Kawiarnia „Anulka” prowadzona przez PSS w Siemiatyczach wpisała się niegdyś mocno w krajobraz miasta. Istniała w lokalu przy ul. 11 Listopada (dzisiaj sklep Rondo).
W czasach, kiedy nie było ani „Oleńki”, ani „Kmicica” tylko tam można było pójść na kawę mieloną na miejscu, wino, koniak bułgarski „Pliska”, rum kubański „Havana Club”, sowiecki szampan „Szampanskoje Igristnoje” czy inny alkohol. Ciastka tortowe, desery - galaretki, lody w pucharkach produkcji własnej PSS (innych nie było). Nie było tam piwa. Na zdjęciu wnętrze kawiarni z końca lat 60-tych. Szkoda, że nie jest kolorowe, bo wystrój był dość malowniczy jak na owe czasy. W środku pachniało kawą, lodami i dymem „Carmenów” i „Caro”, bo jak przystało na prawdziwą kawiarnię można było palić tam papierosy do woli. A w takim lokalu cuchnących „Sportów” i „Radomskich” palić nie wypadało. Lokal nieduży, więc wieczorami było bardzo tłoczno i trudno o wolny stolik. Było to popularne miejsce randek i spotkań towarzyskich. Można dodać jeszcze, że młodzież szkolna dawniej nie mogła w takich lokalach przebywać. Jeśli nauczyciel spotkał tam przypadkiem ucznia liceum, również w dzień, były tego dość poważne konsekwencje. Niewątpliwą atrakcją „Anulki” była stojąca w rogu, jedyna wtedy w naszym mieście, a może i powiecie, szafa grająca. Wrzucało się pięć złotych („rybaka”) i wciskało klawisz przy tytule piosenki na liście przebojów obok. Wtedy uruchamiał się mechanizm wybierający odpowiednią płytkę - „singla” i włączał się gramofon. A tam oczywiście: Czerwone Gitary, Piotr Szczepanik, Breakout, Skaldowie i inni. Ciekawe co się stało z szafą grającą? Dzisiaj tym bardziej byłaby prawdziwą ozdobą każdego takiego lokalu. Kawiarnia „Anulka” istniała od lat 60-tych do końca 80-tych (a może się mylę?).
Komentarze