W ciągu miesiąca na małym odcinku ul. Dąbrowskiego w Siemiatyczach kilkakrotnie zmieniano znaki drogowe. Chodzi o liczący 27 metrów fragment ulicy, dojazd m.in. do posesji pani Aliny Smyk.
- Najpierw był znak zakazujący postoju po jednej stronie uliczki – mówi pani Alina. - Potem dodano tabliczkę, że dotyczy całej szerokości. Z drugiej strony jest podjazd od ulicy Ciechanowieckiej i tam też postawili te znaki. Z tej strony to tylko droga dojazdowa do mojej posesji, przy której swój samochód parkuje mój syn. Żadne inne samochody ani ciężarówki tędy nie jeżdżą. A poza tym część ulicy jest moją własnością, którą wykupiłam od miasta. Pani Smyk chodzi o mały kawałek gruntu graniczący z jej domem, wyasfaltowany, na którym jej syn parkował samochód. Podejrzewa, że to właśnie o ten parkujący samochód komuś chodziło, bo nie kryje, że jej zdaniem to czysta złośliwość – czyja, nie wie. - Moja córka ma małe dzieci, gdzie z nimi ma parkować? Zakupy dźwigać? Ten samochód jak tu stał nikomu nie przeszkadzał. Pani Alina zwracała się z prośbą o zmianę decyzji co do ustawienia znaków do zarządcy drogi, czyli burmistrza: - Radomski mówi, że nic nie wie na temat znaku, Fleks mówi, że to on rządzi w mieście i poustawia znaki gdzie chce. Napisaliśmy pismo do burmistrza, to zmienił oznakowanie i teraz można zatrzymać się na ulicy, ale... na godzinę! - Syn ma świeże prawo jazdy, żadnego mandatu nie płacił jeszcze. A policja zaraz mu wlepi za złe parkowanie. I tak tłumaczę burmistrzowi, a ten ze śmiechem mi podpowiada, że najwyżej syn powie, że tylko co się zatrzymał, bo jak policja udowodni, że dłużej stoi – mówi pani Smyk. Pani Smyk wybrała się na ostatnią sesję rady miasta, zabrała głos w wolnych wnioskach. Nie uzyskała odpowiedzi (ma ją otrzymać na piśmie – taka nowa moda siemiatyckiego burmistrza) kto i na czyje polecenie zdecydował o takim rozmieszczeniu znaków. Warto dodać, że ani radna reprezentująca jej okręg wyborczy, ani radny mieszkający praktycznie na sąsiedniej posesji nie wiedzieli o istniejącym problemie. Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Komentarze