Reklama

W głowie się nie mieści - Podlaska uczciwość - Drohiczyn

05/10/2009 00:28
Niemiłą przygodę z siemiatyckim Przedsiębiorstwem Komunalnym miał pan Grzegorz Sobolewski. - Dowiedziałem się, że skoro jestem z Warszawy, to jestem oszustem i że nie zachowuję się jak lekarz. To wszystko dlatego, że nie przeszedłem spokojnie nad faktem wylania na moją posesję 100 litrów zużytego oleju.

          Pan Grzegorz ma działkę w Drohiczynie, na której buduje dom. Musiał skorzystać z pompy do betonu, którą wynajęło mu siemiatyckie Przedsiębiorstwo Komunalne. Maszyna się zepsuła, operatorzy naprawiali ją na działce pana Sobolewskiego, zużyty olej wylewając na ziemię pod budowanym domem. Struga oleju rozlała się dookoła domu. Jak twierdzi pan Grzegorz - nikt go o fakcie nie poinformował:
          - Stało się to 1 września, ja przyjechałem na działkę 5 września. Dookoła domu były olejowe plamy. Nikt z PK, ani operatorzy maszyny, ani kierownictwo, ani prezes nie poinformowali mnie o tym. Gdybym nie przyjechał, jeszcze przez jakiś czas nic bym nie wiedział. Od panów, którzy budują dom wiem, że ci panowie z PK przyjechali z zapasowymi częściami, to nie to, że raptem coś się stało, że nieprzewidziana awaria. Oni jechali na moją działkę z zamiarem wymieniania tych wszystkich części. Zrobili sobie warsztat na mojej posesji. A prezes przedsiębiorstwa rozmawia ze mną w arogancki sposób, wręcz mnie obraża. Usłyszałem, że w ogóle sobie wymyśliłem to wszystko, że on jest z Podlasia i jest uczciwy, a ja, skoro jestem z Warszawy, to jestem oszustem. Tak się składa, że pochodzę z Podlasia, z Białegostoku. Mówię, że wysłał do pracy uszkodzoną maszynę, a on na to, że nie uszkodzoną tylko zużytą i że kim ja jestem, że nie zachowuję się jak lekarz, bo on ma w rodzinie lekarzy i ci zachowują się inaczej... Chore, po prostu w głowie się nie mieści. Tak traktować klienta?!
          Trzy dni później spotkaliśmy się w Drohiczynie. Na miejscu byli pracownicy PK, a pan Grzegorz był „na gorąco” po spotkaniu z prezesem Majerem: - Ja jedno słowo, on trzy. I że ja w niczym nie mam racji, bo tylko on się zna na wszystkim. Żąda ode mnie protokołu zniszczeń. Więc ja na piśmie poproszę to, co żeście tu widzieli, co oszacowali i co chcecie zrobić. Nie mam pretensji do panów. Nie możecie odpowiadać za słowa swego szefa.
          - Awarii maszyny nie da się przewidzieć – starał się polubownie załatwić sprawę pan Leoniuk z siemiatyckiego PK. - Rozgłosu pan narobiłeś, jakby nie wiadomo co się tu stało. Usuniemy to oczywiście, mamy taki obowiązek. A już żeby była ścisłość, to na uzupełnienie instalacji w maszynie poszło tylko 75 litrów oleju. Powiedziałem panu telefonicznie, że wszystko zrobimy, ziemię wybierzemy, a pan ochronę środowiska, policję powiadamia. Huk nic nie da, w życiu i nam się noga poślizgnie i panu też może.
          Pan Grzegorz jest przekonany, że gdyby „huku” nie narobił, olej pozostałby na jego działce: - Dopiero jak zadzwoniłem na policję i do ochrony środowiska, to zaczęto ze mną rozmawiać. Najpierw usłyszałem, żebym „wziął kamaza i przysypał to sobie”. Jak mogę być spokojny, kiedy mam wylany olej pod domem? Teraz kłótnia z prezesem, czy oleju było 100 czy 75 litrów, czy wystarczyło na rozruch czy nie? Pierwszy raz zdarza mi się być potraktowanym w taki sposób.
          Już o godz. 7.30 następnego dnia pracownicy PK sprzątnęli posesję pana Grzegorza. Wywieźli 10 dwudziestopięciolitrowych beczek oleju i 2 kamazy zanieczyszczonej ziemi.
          - Pracownicy raz jeszcze przepraszali za zachowanie prezesa... - mówi pan Sobolewski - Pokazali klasę. I wszystko pięknie sprzątnęli.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama