Reklama

Widziane z oddali - Wolność słowa radnego

12/11/2008 18:53
Kuriozalna sprawa sądowa, o której napisał ostatnio „Głos Siemiatycz”, w której siemiatycki radny miejski Eugeniusz Mudel został pozwany przez spółkę miejską (Przedsiębiorstwo Komunalne w Siemiatyczach) za naruszenie dóbr osobistych, warta jest krótkiego choćby komentarza o charakterze bardziej ogólnym dotyczącego granic korzystania z wolności słowa przez radnych i innych członków podobnych ciał wybieralnych.
          Dotykamy tu problemu bardzo delikatnego, a równocześnie o niezwykle dużym znaczeniu dla demokracji, zwłaszcza na szczeblu samorządu lokalnego. Gwarancje wolności słowa radnych, podobnie jak posłów i innych osób demokratycznie wybranych do reprezentowania określonej społeczności daje konstytucja oraz Europejska Konwencja Praw Człowieka.
          Trybunał w Strasburgu, będący tu autorytetem, wielokrotnie wskazywał na kluczowe znaczenie gwarancji swobody krytyki, z której tacy przedstawiciele muszą korzystać, bo oni właśnie „reprezentują swoich wyborców, zwracają uwagę na ich troski i bronią ich interesów”. Z tego wynika, że jakiekolwiek działania ograniczające swobodę wypowiedzi radnego mogą być podjęte tylko zupełnie wyjątkowo.
          Rada powinna być ważnym miejscem debaty publicznej o wszystkich, często trudnych i niechętnie wyciąganych na światło dzienne problemach. W trosce o demokrację i wspólny interes chodzi o to, aby mogła toczyć się bez obawy procesów sądowych lub innych szykan. Każdy radny musi mieć poczucie, że ma swobodę wypowiadania się i odpowiednie gwarancje. Bez tego rada – podobnie jak i parlament - staje się ciałem jałowym i martwym.
          Dlatego właśnie radnemu musi być wolno bezkarnie mówić więcej niż innym.

          Marek Antoni Nowicki, Tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama