Reklama

Z Kazachstanu do Polski - Siedem lat temu widziałam rodziców

18/10/2007 22:52
Rodzina Sikorskich będzie mogła bez przeszkód przyjechać do Polski. Już w przyszłym roku powinna zamieszkać w Tokarach w gm. Mielnik.


          Uchwała rady

          Na ostatniej sesji rady gminy Mielnik radni przegłosowali uchwałę o zapewnieniu warunków do osiedlenia się polskiej rodziny z Kazachstanu. Oznacza to, że trzy osoby, mieszkające do tej pory w miejscowości Krasnopolsk w Kazachstanie, będą mogły otrzymać wizy wjazdowe i zamieszkać w Polsce. Gmina Mielnik przeznaczy na ten cel budynek po byłej izbie porodowej w Tokarach. Zapewnienie warunków do osiedlenia się wiąże się m.in. z tym, że jedną osobę ma zatrudnić Zakład Gospodarki Komunalnej w Mielniku. Budynek zaś trzeba będzie wyremontować, co pochłonie ok. 172.000 zł. Kwota ta zostanie wprowadzona do przyszłorocznego budżetu. Obecnie w tym budynku mieści się sklep. Prawdopodobnie powstanie w nim, jeszcze drugie mieszkanie, dla innej rodziny.
          Starania o przyjazd
          Wniosek o zapewnienie warunków oraz sprowadzenie do Polski swojej rodziny złożyła Swietłana Klimaszewska, z domu Sikorska. Od kilku lat pani Swietłana mieszka w Czartajewie. Urodziła się w Kazachstanie i wyjechała z tego kraju w roku 1997. Los rzucił ją na nasze tereny. Jej rodzina znalazła się w Kazachstanie w wyniku przymusowych przesiedleń.

          Z panią Swietłaną rozmawiamy o jej staraniach w ściągnięciu do Polski rodziców.
          - Kiedy i skąd została przesiedlona pani rodzina?
          - Dziadek, wraz z rodziną, został przesiedlony 12 czerwca 1936 r. Pamiętam dobrze tę datę, bo wiele razy przypominali mi o niej rodzice. Dziadek i babcia mieszkali wtedy we Lwowie i Kamieńcu. Niestety, byli zmuszeni opuścić tamte strony.
          - Gdzie ich przesiedlono?
          - Zamieszkali w miejscowości Krasnodolsk na północy Kazachstanu. Miasto wojewódzkie - Kołczestaw. Rodzice wraz z moim bratem mieszkają tam do dziś.
          - Czy warunki życia w Kazachstanie bardzo odbiegają od polskich?
          - Bardzo. Tam, jeżeli nie da się łapówki, to nic się nie załatwi. Najbliższy szpital rodzice mają oddalony o 120 kilometrów. Bardzo różni się klimat - latem występują tam ponad 40-stopniowe upały, a zimą 40-stopniowe mrozy. Ale ważne jest to, że naród kazachski jest tolerancyjny i dobry.
          - Jak pani trafiła do Polski?
          - Mogłam tutaj przyjechać jako stypendystka polonijna. Było to w 1997 roku. Wcześniej, będąc w Kazachstanie, uczyłam się języka polskiego, co było podstawą do zaliczenia matury po polsku. Po przyjeździe uczęszczałam jeszcze na kurs językowy. Jednak przyznam szczerze, że bardzo dobrze mówiłam już po polsku w Kazachstanie, co było m.in. wynikiem pracy polskich nauczycieli, moich rodziców oraz babci i dziadka. Nawet nauczyciele mówili: "dziecko, ty jedź czym prędzej do Polski, bo już niczego od nas się nie nauczysz". Egzamin z języka polskiego, jako nieliczna, zdałam za pierwszym razem.
          - Gdzie pani najpierw zamieszkała po przyjeździe?
          - Najpierw trafiłam do Łodzi. Znając już dobrze język polski, mogłam zacząć jakąś naukę. Podjęłam więc dwuletnią naukę w studium pielęgniarstwa w Poznaniu.
          - A jak pani znalazła się w naszych stronach?
          - Moja sytuacja zmieniła się, gdy wyszłam za mąż za Polaka i zamieszkałam w Czartajewie. Było to w roku 2000. Mogłam więc już starać się o przyznanie mi polskiego obywatelstwa. Była to długa procedura, ale udało się. Dostałam polskie obywatelstwo 16 października ubiegłego roku.
          - Rodzice też będą starać się o polskie obywatelstwo?
          - Tak. Będzie to krótsza procedura, niż w moim przypadku. Potrzebny będzie tylko komplet dokumentów, w tym najważniejsze dotyczące polskiego pochodzenia. W tych sprawach pomagają stowarzyszenia polonijne.
          - Polskie korzenie zachowała pani dzięki rodzicom.
          - Rodzice urodzili się w Kazachstanie w latach 50-tych. Mimo to, co działo się za sprawą głównie moich dziadków, od dziecka uczeni byli polskości. W domu często więc rozmawiało się po polsku oraz mówiło się o polskiej przynależności, mimo że w szkole podstawowymi językami były rosyjski i kazachski. Jak sięgnę pamięcią, to najwięcej po polsku rozmawiali w domu dziadek i babcia.
          - Czy były problemy z uzyskaniem polskiej wizy?
          - Nie udało mi się dostać wizy na pobyt stały. Przebywałam dzięki wizie czasowej, była wydawana na okres od trzech do sześciu miesięcy. W ogóle z przyjazdem było bardzo trudno. Przede wszystkim chodziło o koszty. Żebym mogła tutaj przyjechać, rodzice podporządkowali wszystko. Koszty okazały się tek duże, że musieli sprzedać gospodarstwo i jeszcze zapożyczyć się. Żegnałam ich ze łzami w oczach. Myślałam, że nigdy nie będę potrafiła odwdzięczyć im się za to, bo poświęcili się dla mnie najbardziej, jak mogli. Okazało się jednak, że będę mogła im się odwdzięczyć.
          - Stąd pomysł i próba ściągnięcia ich tutaj?
          - Tak. Wiedziałam, że takie osoby i rodziny mogą przyjeżdżać do Polski w ramach repatriacji.
          - Kiedy ostatnio pani widziała się z nimi?
          - Siedem lat temu - w chwili wyjazdu z Kazachstanu. Nie byli na moim ślubie, nie widzieli swojej wnuczki. Widzieli tylko zdjęcia.
          - Szansa zobaczenia się pojawi się już w przyszłym roku.
          - Mam nadzieję, że ten czas szybko zleci.
          - Czy utrzymuje Pani częsty kontakt z rodzicami?
          - Dosyć częsty. Po jakimś czasie pobytu w Polsce kupiłam telefon komórkowy, oczywiście dzięki rodzicom. Sprzedali byka, by mi go kupić.
          - Czy rodzice wiedzą już o tym, że mogą przyjeżdżać do Polski?
          - Tak. Od razu, jak dowiedziałam się o tym, zadzwoniłam do nich. Tata aż się popłakał, gdy to usłyszał.
          - A skąd pani dowiedziała się o decyzji radnych gminy Mielnik?
          - Z "Głosu Siemiatycz". Najpierw znajoma powiedziała mi, że w "Głosie" coś piszą o tej sprawie. Kupiłam więc gazetę i przeczytałam. Zaraz też zadzwoniłam do rodziców.
          - Czy widziała pani budynek przeznaczony dla rodziców?
          - Tak. Z pewnością im to wystarczy. Będą mieli dobre warunki i będą z nich zadowoleni.
          - Kiedy rodzice podjęli decyzję o tym, że chcą zamieszkać w Polsce?
          - W zasadzie zawsze mieli w świadomości to, że są Polakami. Pierwszych ich celem był mój wyjazd i mojego brata. Po jakimś czasie, kiedy nam się powiodło, bo brat mieszka w Wałbrzychu, postanowili też spróbować. Bardziej na ten wyjazd do Polski nastawiony był tata.
          - Przejdźmy do procedury ubiegania się o ściągnięcie rodziców. Czy składała pani wnioski do innych gmin naszego powiatu?
          - Wiedziałam, że już dwie rodziny, które przyjechały ze wschodu, mieszkają w gminie Siemiatycze. Pomyślałam więc, że małe szanse są na to, żeby rodzice też zamieszkali w tej gminie. Poradzono mi także, że nie uda się to w mieście Siemiatycze, a podobno w innych gminach brakowałoby na taki cel lokalu. Postanowiłam więc spróbować w Mielniku.
          - Udało się za drugim podejściem.
          - Tak. Pierwszy mój wniosek do gminy Mielnik z prośbą o pomoc w zapewnieniu warunków bytowych dla rodziców napisałam we wrześniu 2005 roku. Wtedy nie udało się. Ponowiłam więc moją prośbę w marcu tego roku. Efekt tej drugiej prośby znamy.
          - Jak pani zareagowała na decyzję mielnickiej rady?
          - W marcu, kiedy składałam wniosek po raz drugi, rozmawiałam z wójtem tej gminy. Opowiedziałam mu o swoim problemie. Obiecał zająć się sprawą i pomóc. Nie wiem, jaka w tym była jego zasługa, ale słowa dotrzymał. Dlatego z całego serca dziękuję radnym gminy Mielnik oraz wójtowi. Cieszę się z tego, że rodzice będą blisko mnie. Będziemy się często widywać, będą mogli liczyć na moją pomoc, a nie ulega wątpliwości, że głównie na początku dużo tej pomocy będą potrzebować. Przecież młodszemu człowiekowi łatwej przystosować się do nowych warunków. Mama ma 47 lat, tata 50, a brat 25. Nie mogę się już ich doczekać.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama