W ubiegłym roku w ramach oszczędności w SP ZOZ Siemiatycze zlikwidowano 23 etaty. Prawdopodobnie kolejnych cięć należy spodziewać się również w tym roku.
SP ZOZ Siemiatycze to jeden z największych pracodawców w Siemiatyczach. Obecnie zatrudnia ponad 200 osób. Coraz trudniejsza sytuacja finansowa zmusza dyrekcję do ograniczania ilości zatrudnianych pracowników. - Oszczędzamy wszędzie, gdzie jest to możliwe. W ciągu ubiegłego roku zmniejszyliśmy ilość etatów o 23 - mówi Robert Maksimiuk, dyrektor SP ZOZ Siemiatycze. - Głównie były to osoby zatrudnione na czas określony, z którymi nie przedłużyliśmy umów. W lutym lub marcu wprowadzimy tzw. wewnętrzne grupy sprzątające. Liczę, że dzięki temu uzyskamy kolejne oszczędności. Sytuacja finansowa zmusza nas do cięć wydatków. - Czy zostanie ograniczony dostęp do świadczeń medycznych? - Zaleciłem ordynatorom oddziałów, by w miarę możliwości ograniczyli ilość przyjmowanych na oddziały pacjentów. Na pewno będą przyjęte osoby w stanach nagłych i zagrażających życiu. Ordynatorzy mają też racjonalniej wydawać pieniądze m.in. na badania diagnostyczne. Co miesiąc każdy z nich otrzyma dane finansowe dotyczące zarządzanego oddziału i poniesionych kosztów. Nie ma co ukrywać, dostęp do leczenia będzie w pewien sposób ograniczony, ale to państwo odpowiada za taki stan służby zdrowia. - Jest mniej pieniędzy tylko na leczenie szpitalne? - Kontrakt na leczenie szpitalne jest na poziomie ubiegłego roku, ale nie uwzględniono, że leczyliśmy więcej pacjentów i powstały nadwykonania. Pieniędzy jest mniej, gdyż ceny leków, prądu, gazu itd. rosną. Mniej pieniędzy dostaliśmy na prowadzenie poradni specjalistycznych. Najgorzej może być z poradnią rehabilitacyjną, gdzie kolejka na przyjęcie jeszcze bardziej się wydłuży. Już teraz zapisywaliśmy pacjentów na zabiegi w czerwcu lub lipcu. Możemy więcej przyjmować pacjentów, tylko kto za to zapłaci? - Co dalej z płatnościami za nadwykonania? - Na koniec roku mamy około 1 milion 700 tys. zł nadwykonań, za które do dziś NFZ nam nie zapłacił. Być może jakieś środki dotrą na konto w styczniu lub lutym. Jednak NFZ na dziś nie jest w stanie powiedzieć, jaka będzie to pula pieniędzy. Nie możemy pozwolić na darowanie tak dużej sumy, dlatego zaczekamy do końca lutego. Później zastanowimy się nad możliwością złożenia pozwu sądowego przeciwko NFZ. - Dlaczego zgodził się pan na podpisanie takiego kontraktu? - Podczas posiedzenia konwentu starostów w Białymstoku, większością głosów starostowie zadecydowali, że zgodzą się na taką ilość pieniędzy, jaką zaproponował im fundusz. Jako dyrektorzy publicznych szpitali musimy współdziałać z właścicielem, czyli starostwem. - Przecież to pan odpowiada za ten zakład. - Oczywiście, że tak. Jednak w pojedynkę jako ZOZ nie jestem w stanie walczyć z NFZ o zwiększenie ilości pieniędzy. Tutaj potrzebna jest determinacja i zgoda wszystkich publicznych szpitali. W Białymstoku zadecydowano, by przyjąć to, co zaproponował nam NFZ. - Czy jakieś inwestycje zostaną wykonane? - W tym roku będziemy spłacać wcześniej zaciągnięte kredyty. Otrzymaliśmy unijną dotację na termomodernizację budynku i musimy znaleźć pieniądze na udział własny. Na inne znaczące remonty i inwestycje na dziś nie mamy pieniędzy. Zastanawiające jest to, że starostwie na początku grudnia w petycji przesłanej do Ministerstwa Zdrowia i NFZ wspólnie pisali między innymi: "Kontrakty zawarte na 2009 rok były za niskie do potrzeb zdrowotnych naszych mieszkańców, o czym świadczą kwoty nadwykonań za rok bieżący..." Po czym po kilkunastu dniach podczas spotkania decydują się na kontrakty, które były "za niskie".
Komentarze