Po raz piąty odbył się zjazd rodzin Charytonów i Charytoniuków. Choć wielu z nich ma inne nazwiska, to dzięki kilku osobom, które poszukiwały wspólnych korzeni, co roku spotykają się przede wszystkim w Andryjankach, na tzw. „Dolarówce”, w miejscu, gdzie jeden z przodków Franciszek, po powrocie przed wojną z USA zakupił ziemię za dolary.
Z całej Polski i z USA rodzina zjeżdża odwiedzić groby w Boćkach, Dziadkowicach, Hornowie i Siemiatyczach. Także je odnowić. Jeden z organizatorów spotkań Romuald Charytoniuk ze Złotoryi (woj. dolnośląskie) co roku przywozi specjalne plakietki w kształcie dolara, które rozdaje przybyłym na zjazd. Tak też było 4 lipca. Tegoroczny zjazd zgromadził około 60 osób. A to tylko część wielkiej rodziny. Wieczorem po mszy świętej w kościele w Osmoli rodziny Charytoniuków, Charytonów, Szeweluków, Piotrowskich, Boguszewskich, Kuźmickich, Jankowskich, Wiercińskich i innych spotkały się na poczęstunku w ośrodku Lucjana Marciszonka w Bacikach Dalszych.
Radość ze spotkania łączyła się z zadumą nad tymi, co odeszli. Drzewo genealogiczne, które zaprezentował Tomasz Charytoniuk z Białegostoku miało ok. 20 metrów długości. Były więc niejakie trudności ze znalezieniem swego nazwiska wśród wielu „gałęzi”. Romulad Charytoniuk podziękował Marii Wiercińskiej z Wasilkowa, która była pomysłodawcą zjazdów. Wśród obecnych na zjeździe najstarszymi byli: Luba Charytoniuk, Tadeusz Charyton, Leontyna Piotrowska, Janina Piotrowska, Maria i Stanisław Wiercińscy. Odjeżdżając do domów, wszyscy życzyli spotkania za rok w jeszcze większym gronie.
Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze