Reklama

Wiązanki na eksport - Koczery

07/03/2007 13:52
Czy na wsi można stworzyć dużą firmę, a swoimi wyrobami podbijać zachodnioeuropejskie rynki? Okazuje się, że tak. Przykładem są państwo Nina i Tomasz Miroszowie z Koczer w gm. Drohiczyn.


          Państwo Miroszowie produkują bożonarodzeniowe stroiki, wielkanocne wianki i nagrobkowe wiązanki. Produkt końcowy, poprzez sieci zachodnioeuropejskich supermarketów, cieszy oko i ozdabia stoły m.in. w Holandii, Niemczech, Hiszpanii, we Włoszech. Tak na dobre praca wre w dwóch turach - po kilka tygodni przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem. Nad stroikami i wiązankami pracuje nawet 300 osób.           Rozmawiamy z panią Niną Mirosz.
          - Proszę na początek powiedzieć, ile lat działacie w tej branży?
          - W zasadzie naszą działalność systematycznie prowadzimy od 2003 r. Ale wszystko zaczęło się w 1993 r. To właśnie wtedy po raz pierwszy odesłaliśmy pierwszą partię towaru zagranicę. Ale potem była przerwa. To były zupełnie inne czasy. Trudne czasy. W 1993 r. prace nad naszym produktem trwały na placu GS-u w Drohiczynie. Trudno wtedy było wejść na zagraniczne rynki. Trudności dotyczyły m.in. spraw celnych.
          - A skąd wziął się pomysł na stroiki i wiązanki?
          - Wszystko zaczęło się 18 lat temu. Nie ukrywam, że najpierw pracowałam w tej branży w Holandii. Powstały jakieś kontakty i znajomości, co później zaowocowało współpracą z holenderskimi firmami. Przyjechałam do Polski i postanowiliśmy zając się tym, czym zajmowałam się zagranicą.
          - Podobno pani sama projektuje swoje wyroby.
          - Zaczęłam się tym zajmować jeszcze podczas pobytu w Holandii. Moje pomysły odnośnie wzorów stroików czy wianków spodobały się Holendrom. I tak jest dzisiaj. To ja zazwyczaj wymyślam jaki na przykład będzie stroik. Z jedną różnicą - nie tegoroczny, ale przeważnie przyszłoroczny. Umowy z kontrahentami podpisujemy nawet rok wcześniej i z takim wyprzedzeniem czasu trzeba określić sam towar. Dlatego przy projektowaniu pod uwagę należy wziąć obecne trendy w dziedzinie takiego wzornictwa czy rodzaj surowca oraz wprowadzić coś nowego.
          - Co więc będzie modne podczas zbliżających się Świąt Wielkanocnych?
          - Wianki z bukszpanu, mchu i z elementami tui. Całość jest udekorowana plastikowymi gadżetami wielkanocnymi - przeważnie kurczaczkami i pisankami. Taki model - dokładnie sześć wzorów wianków, spodobał się naszym odbiorcom i taki robimy.
          - Czy wyroby te będzie można dostać na polskim rynku?
          - Produkujemy wyłącznie na Zachód. Nasi holenderscy odbiorcy wysyłają te produkty do innych europejskich krajów, wyłącznie katolickich, gdzie silna jest tradycja świąteczna. Najczęściej nasze wianki i stroiki trafiają do sieci supermarketów.
          - Skąd bierzecie państwo surowce?
          - Zacznę od słomy. Jej w produkcie końcowym nie widać, a to od niej zaczyna się praca. Słoma jest jedynym surowcem, który pochodzi z Polski, a konkretnie z naszego pola. Pozostałe surowce do tegorocznej produkcji - bukszpan, mech i tuję zamawiamy w Danii, a plastikowe ozdoby przyjeżdżają z Chin. Na przykład do realizacji zamówienia, nad którym teraz pracujemy, potrzebowaliśmy cztery tysiące skrzynek mchu i około dziesięciu ton bukszpanu. Inny przykład - do ostatniej jesiennej produkcji potrzebowaliśmy 150 ton jodły. Przypomnę, że w naszym przypadku chodzi o same gałązki, które są dosyć lekkie. Taka ilość jodły to kilkanaście pełnych tirów.
          - A jaka jest zazwyczaj skala produkcji?
          - Od kilku do kilkudziesięciu tysięcy sztuk. Bywało, że przed świętami z gotowymi produktami wyjeżdżało od nas 50 tirów.
          - Zatem produkcja polega więc wyłącznie na złożeniu wszystkich elementów?
          - W zasadzie tak. Mając wszystkie materiały trzeba je umiejętnie złożyć. Jednak produkt musi odznaczać się pewną jakością, a tego nie da się osiągnąć bez dobrego surowca i specjalistycznego sprzętu.
          - Ilu ludzi pracuje nad jedną partią towaru?
          - Zależy to od wielkości tej partii. Zazwyczaj większe zamówienia mamy przed Bożym Narodzeniem, trochę mniejsze przed Wielkanocą, a najmniejsze przed Świętem Zmarłych. Jeśli zamówienie jest duże potrafimy zatrudniać ponad 300 osób. Praca odbywa się wtedy na trzy zmiany. Trwa od tygodnia do kilku tygodni. W tej chwili pracuje u nas około 160 osób, na dwie zmiany.
          - Czy są plany rozwoju firmy?
          - Owszem. Chcemy ponownie zainwestować w hale produkcyjne i magazynowe. Tym samym zwiększyć produkcję.
          - Dziękuję za rozmowę.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama