, skazani chodzą do pracy, cele nazywają się pokojami, otwartymi także w nocy, jedynie sam zakład jest zamknięty.
- Byłam w hajnowskim areszcie podczas wizyty naczelnego rabina Polski i odniosłam wrażenie, że jest to zakład półotwarty.
- Wrażenie wynika ze zmian. Teraz jest zupełnie inna praca z więźniami niż wiele lat temu. Teraz wychodzą na różne spotkania. Pomimo, iż są w zakładzie typu zamkniętego staramy się, aby jak najczęściej opuszczali cele, chodzili na zajęcia, żeby nie siedzieli pod kluczem 24 godziny i jedyną atrakcją był spacer, bo tak kiedyś wyglądały więzienia. Teraz się od tego odchodzi. Naszym marzeniem jest, aby osadzony 8 godzin dziennie spędzał poza celą. Jak w dzień się nachodzą, a malują obrazy, rysują, mają spotkania z psychologiem, uczestniczą w kursach, to w nocy śpią. W ten sposób uczą się rytmu, którym my żyjemy. Kiedyś, gdy zaczynałem pracę w więziennictwie, prawdziwe życie zaczynało się w nocy, bywało głośno.
Więźniowie wstają o 6.00?
- O 7.00 apel poranny, cela jest otwierana, jak obchód w szpitalu. Przed 8.00 śniadanie. Potem różne zajęcia, kursy. Między 13.00 a 14.00 jest obiad, po nim znowu zajęcia. Kolację więźniowie dostają o 17.00. Stawka żywieniowa jest nieduża, 4.80 zł. Wieczorny apel o 19.00.
A kiedy spacerniak?
- Według grafiku. Są otwierane trzy cele i osadzeni chodzą na spacery, minimum 60 min. dziennie.
Każdy może chodzić?
- Każdy. W Kodeksie jest określone minimum. Np. raz w tygodniu kąpiel, ale my staramy się bardziej po ludzku i mamy dwie kąpiele w tygodniu.
Filmy oglądają w świetlicy?
- W świetlicy i mogą posiadać własny odbiornik telewizyjny. Mogą też posiadać odtwarzacz dvd, grę playstation, xbox. Wyłączamy wszelką łączność wi-fi, bo nie można. Rozporządzenie ministra sprawiedliwości określa, co może mieć osadzony, a dalej dyrektorzy decydują o szczegółach. Jeżeli oskarżony normalnie się zachowuje, jeżeli nie stanowi zagrożenia, to może mieć swój sprzęt.
Ale w celi nie jest sam?
- Cele są pięcioosobowe i kilka cel jest dwunastoosobowych.
To zagęszczenie relacji. Muszą być łóżka piętrowe.
- Kiedyś było tu prawie 300 osób, tak ciasno. W celi siedziało 8 osób, gdzie normalnie powinno być 5. Wówczas strefa intymna tak często się krzyżuje, ilość konfliktów wzrasta. Na szczęście jest inaczej i mam nadzieję, że tamte czasy przeludnień nigdy nie wrócą. Polska wyszła z przeludnienia, zmienił się komfort.
Metraż chyba malutki?
- Każda osoba ma zachowane dopuszczalne 3 m2. Wkrótce zostanie oddany do użytku nowy budynek, tam będą lepsze warunki.
Areszt ten jest jedyny na terenie trzech powiatów hajnowskiego, bielskiego i siemiatyckiego.
- Tak, najbliższy w Białymstoku – na Kopernika Areszt Śledczy i na Hetmańskiej Zakład Karny półotwarty. U nas planuje się, żeby jeden z pawilonów miał charakter półotwarty, wówczas w większym zakresie można będzie wysyłać ludzi do pracy na zewnątrz, bo urząd miasta i wszelkie instytucja bardzo chętnie przyjmują więźniów do pracy. Po tej stronie muru trafiają naprawdę nieźli fachowcy. Skupiamy się na tym, żeby mogli pracować. Wówczas dwie strony korzystają.
Mówimy o mężczyznach, ale kobiety też święte nie są. Najbliższe więzienie dla kobiet gdzie się mieści?
- Jest to Areszt Śledczy w Białymstoku, na Kopernika. W Grudziądzu matki przez dwa lata mogą przebywać z dziećmi, ale tak naprawdę bardzo mało kobiet odbywa karę pozbawienia wolności.
O czym to świadczy? Geny? Chromosomy xx, a nie xy, czy yy?
- Może? Ale o ile wiem zaprzestano takich badań. Jednak kobiety bardzo źle znoszą karę pozbawienia wolności. Jest więcej depresji i agresji. Kobieta zrobi wszystko, żeby nie mieć takiej kary.
Dawno temu byłam tu razem z młodzieżą z ZS nr2 w Hajnówce. Kontynuujecie takie zajęcia?
- Tak. Nazywają się „Cienka granica”, bo granica jest naprawdę cienka. Jeśli ktoś sobie nie zdaje sprawy i bierze dopalacze, narkotyki, łatwo może się tu znaleźć. Nie można ludzi skreślać, jednak jeśli ktoś upiera się przy swojej głupocie, to głową muru nie przebijesz i musi być taki skutek. Nikomu tego nie życzę.
Życie jest tak krótkie, ale można je sobie zniszczyć. Niektórzy mają pecha, ale są też recydywiści.
- Niektórzy znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Są dzieciaki, które nie mają startu. Patrzę na nich i coraz częściej myślę „Janko muzykant”? Jak oni sobie radzą? Jak to dziecko musi przeżywać, gdy rodziców nie stać, do czego to może prowadzić.
Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KK
/na zdjęciu wycieczka młodzieży szkolnej podczas wizyty w areszcie/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze