W jednym z siemiatyckich bloków na Tarasach z żoną i dzieckiem mieszka Jacek Mierzejewski. Tworzy na drewnie swoje prace.
- Jacek Mierzejewski lat?
- 39.
- Masz specyficzne hobby.
- Nazwę to raczej pasją. To pirografia, czyli metoda wypalania drzewa rylcem. W skrócie, rylec rozgrzewa się do odpowiedniej temperatury, a potem pisze się nim po czymś drewnianym.
- Na każdym drewnie?
- W sumie najlepiej jest na jasnym, np. na olszy, buku. Mają one inną strukturę budowy, inną niż dąb, który jest trudny do wypalania. Znajomi robią to na różnych deskach. Ja z innych drzew mam obraz papieża na czereśni. Generalnie używam sklejek z wymienionych drzew.
- Kiedy zacząłeś zajmować się pirografią?
- Jakieś 5 lat temu. Wcześniej zajmowałem się czym innym, od 13 lat jestem stolarzem. Zaczynałem od miniaturek domków z drzewa. To były moje pierwsze kroki. Nawet zrobiłem miniaturę samochodu. Oczywiście z drzewa. Ferrari. Tutaj mam małe domki, większe są w Uhowie u rodziców. Stamtąd pochodzę. Tam też zajmowałem się rzeźbą.
- Pierwszy wypalony obraz to…
- To byli muzycy z Białegostoku „Fabuła”. Gdy teraz patrzę na ten obraz, to poprawiłbym, ale moja mama nie pozwoliła, dlatego że to pierwsza praca i ona ją chce mieć. Gdy tak po 5 latach na to patrzę, to oceniam, że dużo się zmieniło. Wszystko obecnie staram się robić realne. Na początku robiłem kreską wypalaną. Teraz robię cienie, plamą. I wygląda to jak obraz, a nie jak malowanka małego dziecka. Trochę w tej zmianie pomogła odpowiednia literatura. Każdy szczegół trzeba uchwycić, wyprofilować. Mogę powiedzieć, że teraz widzę jakby w 3D. Patrząc na ciebie, wiedziałbym które rysy powinienem zaznaczyć. Jednak trzeba cały czas się uczyć. Nie można od razu zostać artystą. Trzeba ciągle ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. I trzeba mieć serce do tego.
- A czas? Są inne obowiązki, prawda?
- Przychodzę z pracy, idę na siłownię. Potem pomogę żonie przy dziecku. Potem odpalam swój warsztat, odpalam muzykę i mnie nie ma. Ja wtedy odpoczywam. Nie patrzę w telewizor, bo z tego pieniążków nie ma.
- A z tego są?
- Niekiedy tak. Czasem komuś coś zrobię. Nawet ktoś za granicą coś zamówi.
- Czy nie za bardzo chowasz się z Twoją twórczością w domu? Pytam o wystawy.
- Robiłem u siebie w Uhowie. A 11 maja jestem zaproszony do Łap.
- A Siemiatycze?
- No właśnie tak myślę. Chyba nie miałem za bardzo na to czasu. Wszystko to zdjąć i potem gdzieś wieszać. Ale myślę, że tutaj też zrobię swoją wystawę.
- Czy masz jakiś swój ulubiony temat?
- Tematyka jest różna. Szczególnie lubię raperów. Ich muzyki słucham od 1991 roku. Te Tris nagrał jakąś płytę, to u mnie od razu powstał jakiś obraz. Nie pamiętam który. Można tutaj wypalić obraz artysty i wziąć jego podpis na obrazie.
- Również tematyka religijna nie jest Ci obca.
- Mówi się, że ikony się rysuje. Ja tego tak nie nazywam. Ikony, tak jak inne obrazy, wypalam. Maluję ogniem. Także mam papieża, postacie Matki Boskiej, Jezusa. No i widoczna na ścianie Ostatnia Wieczerza.
- Jakby stan ducha odpowiedni.
- Nie do końca. Gdy jestem zły, to i jest coś brzydkiego. Np. wampir. Czasem którąś z prac stawiam w oknie. A że mieszkam na parterze, to widzę jak sąsiadki komentują. Wampiry im się nie podobają.
- Ile czasu potrzeba na wypalenie takiego obrazu?
- To zależy co się robi. Z reguły parę dni. Ostatnia Wieczerza to około 50 godzin.
- Tworzysz z pamięci? Może wystarczy fotografia czyjejś twarzy?
- I to i to. Często dostaję zdjęcia dość kiepskiej jakości i z tego coś muszę wyciągnąć. Daje się. Wolałbym dobrą jakość.
- Gdzie można spotkać Jacka Mierzejewskiego? Może numer telefonu.
- Wolałbym poznawać znajomych na Facebooku.
- Swoje obrazy podpisujesz jako „Gorgoń”.
- To ksywa z dawnych lat.
Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze