Reklama

Zbrodnie sprzed lat. Zabójstwo na Słowiczynie

To zabójstwo chyba odbiło się największych echem w Siemiatyczach, nie tylko w czasach PRL. W piątek 26 sierpnia 1976 roku 14-letnia Teresa O., mieszkająca w Siemiatyczach na Słowiczynie, wyszła o godzinie 15.00 z Powiatowego Ośrodka Kultury, z zajęć zespołu muzycznego. Od tej chwili ślad po niej zaginął.

    Teresa uczestniczyła w próbach zespołu okarynowego „Kukułki”, który prowadził ówczesny instruktor muzyczny domu kultury i nauczyciel muzyki Tadeusz Sidorowicz.

    O zaginięciu jeszcze tego samego dnia rodzina powiadomiła milicję. Poszukiwania prowadzone przez prawie trzy tygodnie nie przyniosły skutków.

    Dopiero kiedy 14 września na komisariat milicji w Siemiatyczach zadzwonił proboszcz parafii katolickiej ks. Józef Horodeński, informując, że znalazł w kościele anonimowy list, zawierający informację, gdzie znajdują się zwłoki zaginionej, sprawa ruszyła z miejsca. Informacje okazały się prawdziwe. Jeszcze tego samego dnia w jednym w wykopów w odległości ok. 45 metrów od drogi Siemiatycze – Słowiczyn, natrafiono na zwłoki dziewczynki, ukryte na dzikim wysypisku śmieci na skraju lasu. Sekcja zwłok wykazała śmierć przez uduszenie (zadzierzgnięcie bluzki na szyi).

Reklama

    Przesłuchano dziesiątki osób, sprawdzono wiele możliwych przyczyn i wątków. Brano pod uwagę motywy seksualne, motyw zemsty na rodzinie itp. Na miasteczko padł strach, rodzice nie pozwalali dzieciom chodzić samemu, zwłaszcza po południu i z dala od uczęszczanych miejsc. Poszukiwano też bezskutecznie autora anonimu znalezionego przez księdza. W tym celu uczniowie w szkołach i dorośli pisali dyktando składające się m.in. z wyrazów znajdujących się w anonimie. Pobrano kilka tysięcy próbek pisma. 

     W kręgu podejrzanych znalazło się wiele osób, sprawdzano ich kontakty i alibi. Jednak przeprowadzone wówczas żmudne śledztwo nie dało efektów, nie spowodowało wykrycia sprawcy, wobec tego zostało umorzone 15 czerwca 1977 roku.

Reklama

     Kolejna ofiara

     Może sprawca na zawsze pozostałby nieznany gdyby nie to, że kilka miesięcy później zaatakował ponownie. 2 listopada 1977 roku mieszkanka Bielska Podlaskiego Eugenia Iwaniuk zgłosiła na milicję w Bielsku zaginięcie 19-letniej córki, która dzień wcześniej wyszła w stronę dworca, skąd miała wyjechać na studia do Lublina.

    Wszczęto natychmiastowe poszukiwania i tego samego dnia odnaleziono obnażone zwłoki zamordowanej na skarpie w pobliżu ulicy wówczas Armii Czerwonej i rzeki Białki w Bielsku. 

Reklama

    Sekcja zwłok wykazała, że dziewczyna została uduszona poprzez zadzierzgnięcie jej szyi za pomocą sznurka. Błyskawicznie, bo już 3 listopada ustalono mordercę, żołnierza czynnej służby wojskowej Anatola F., (ur. 1956) mieszkańca wsi Widowo w powiecie bielskim. Postępowanie prowadziła Prokuratura Warszawskiego Okręgu Wojskowego we współpracy z wydziałem dochodzeniowo - śledczym KW MO.

    W czasie pobytu w areszcie śledczym, 22 listopada 1977 roku, Anatol F. napisał list do prokuratora, w którym przyznał się do zabójstwa w sierpniu 1976 roku Teresy O. w Siemiatyczach. Pracował wówczas na budowie szkoły w Siemiatyczach, jako pracownik Bielskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Komunalnego.

Reklama

     Sprawę prowadził Jan Prokopiuk inspektor Wydz. Dochodzeniowo - Śledczego KW MO w Białymstoku.

    W wyniku dalszych czynności śledczych Anatol F. przyznał się do trzech zabójstw: 19-letniej Barbary I. w Bielsku Podlaskim w roku 1977, w 1976 roku 14-letniej Teresy O. w Siemiatyczach, oraz kilka lat wcześniej 10-letniej Antoniny W. w 1971 roku we wsi Widowo. Anatol przyznał się też do dwóch usiłowań gwałtu.

    9 stycznia 1971 roku 10-letnia Antonina W. wracała ze szkoły do domu. Wyprzedziła inne dzieci, bo spieszyła się na film "Samotny biały żagiel". Pięcioro dzieci widziało z daleka, jak podszedł do niej około 14-letni chłopak i oboje pobiegli dalej. Jeden z chłopców, który widział ją oddalającym się 14-latkiem, powiedział, że był on podobny do Anatola F. z Widowa. Przesłuchiwany Anatol F. kręcił, mylił się w zeznaniach i zmieniał je. Zeznania świadków, którzy widzieli F. tego popołudnia, przeczyły jego wyjaśnieniom. Ślady butów, które zabezpieczono niedaleko miejsca zbrodni, były podobne do śladów butów F. Mimo to, Anatol F. nie został wówczas zatrzymany.

Reklama

     Po latach zeznał, że powiedział dziewczynce, że pokaże jej zająca, którego złapał we wnyk. Zaprowadził do brogu na siano w polu i udusił pętlą z drutu. Ukrył tam zwłoki i wrócił do domu. Potem powrócił do brogu i sankami przewiózł zwłoki dziecka na swoją posesję. Tam włożył je do worka, wywiózł w pole i zakopał w kopcu. Później wrócił ponownie i na sankach worek z ciałem zawiózł nad rzekę Białkę i wrzucił do wody.

    Oskarżony wysłał z aresztu list do matki:

    „Kochana mamo, W pierwszych słowach mego listu zapytuję mamo o Twoje zdrowie. Jak ci mamo wiadomo już to ja jestem w areszcie w Białymstoku. Jak do tego doszło to dowiesz się mamo o wszystkim. Na pewno mamo w niektóre fakty to ci trudno będzie mamo uwierzyć, ale będziesz musiała. Przekonasz się sama mamo, że tak faktycznie było. Mamo możesz nawet mnie się zupełnie wyrzec, to absolutnie nie będę miał do ciebie żadnego żalu a poza tym to w nikogo nie wierzyłem. O ile będziesz mogła, daj pięćset złotych na papierosy i coś do jedzenia. Anatol”

Reklama

    W środę 5 kwietnia 1978 przeprowadzono w Siemiatyczach wizję lokalną z udziałem Anatola F. Do zapewnienia bezpieczeństwa, by nie doszło do samosądów, czy innych ekscesów, do udziału w wizji lokalnej wyznaczono 10 funkcjonariuszy ZOMO, oraz funkcjonariuszy z komisariatu MO w Siemiatyczach. Wizję rozpoczęto o godz. 11.30 na ul Sportowej obok stadionu KS Cresovia, skąd tamtego feralnego dnia Anatol zmierzał w stronę ulicy Słowiczyńskiej. Celem wizji było m.in. ustalenie miejsca w którym oskarżony wyszedł z lasu i gdzie dostrzegł przyszłą swoją ofiarę, trasę którą przebył wspólnie z Teresą, miejsce w którym ją zaatakował. Dusił ją pętlą z jej bluzki, ale podobnie jak w przypadku Barbary I. – nie udało mu się jej zgwałcić. Nie zgwałcił też zamordowanej 10-letniej dziewczynki w Widowie.

Reklama

     Rodzina wnioskowała o karę śmierci

    Co dalej stało się z Antolem F.? Przed laty pisał na ten temat Arkadiusz Panasiuk w artykule „Dusiciel z Podlasia”:

    „Do czasu wyroku Sądu Wojewódzkiego w Białymstoku, z dnia 14 stycznia 1980 roku, „Tolek” przebywa na oddziale psychiatrycznym aresztu śledczego w Grodzisku Mazowieckim. Jedna z opinii lekarskich stwierdza: „Anatol F. w stosunku do zarzutów objętych aktem sprawy miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność rozumienia znaczenia czynów, jak i pokierowania swoim postępowaniem (...). Aktualnie Anatol F. nie wymaga intensywnego leczenia. W razie wyroku skazującego powinien przebywać w oddziale skazanych z anomaliami psychicznymi”.

Reklama

    Sąd, biorąc pod uwagę takie opinie, wymierzył mu łączną karę 25 lat pozbawienia wolności. Pozbawił go też praw publicznych na okres 10 lat. Sąd Najwyższy - 3 lata później - podtrzymał ostatecznie decyzję sądu w Białymstoku. Rodzina i prokurator bezskutecznie wnioskowali o karę śmierci.

    27 kwietnia 1994 roku - po siedemnastu latach - „Tolek” opuszcza zakład karny w Strzelcach Opolskich. W uzasadnieniu przedterminowego zwolnienia czytamy: „Zachowanie się skazanego w czasie odbywania kary utrzymuje się na dobrym poziomie (…). Jest przykładem dla innych. Korzystał z przepustek, z których wracał w terminie. Krytyczne ocenia swoją przeszłość. Ma sprecyzowane plany na przyszłość”.

Reklama

    Wiadomość o jego zwolnieniu roznosi się lotem błyskawicy po Bielsku Podlaskim i okolicach. Pojawia się ponownie psychoza strachu. On sam zdaje sobie sprawę z własnego zagrożenia, prawie nie opuszcza rodzinnego domu. - Widziano go czasami z przyklejoną brodą w sklepie spożywczym, ale z nikim nie rozmawiał – wspomina jeden z mieszkańców Bielska.

    Jednak dochodzi do prób samosądu. Jak mówi jeden z bielskich policjantów: - Kilkakrotnie został dotkliwie pobity. Chyba doszedł do wniosku, że ludzie mu nie darują i wolał wyjechać. Co było dalej, trudno jest jednoznacznie ustalić. Mówiono, że wyjechał na Wybrzeże, innym razem, że do Warszawy. Ta wersja jest najbardziej prawdopodobna, gdyż w 2000 roku komisariat na Białołęce poprosił sąd o przesłanie jego akt. Sprawą o nieznanym charakterze miała się zajmować prokuratura rejonowa Praga-Północ.

Reklama

    Nie udało mi się jednak ustalić, w jakim celu go sprawdzano. Ostatnio pojawiły się informacje, że został gangsterem. Jak było naprawdę – nie wiem. Od jednego z bielskich księży usłyszałem, że 6-7 lat temu matka F. powiedziała mu, że „Tolek nie żyje”. Ktoś inny dodał, że zginął w wyniku mafijnych porachunków. Pewne jest tylko, że się ożenił i ma dziecko. Gdyby żył, miałby dziś 58 lat” (dzisiaj to już 66 – przyp. jn)

    (https://newsbook.pl/2019/10/14/dusiciel-nastolatek-z-podlasia/

    „Kryminalne śledztwa PRL”

    W cyklu pod takim tytułem w CBS Reality Polska w kwietniu tego roku ukazał się film dokumentalny na temat tamtych wydarzeń w Widowie, w Bielsku Podlaskim i w Siemiatyczach. Część filmu realizowano w Siemiatyczach, wypowiadają się tam świadkowie tamtych wydarzeń. Film ma być też dostępny na yt na kanale  CBS Reality Polska.

   Jerzy Nowicki, jsw

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/08/2024 09:59
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama