Reklama

Zabawa w znaki drogowe

27/09/2007 20:28
W ciągu miesiąca na małym odcinku ul. Dąbrowskiego w Siemiatyczach kilkakrotnie zmieniano znaki drogowe. Chodzi o liczący 27 metrów fragment ulicy, dojazd m.in. do posesji pani Aliny Smyk.

          - Najpierw był znak zakazujący postoju po jednej stronie uliczki – mówi pani Alina. - Potem dodano tabliczkę, że dotyczy całej szerokości. Z drugiej strony jest podjazd od ulicy Ciechanowieckiej i tam też postawili te znaki. Z tej strony to tylko droga dojazdowa do mojej posesji, przy której swój samochód parkuje mój syn. Żadne inne samochody ani ciężarówki tędy nie jeżdżą. A poza tym część ulicy jest moją własnością, którą wykupiłam od miasta.
          Pani Smyk chodzi o mały kawałek gruntu graniczący z jej domem, wyasfaltowany, na którym jej syn parkował samochód. Podejrzewa, że to właśnie o ten parkujący samochód komuś chodziło, bo nie kryje, że jej zdaniem to czysta złośliwość – czyja, nie wie.
          - Moja córka ma małe dzieci, gdzie z nimi ma parkować? Zakupy dźwigać? Ten samochód jak tu stał nikomu nie przeszkadzał.
          Pani Alina zwracała się z prośbą o zmianę decyzji co do ustawienia znaków do zarządcy drogi, czyli burmistrza:
          - Radomski mówi, że nic nie wie na temat znaku, Fleks mówi, że to on rządzi w mieście i poustawia znaki gdzie chce. Napisaliśmy pismo do burmistrza, to zmienił oznakowanie i teraz można zatrzymać się na ulicy, ale... na godzinę!
          - Syn ma świeże prawo jazdy, żadnego mandatu nie płacił jeszcze. A policja zaraz mu wlepi za złe parkowanie. I tak tłumaczę burmistrzowi, a ten ze śmiechem mi podpowiada, że najwyżej syn powie, że tylko co się zatrzymał, bo jak policja udowodni, że dłużej stoi – mówi pani Smyk.
          Pani Smyk wybrała się na ostatnią sesję rady miasta, zabrała głos w wolnych wnioskach. Nie uzyskała odpowiedzi (ma ją otrzymać na piśmie – taka nowa moda siemiatyckiego burmistrza) kto i na czyje polecenie zdecydował o takim rozmieszczeniu znaków. Warto dodać, że ani radna reprezentująca jej okręg wyborczy, ani radny mieszkający praktycznie na sąsiedniej posesji nie wiedzieli o istniejącym problemie.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama