Reklama

W Stadnikach zgoda, czyli dole i niedole sołtysa

1 lutego wybory sołtysa Jan Sobieski nie wyklucza kandydowania.

 - Przeszedłem się po wszystkich domach – z zadowoleniem mówił sołtys Stadnik Jan Sobieski. – Przyszli wszyscy. W październiku w ubiegłym roku było wyświęcenie dwóch nowych krzyży przed wsią. Byli księża prawosławny i katolicki, bo i takie krzyże postawiliśmy. Cała wieś była, 83 ludzi. Bo u nas prawdziwy ekumenizm, ludzie żyją w prawdziwej zgodzie i różne religie przez nich wyznawane nie dzielą. A na koniec był wspólny obiad i zabawa.

       1 lutego nowe wybory sołtysa i Jan Sobieski nie wyklucza kandydowania.

Reklama

       - Jestem od roku sołtysem, mój poprzednik zrzekł się tej funkcji, a ja się podjąłem tej misji. Nie wyraził żadnej opinii, dlaczego zrezygnował. Odbyły się wybory, a ja byłem jedynym kandydatem. Nie bardzo chciałem, ale proponowano mi i w końcu wyraziłem zgodę. Ze względu prywatnego, ale nie powiem o szczegółach. Wolę to zatrzymać dla siebie, to taka moja tajemnica.

       Na pytanie o rolę sołtysa we wsi padła odpowiedź:

 - Mój ojczulek całe życie udzielał się społecznie, to i ja tak samo robię. To nie jest żadna funkcja dla zysku, raczej taka społeczna, ale i uciążliwa. Bo trzeba pewne wyrzeczenia mieć. Trzeba jechać i na sesję i wiedzieć o co tam pytać, umieć się wypowiedzieć i coś zorganizować w danej miejscowości.

Reklama

Stadniki to duża wieś, ale według sołtysa nie ma tutaj międzysąsiedzkich konfliktów.

       - Ogólnie można stwierdzić, że podziałów nie ma. Sam o sobie nie mogę nic powiedzieć. Co o mnie myślą - trzeba zapytać opinię publiczną. Chyba jak każdy człowiek, ma się wrogów i przyjaciół. Chociaż może nie wrogów, ale bardziej oponentów. Tak naprawdę nie mogę się w tej kwestii wypowiedzieć.

       We wsi dużo ładnych domów.

       - Stadniki wizualnie to duża wieś, ale jeśli chodzi o mieszkańców to jest ich niedużo.

Reklama

       Co można zrobić przez rok sołtysowania według Jana Sobieskiego?

       - Dużo i mało. Można powiedzieć, że mogłem nic nie zrobić i nie można się chwalić, że nie zrobiłem. Pewne sprawy były zrobione. Może teraz przed wyborami nie będziemy o tym mówić. Dodać trzeba, że świetlica już była wcześniej i był asfalt. Na razie imprez kulturalnych jako takich nie było. W tym roku planujemy zrobić bal karnawałowy. Mało młodzieży, to w świetlicy było, można tak powiedzieć, pusto. Tylko organizowano osiemnastki i przede wszystkim stypy. 

Reklama

       Wraca temat wyborów.

       - Mam takiego cichego kandydata, który mógłby zostać sołtysem, bo dobrze byłoby, żeby ktoś młodszy był. Zaproponuję mu start, a ja z chęcią zrezygnuję. A jak on nie zechce, a ludzie wskażą na mnie, to podejmę się dalej tej misji.

       W Stadnikach nie ma np. chodnika.

       - Brakuje trochę takiej organizacji, bo tak jest wszystko nieźle. Choć z braku młodzieży nie ma komu grać w piłkę o puchar wójta gminy, ale za to nasza OSP działa prężnie, nawet jesteśmy w Krajowym Systemie Ratownictwa Gaśniczego, a to coś znaczy. Sami o sobie nie bardzo możemy na ten temat mówić, ale na pewno dobrze o nas wypowiedziałby się komendant powiatowy. Chodnik? Chciałbym i chciałem wcześniej. Jak był pierwszy asfalt robiony i nie było scaleń. Niektóre płoty były wysunięte do drogi i ludzie nie chcieli cofać. A teraz samoczynnie chcą wyrównywać, choćby ze względów estetycznych. Kiedyś nawet była okazja na wykonanie chodnika bo były pieniążki. Była też szkoła, nauczyciele dojeżdżali z Siemiatycz. Więc była szansa na położenie chodnika, choć po jednej stronie. A teraz to marzenie ściętej głowy, bo w gminie nie ma na to pieniędzy. Część ludzi obecnie żyje z rolnictwa, niektórzy mają pracę poza rolnictwem. Z naszej miejscowości jest np. przewodnicząca rady gminy. A że taki region, to rolnictwo to przede wszystkim hodowla krów. Choć trzeba powiedzieć, że w Stadnikach jest tylko czterech rolników co te krowy mają. Ja mam konie, cztery. To taka pasja, hobby. Z tego nie da się wyżyć, więc po części rolnictwo i działalność gospodarcza.

Reklama

       Kiedyś podstawowym obowiązkiem sołtysa było zbieranie podatków.

       - Przyjęcie podatku rolnego było jego świętym obowiązkiem. Teraz część mieszkańców wpłaca bezpośrednio na konto. Jest internet. A trzeba pojechać do gminy po np. kwitariusze, porozdawać je ludziom, zawieźć je z powrotem. Czyli bycie sołtysem to pasja, misja. Do mnie przychodzi się na kawę, każdemu postawię. A pan nie chciał wypić mojej kawy.

       Współpraca pomiędzy sołtysami kuleje.

       - Za mojej pamięci, przy tamtym wójcie i obecnym trochę się  interesowałem i interesuję budowami dróg i w tym czasie nie było spotkań z innymi sołtysami. Choćby we wspomnianym temacie. Teraz w gminie nawet sesji opłatkowej nie było. Trudno mieć nadzieję na zmiany w gminie, jak nie ma pieniążków, gmina typowo rolnicza. O czym tutaj rozmawiać? Choć teraz wójt młody, może będzie miał jakieś nowe pomysły, będzie chciał się wykazać. Będzie chciał zarobić, bo pensja nie została mu podniesiona. A sołtysi dostali podwyżkę, było 50, a teraz jest 100 złotych.

Reklama

       Jan Sobieski wszystkim sołtysom w nowym roku życzy dobrej współpracy z mieszkańcami.

       Jacek Piotrowski, fot. JP   

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama