Reklama

Zwolnienia w szpitalu - Siemiatycze

13/01/2010 13:21
W ubiegłym roku w ramach oszczędności w SP ZOZ Siemiatycze zlikwidowano 23 etaty. Prawdopodobnie kolejnych cięć należy spodziewać się również w tym roku.
          SP ZOZ Siemiatycze to jeden z największych pracodawców w Siemiatyczach. Obecnie zatrudnia ponad 200 osób. Coraz trudniejsza sytuacja finansowa zmusza dyrekcję do ograniczania ilości zatrudnianych pracowników.
          - Oszczędzamy wszędzie, gdzie jest to możliwe. W ciągu ubiegłego roku zmniejszyliśmy ilość etatów o 23 - mówi Robert Maksimiuk, dyrektor SP ZOZ Siemiatycze. - Głównie były to osoby zatrudnione na czas określony, z którymi nie przedłużyliśmy umów. W lutym lub marcu wprowadzimy tzw. wewnętrzne grupy sprzątające. Liczę, że dzięki temu uzyskamy kolejne oszczędności. Sytuacja finansowa zmusza nas do cięć wydatków.
          - Czy zostanie ograniczony dostęp do świadczeń medycznych?
          - Zaleciłem ordynatorom oddziałów, by w miarę możliwości ograniczyli ilość przyjmowanych na oddziały pacjentów. Na pewno będą przyjęte osoby w stanach nagłych i zagrażających życiu. Ordynatorzy mają też racjonalniej wydawać pieniądze m.in. na badania diagnostyczne. Co miesiąc każdy z nich otrzyma dane finansowe dotyczące zarządzanego oddziału i poniesionych kosztów. Nie ma co ukrywać, dostęp do leczenia będzie w pewien sposób ograniczony, ale to państwo odpowiada za taki stan służby zdrowia.
          - Jest mniej pieniędzy tylko na leczenie szpitalne?
          - Kontrakt na leczenie szpitalne jest na poziomie ubiegłego roku, ale nie uwzględniono, że leczyliśmy więcej pacjentów i powstały nadwykonania. Pieniędzy jest mniej, gdyż ceny leków, prądu, gazu itd. rosną. Mniej pieniędzy dostaliśmy na prowadzenie poradni specjalistycznych. Najgorzej może być z poradnią rehabilitacyjną, gdzie kolejka na przyjęcie jeszcze bardziej się wydłuży. Już teraz zapisywaliśmy pacjentów na zabiegi w czerwcu lub lipcu. Możemy więcej przyjmować pacjentów, tylko kto za to zapłaci?
          - Co dalej z płatnościami za nadwykonania?
          - Na koniec roku mamy około 1 milion 700 tys. zł nadwykonań, za które do dziś NFZ nam nie zapłacił. Być może jakieś środki dotrą na konto w styczniu lub lutym. Jednak NFZ na dziś nie jest w stanie powiedzieć, jaka będzie to pula pieniędzy. Nie możemy pozwolić na darowanie tak dużej sumy, dlatego zaczekamy do końca lutego. Później zastanowimy się nad możliwością złożenia pozwu sądowego przeciwko NFZ.
          - Dlaczego zgodził się pan na podpisanie takiego kontraktu?
          - Podczas posiedzenia konwentu starostów w Białymstoku, większością głosów starostowie zadecydowali, że zgodzą się na taką ilość pieniędzy, jaką zaproponował im fundusz. Jako dyrektorzy publicznych szpitali musimy współdziałać z właścicielem, czyli starostwem.
          - Przecież to pan odpowiada za ten zakład.
          - Oczywiście, że tak. Jednak w pojedynkę jako ZOZ nie jestem w stanie walczyć z NFZ o zwiększenie ilości pieniędzy. Tutaj potrzebna jest determinacja i zgoda wszystkich publicznych szpitali. W Białymstoku zadecydowano, by przyjąć to, co zaproponował nam NFZ.
          - Czy jakieś inwestycje zostaną wykonane?
          - W tym roku będziemy spłacać wcześniej zaciągnięte kredyty. Otrzymaliśmy unijną dotację na termomodernizację budynku i musimy znaleźć pieniądze na udział własny. Na inne znaczące remonty i inwestycje na dziś nie mamy pieniędzy.
          Zastanawiające jest to, że starostwie na początku grudnia w petycji przesłanej do Ministerstwa Zdrowia i NFZ wspólnie pisali między innymi: "Kontrakty zawarte na 2009 rok były za niskie do potrzeb zdrowotnych naszych mieszkańców, o czym świadczą kwoty nadwykonań za rok bieżący..." Po czym po kilkunastu dniach podczas spotkania decydują się na kontrakty, które były "za niskie".

          Marek Malinowski, tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama