Zamiast do adresatów korespondencja trafiła do przydrożnych rowów. W gminie Nurzec Stacja nie po raz pierwszy.
„Poczta Polska od 460 lat służy polskiemu społeczeństwu i jest jego częścią. Dzięki temu cieszymy się wyjątkowym w skali kraju zaufaniem” – czytamy na stronie internetowej Poczty Polskiej. Wśród wielu nagród i wyróżnień otrzymanych przez firmę są również te przyznane za jakość i niezawodność świadczonych usług. Firma znalazła się w gronie najbardziej zaufanych marek w Polsce. Moje zaufanie jednak do niej znacząco nadwątliła sprawa, którą opisuję poniżej.
W niedzielę, 22 kwietnia jeden z naszych Czytelników przekazał mi fragment zaadresowanego do mnie listu, nadanego przez Bank PKO w Siemiatyczach. Była to część przerwanej koperty, na której widniały… moje nazwisko i adres. Z fragmentu pisma znajdującego się w środku wywnioskowałam, że było to wezwanie do aktualizacji danych osobowych w związku z upływem ważności dowodu osobistego. Z oburzeniem przyjęłam informację o tym, że list ten został znaleziony przez Czytelnika w przydrożnym rowie wśród wielu innych przesyłek, które tam zalegają. Nie dowierzając, poprosiłam o wskazanie mi tego miejsca i natychmiast tam pojechałam. Faktycznie, w przydrożnym rowie tuż przed Siemichoczami, gm. Nurzec-Stacja, znalazłam niemałą stertę korespondencji. Zazwyczaj przerwane na pół koperty, nie zostały otwarte w tradycyjny sposób, zamoczone, brudne, część z nich przysłonięta zeschłymi liśćmi. Zaadresowane do mieszkańców wielu różnych miejscowości z terenu gminy Nurzec, m.in.: Nurzec-Stacja, Klukowicze, Stołbce, Sycze, Siemichocze, Szumiłówka, ale też Siemiatycze. Korespondencja od przeróżnych instytucji – m.in. z banków, głównie siemiatyckiego, z białostockiego oddziału KRUS-u, z telewizji cyfrowej. Pisma z informacjami o stanie kont bankowych, z rozliczeniem podatku czy blankietami opłat. Większość datowana na luty bieżącego roku. Pozbierałam te przesyłki i następnego dnia (poniedziałek, 23 kwietnia) udałam się z nimi do naczelnika Urzędu Pocztowego w Siemiatyczach z prośbą o wyjaśnienie tej sprawy.
Pełniąca tę funkcję Irena Soroka nie kryła swojego zaskoczenia. Sprawę natychmiast zgłosiła dalej, zajmując się jej wyjaśnieniem, ale po komentarz i oficjalną wypowiedź odesłała do… rzecznika prasowego Poczty Polskiej, do którego numer telefonu oraz adres mailowy przekazała mi we wtorek (24 kwietnia).
Nie pierwszy raz?
Jeszcze w niedzielę, przed zgłoszeniem sprawy urzędowi, popytałam znajomych z tamtych terenów i okazało się, że podobny incydent miał miejsce całkiem niedawno, niespełna 2 miesiące temu. Chcąca pozostać anonimową Czytelniczka opowiedziała o podobnej sytuacji, która spotkała jej koleżankę z pracy. Otóż koleżanka ta dostała również zniszczoną korespondencję, zaadresowaną do niej, od kogoś kto znalazł ją gdzieś przy drodze, w okolicach Kolonii Klukowicze, gm. Nurzec-Stacja. Według opowiadającej tę historię Czytelniczki w kopercie miał być rachunek za telefon. Kobieta zaniepokojona zgłosiła sprawę listonoszowi, zwyczajowo obsługującemu ten obszar i zapytała dlaczego korespondencja nie dotarła do niej. Listonosz wyjaśnił, że w tamtym okresie ktoś go zastępował i to nie on doręczał przesyłki. Zainteresował się jednak sprawą, miał pojechać we wskazane miejsce znaleziska, zebrać korespondencję i zgłosić problem naczelnikowi Urzędu Pocztowego w Siemiatyczach do dalszego wyjaśnienia.
Rozmawiając z naczelniczką poczty siemiatyckiej zapytałam o to, czy prawdą jest, że podobny incydent miał już miejsce. Ku mojemu zaskoczeniu, Irena Soroka potwierdziła tę informację. Wobec pracownika miały zostać wyciągnięte stosowne konsekwencje.
Konsekwencje bliżej nieokreślone
Kontakt telefoniczny z Justyną Siwek, rzecznikiem prasowym Poczty Polskiej, nawiązałam we wtorek, 24 kwietnia. Podczas rozmowy otrzymałam bardzo ogólnikową wypowiedź o tym, że rzeczniczka poznała sprawę, że poczta traktuje ją bardzo poważnie i zajmuje się jej zbadaniem. Pani rzecznik potwierdziła również informację o tym, że podobny incydent miał już miejsce w tym roku, a osoba za niego odpowiedzialna została właściwie ukarana. W trakcie rozmowy telefonicznej umówiłyśmy się jednak, że prześlę konkretne pytania mailem, na które odpowiedź dostanę jeszcze tego samego dnia. Zapytałam zatem: dlaczego korespondencja nie dotarła do adresatów, tylko została zniszczona i trafiła do przydrożnego rowu i jakie są gwarancje, że podobne sytuacje nie miały miejsca wcześniej (poza tymi zgłoszonymi przypadkami). Wiele wskazuje na to (m.in. ten sam obszar doręczeń), że sytuacja z kwietnia dotyczyć może tej samej osoby, która podobnego zaniechania swoich obowiązków już raz się dopuściła, dlatego zapytałam również o to, jakie konsekwencje zostały wyciągnięte wobec pracownika odpowiedzialnego za poprzedni problem i jakie będzie dalsze postępowanie poczty, jeśli się okaże, że za sytuację z tego tygodnia odpowiedzialna jest ta sama osoba. Odpowiedź przyszła bardzo szybko, to prawda, ale była równie lakoniczna jak wypowiedź z rozmowy telefonicznej:
- „Sytuacja opisana przez panią redaktor jest poważna i weryfikujemy przyczyny zajścia. Sprawdzamy stan faktyczny w celu ustalenia przyczyn wydarzenia i zakresu odpowiedzialności pracownika w tym przypadku”.
Tajemnica korespondencji? Ochrona danych osobowych? Zaufanie do Poczty Polskiej? Ocenę zostawiamy naszym Czytelnikom. O dalszych ustaleniach w tej sprawie poinformujemy.
Ewa Magdalena Iwaniak fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze