Od 1 stycznia przyszłego roku gminny Zakład Gospodarki Komunalnej w Mielniku będzie mógł realizować tylko zadania własne gminy, np. dbać o drogi, wodociągi, zieleń. Nie może dorabiać na zewnątrz i stwarzać konkurencji dla podmiotów prywatnych
Uchwała dotycząca formy prowadzenia gospodarki komunalnej po 1 stycznia przyszłego roku zdominowała obrady radnych gminy Mielnik. Od nowego roku samorządy obowiązywać zacznie nowa ustawa o finansach publicznych, która m.in. zakłada zmiany funkcjonowania takich jednostek jak gminny ZGK w Mielniku. W myśl nowej ustawy samorządowe zakłady budżetowe będą nadal funkcjonować, ale nie będą mogły wykonywać usług na zewnątrz. Zakłady budżetowe przy jednostkach samorządowych mogą realizować tylko zadania własne tych jednostek np. dbać o drogi, ulice, wodociągi, zieleń. Do tej pory właśnie dzięki "zewnętrznym" usługom tego typu zakład mógł funkcjonować bez dofinansowania ze strony budżetu gminy. Teraz raczej będzie to niemożliwe. Chyba, że zlikwiduje się zakład w dotychczasowej formie i powoła nowy lub zmieni się statut istniejącego. - Zakład nie jest zakładem wypracowującym zyski - mówił wójt Eugeniusz Wichowski, - powołany był po to, żeby było czysto, żeby było odśnieżone, żeby było ładnie. Taki był początek grupy komunalnej, która funkcjonowała przy urzędzie gminy. Potem byliśmy za tym, by powołać zakład gospodarki komunalnej. Część jego działalność polegała na utrzymaniu zieleni, dróg i ta część była czysto komunalna, ale zakład miał też możliwość wykonywania innych zleceń. Teraz ustawa zakazuje zakładowi innej działalności niż działalność komunalna. Gdyby ustawa weszła za rok, byłaby oczyszczalnia, część kanalizacji i zakład wykonywałby czysto porządkowe prace. Niestety, na dziś, gdyby pozbawić zakładu możliwości dorobienia na zewnątrz, to im brakuje pieniążków. Też widzimy, że nie zawsze na czas są rowy wykoszone czy park w Mielniku, w Niemirowie, są zastrzeżenia. Zastanawiamy się czy pójść w kierunku wypracowania wyniku finansowego czy w kierunku utrzymania wizerunku. Jest propozycja utworzenia jednostki budżetowej do wykonania zadań powierzonych w temacie wizerunku, bo po to jest ten zakład. A dodam, że jest źródłem dochodów dla kilkunastu rodzin i nie pracują tam wybitni fachowcy, wynagrodzenia też nie są za wielkie. Pozostawienie zakładu w tej sytuacji spowoduje, że zakład w lutym, marcu splajtuje. Wnoszę o przekształcenie w jednostkę budżetową. - Skąd pewność, że zakład upadnie? - pytał radny Kazimierz Tobota. - Dotychczas jakoś funkcjonuje, ryczałt nadal będzie posiadał z gminy, że po pół roku upadnie, to jakoś nie wierzę. - W tej chwili zakład funkcjonuje, bo wykonuje inne zadania, a po 1 stycznia nie może - wyjaśniał wójt. - Dziś to robi, do końca grudnia będzie mógł, a w styczniu pozostanie mu tylko działalność komunalna. Już np. GOKSiR nie będzie mógł zlecić zakładowi żadnej roboty. A ryczałtów nie wystarcza na bieżące utrzymanie, jeśli szybko się nie podejdzie do tej sprawy, to jeszcze zwiększymy koszty likwidacji tego co jest. - Wydaje mi się, że nie podpierając się wyliczeniami i dokumentami - mówił radny Adam Tobota - nie można być pewnym, że zakład zbankrutuje. Moim zdaniem zakład jest coraz lepiej zarządzany, są wprowadzone jakieś zmiany, przynajmniej ja tak to postrzegam. Czy pozostawienie samej zmiany statutowej to skazanie zakładu na zagładę czy upadek? Traktuję to jak próbę straszenia, że jak my czegoś nie uchwalimy, to stanie się tragedia, ludzie stracą pracę. Wcale nie musimy ludzi zwalniać, bo jeśli zagłosujemy tylko za zmianą statutową, to możemy zatrudnić do 3 osób, w momencie, kiedy skorzystamy z zapisów ustawy samorządowej, które mówią, jakie zadania zakład mógłby robić, a których nie robi. Nie twierdzę, że zmiana na jednostkę budżetową jest zła, ale dla nas grozi tym, że nie będziemy wiedzieli, jak wpływają pieniądze do tej jednostki, to będzie kontrola pana wójta, a nie nas radnych. Poza tym - moim zdaniem decyzję powinien podjąć nowy wójt, nowa rada, a nie my. Radny Zduniewicz próbował wyjaśnić inną kwestię: - Nie rozumiem dlaczego pan przewodniczący, w odróżnieniu do prac komisji przedstawia nam tylko projekt jednej uchwały. Na komisjach nie wynikało, że ten projekt był pozytywnie opiniowany, w sprawie zmiany statutu był wynik 5 głosów za, 5 przeciw, za likwidacją zakładu 3 głosy i 3 przeciw. Nieprawdą jest, że ustawa narzuciła likwidacje zakładu, próbuje pan znowu straszyć, a sam pan powiedział, że celem powołania zakładu było tylko wykonywanie usług komunalnych, a nie prace interwencyjne i remonty, to wyszło w trakcie. Jeśli brakuje środków teraz, to tak samo będzie brakowało dla jednostki budżetowej, nadal będziemy go dofinansowywać z budżetu gminy. Jest dylemat, czy iść w kierunku wyniku finansowego, czy wizerunku - jedno i drugie jest potrzebne. Ja nie widzę poprawy w funkcjonowaniu zakładu i moim zdaniem trzeba utrzymać strukturę zakładu na poziomie dotychczasowym. Radny Weremijewicz poruszył kwestie wynagrodzeń w zakładzie komunalnym: - Wychodzi, że 35,5 % ogólnej kwoty wynagrodzeń to pracownicy biurowi (4 etaty) do 65,5 % wynagrodzeń pracowników fizycznych (13,5 etatu). Wnoszę wniosek formalny o wykreślenie warunków płacy. W obronie wynagrodzeń pracowników zakładu stanął wójt: - Chcę się odnieść do tego, że tam pracują osoby z magisterskim wykształceniem, a pani dyrektor ma dużo fachowych uprawnień, to chyba zrozumiałe, że najwięcej zarabia pani dyrektor.
W głosowaniu wniosek Weremijewicza nie przeszedł: on jeden był za, 11 radnych przeciw, 2 wstrzymało się od głosu. W glosowaniu za likwidacją zakładu w celu przekształcenia w inną formę 6 radnych było przeciw, 6 za, 2 wstrzymało się od głosu. Identyczny wynik głosowania padł w sprawie zmiany statutu zakładu. Tym samym od 1 stycznia zakład nie będzie mógł wykonywać innych zadań niż komunalne, chyba że nowa rada i nowy wójt zmienią coś w tym temacie. Zaś pani dyrektor gminnego zakładu komunalnego "puściły nerwy" - wyszła z sali obrad, trzaskając drzwiami.
Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Komentarze