Czy na wsi można stworzyć dużą firmę, a swoimi wyrobami podbijać zachodnioeuropejskie rynki? Okazuje się, że tak. Przykładem są państwo Nina i Tomasz Miroszowie z Koczer w gm. Drohiczyn.
Państwo Miroszowie produkują bożonarodzeniowe stroiki, wielkanocne wianki i nagrobkowe wiązanki. Produkt końcowy, poprzez sieci zachodnioeuropejskich supermarketów, cieszy oko i ozdabia stoły m.in. w Holandii, Niemczech, Hiszpanii, we Włoszech. Tak na dobre praca wre w dwóch turach - po kilka tygodni przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem. Nad stroikami i wiązankami pracuje nawet 300 osób. Rozmawiamy z panią Niną Mirosz. - Proszę na początek powiedzieć, ile lat działacie w tej branży? - W zasadzie naszą działalność systematycznie prowadzimy od 2003 r. Ale wszystko zaczęło się w 1993 r. To właśnie wtedy po raz pierwszy odesłaliśmy pierwszą partię towaru zagranicę. Ale potem była przerwa. To były zupełnie inne czasy. Trudne czasy. W 1993 r. prace nad naszym produktem trwały na placu GS-u w Drohiczynie. Trudno wtedy było wejść na zagraniczne rynki. Trudności dotyczyły m.in. spraw celnych. - A skąd wziął się pomysł na stroiki i wiązanki? - Wszystko zaczęło się 18 lat temu. Nie ukrywam, że najpierw pracowałam w tej branży w Holandii. Powstały jakieś kontakty i znajomości, co później zaowocowało współpracą z holenderskimi firmami. Przyjechałam do Polski i postanowiliśmy zając się tym, czym zajmowałam się zagranicą. - Podobno pani sama projektuje swoje wyroby. - Zaczęłam się tym zajmować jeszcze podczas pobytu w Holandii. Moje pomysły odnośnie wzorów stroików czy wianków spodobały się Holendrom. I tak jest dzisiaj. To ja zazwyczaj wymyślam jaki na przykład będzie stroik. Z jedną różnicą - nie tegoroczny, ale przeważnie przyszłoroczny. Umowy z kontrahentami podpisujemy nawet rok wcześniej i z takim wyprzedzeniem czasu trzeba określić sam towar. Dlatego przy projektowaniu pod uwagę należy wziąć obecne trendy w dziedzinie takiego wzornictwa czy rodzaj surowca oraz wprowadzić coś nowego. - Co więc będzie modne podczas zbliżających się Świąt Wielkanocnych? - Wianki z bukszpanu, mchu i z elementami tui. Całość jest udekorowana plastikowymi gadżetami wielkanocnymi - przeważnie kurczaczkami i pisankami. Taki model - dokładnie sześć wzorów wianków, spodobał się naszym odbiorcom i taki robimy. - Czy wyroby te będzie można dostać na polskim rynku? - Produkujemy wyłącznie na Zachód. Nasi holenderscy odbiorcy wysyłają te produkty do innych europejskich krajów, wyłącznie katolickich, gdzie silna jest tradycja świąteczna. Najczęściej nasze wianki i stroiki trafiają do sieci supermarketów. - Skąd bierzecie państwo surowce? - Zacznę od słomy. Jej w produkcie końcowym nie widać, a to od niej zaczyna się praca. Słoma jest jedynym surowcem, który pochodzi z Polski, a konkretnie z naszego pola. Pozostałe surowce do tegorocznej produkcji - bukszpan, mech i tuję zamawiamy w Danii, a plastikowe ozdoby przyjeżdżają z Chin. Na przykład do realizacji zamówienia, nad którym teraz pracujemy, potrzebowaliśmy cztery tysiące skrzynek mchu i około dziesięciu ton bukszpanu. Inny przykład - do ostatniej jesiennej produkcji potrzebowaliśmy 150 ton jodły. Przypomnę, że w naszym przypadku chodzi o same gałązki, które są dosyć lekkie. Taka ilość jodły to kilkanaście pełnych tirów. - A jaka jest zazwyczaj skala produkcji? - Od kilku do kilkudziesięciu tysięcy sztuk. Bywało, że przed świętami z gotowymi produktami wyjeżdżało od nas 50 tirów. - Zatem produkcja polega więc wyłącznie na złożeniu wszystkich elementów? - W zasadzie tak. Mając wszystkie materiały trzeba je umiejętnie złożyć. Jednak produkt musi odznaczać się pewną jakością, a tego nie da się osiągnąć bez dobrego surowca i specjalistycznego sprzętu. - Ilu ludzi pracuje nad jedną partią towaru? - Zależy to od wielkości tej partii. Zazwyczaj większe zamówienia mamy przed Bożym Narodzeniem, trochę mniejsze przed Wielkanocą, a najmniejsze przed Świętem Zmarłych. Jeśli zamówienie jest duże potrafimy zatrudniać ponad 300 osób. Praca odbywa się wtedy na trzy zmiany. Trwa od tygodnia do kilku tygodni. W tej chwili pracuje u nas około 160 osób, na dwie zmiany. - Czy są plany rozwoju firmy? - Owszem. Chcemy ponownie zainwestować w hale produkcyjne i magazynowe. Tym samym zwiększyć produkcję. - Dziękuję za rozmowę.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze