Reklama

Turystyka w powiecie bez kokosów

27/09/2007 20:38
Najwięcej turystów tego lata odwiedziło Mielnik, ale to też zależało od pogody.
Czy tegoroczne wakacje były dobre dla branży turystycznej w naszym powiecie?
Naszym rozmówcom zadaliśmy jedno pytanie: czy podczas minionych wakacji zanotowali wzmożony ruch turystyczny?
          Przejazdem w Siemiatyczach

          Eugeniusz Nowak, przewodnik turystyczny: - Jeśli chodzi o Siemiatycze, to turystyka wypada słabo. Na pewno turystów w formie grup zorganizowanych i wycieczek jest mniej, niż w latach ubiegłych. Jeśli są w Siemiatyczach, to tylko przejazdem, bo co tu zwiedzać? Trochę lepiej wygląda to na tle indywidualnej turystyki, ale to też żadna rewelacja. Inny mankament - brakuje w Siemiatyczach miejsc noclegowych. Nieco inaczej turystyka rysuje się poza Siemiatyczami. Jeśli oprowadzam po naszym powiecie wycieczki, to koncentrujemy się na: Drohiczynie, Mielniku i Świętej Górze Grabarce. Z zagranicznych turystów miałem tylko jedną grupę - członków Związku Polaków z Łotwy.
          Po mapkę do urzędu
          Anna Bereza, naczelnik wydziału gospodarczego i promocji powiatu w starostwie w Siemiatyczach mówi, że zainteresowanie ofertą turystyczną powiatu jest spore: - Owszem, podczas wakacji przychodzili do nas turyści jako do punktu informacji turystycznej. Głównie po materiały o naszym terenie - mapki, foldery. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy do naszej siedziby dotrze, ale mimo to z roku na rok takich osób jest coraz więcej. Najczęściej były to pojedyncze osoby lub kilkuosobowe grupy, które przebywając na naszym terenie na własną rękę chciały sobie zorganizować czas. Poza tym dostajemy dużo pytań i próśb drogą internetową o ciekawe punkty do zwiedzania w naszym powiecie. Warto dodać, że rozgłos ma już organizowany przez nas co roku spływ kajakowy. O tej imprezie słyszało dużo ludzi i ci też kontaktują się z nami, pytając o terminy kolejnych spływów bądź o oferty wynajmu kajaków indywidualnie.
          Internet
          Marcin Korniluk, prezes Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno - Ekologicznych w Siemiatyczach, też udziela informacji turystycznej: - Dostajemy mnóstwo pytań drogą internetową i telefonicznie. Ludzie pytają o atrakcyjne punkty na naszym terenie - głównie ci, którzy będą przejeżdżać przez Siemiatycze. Często zdarza się, że jadą do Białowieży i chcą na kilka godzin zostać w Siemiatyczach lub okolicy. Ostatnio były nawet pytania, w których lasach jest u nas najwięcej grzybów. Oprowadziliśmy też osiem grup turystów z zagranicy - głównie po Mielniku, Drohiczynie i Grabarce.
          Cezary Mudel, właściciel Pensjonatu "Cezar" w Siemiatyczach: - Owszem, podczas wakacji zanotowaliśmy wzmożony ruch w naszym pensjonacie i restauracji. Jeśli chodzi o noclegi, to ludzie zatrzymywali się głównie na jedną noc, będąc tu przejazdem. Byli też tacy, którzy pytali o to, co ciekawego w okolicy można zobaczyć. Wtedy proponowałem na przykład Białowieżę, do której jest godzina jazdy samochodem, tym samym zostawali u mnie dłużej. Latem więcej było też gości z zagranicy, głównie z krajów nadbałtyckich - Łotwy, Estonii, Finlandii. Wnioskuję, że jechali na wschód Europy. Wracając, za około dwa tygodnie, ponownie zatrzymywali się u mnie. Podsumowując, kokosów nie było, ale ruch był większy niż w okresie pozawakacyjnym.
          Sklep "Pamiątki nie tylko z Podlasia" też sprzedaje produkt turystyczny, ale w innej postaci - lokalnego rękodzieła i regionalnych pamiątek. Właściciele tego punktu podkreślają, że podczas wakacji sprzedaż była nieco większa.
          - To był oczywiście etap przejściowy, bo jest już po wakacjach i wracamy do sprzedaży, jaką mieliśmy poza sezonem, ale owszem, latem zanotowaliśmy trochę lepszą sprzedaż pamiątek. Rzadko były to zorganizowane wycieczki, częściej indywidualni klienci - najczęściej dzieci. Z lokalnych wyrobów najbardziej schodziły drewniane kubki z napisem "Siemiatycze" i drewniane bociany. Trafiali się też zagraniczni turyści i tacy najczęściej kupowali orła - mówi sprzedawczyni.

          Drohiczyn

          Urszula Tomasik, dyrektor M-GOK w Drohiczynie, gdzie znajduje się informacja turystyczna: - Zainteresowanie naszymi stronami jest. W tym roku mieliśmy dużo telefonów od potencjalnych turystów, sporo ludzi odwiedzało naszą stronę internetową, ale samych turystów niestety dużo nie było. Tak jest już od kilku lat.
          Właścicielka gospodarstwa agroturystycznego w gminie Drohiczyn, chcąca zachować anonimowość: - Kokosów nie ma. Owszem, byli letnicy, którzy zarezerwowali sobie miejsca wcześniej. Jeśli była kiepska pogoda, to wyjeżdżali. Było tylko więcej telefonów niż poza sezonem.
          Właściciel domku kilkuosobowego dla gości w Drohiczynie: - Był wzmożony ruch, ale liczyłem na więcej. Kokosów nie ma. Jeśli byli turyści, to raczej weekendowi.

          Mielnik górą

          Jolanta Galecka z urzędu gminy w Mielniku mówi: - Od momentu, kiedy zajmuję się informacją turystyczną, a więc od 6 - 7 lat, ten rok pod względem turystów był zdecydowanie najlepszy. Przychodziło do nas bardzo dużo ludzi przebywających w Mielniku lub okolicy, jak również przejeżdżających przez naszą miejscowość. Rozdaliśmy mnóstwo map, folderów i informatorów. Najczęściej były to kilkuosobowe grupy, zdarzały się też wycieczki.
          Jerzy Śnieżko, prezes Stowarzyszenia "Puszcza Mielnicka": - Jeśli chodzi o wakacje, to ruch był wzmożony, ale są to turyści raczej weekendowi lub przyjeżdżający na kilka dni. W zasadzie u nas na wakacyjny sezon składają się trzy miesiące i wtedy co roku gospodarstwa agroturystyczne w okolicy mają turystów. Porównując tegoroczne wakacje do tych sprzed lat, to poziom zainteresowania naszymi ofertami jest podobny. Ale ważnym czynnikiem jest pogoda. Jeżeli aura zapowiada się niekorzystnie, nawet ci, którzy zarezerwują miejsca, po części rezygnują. Na to nie mamy wpływu. Przydałaby się więc jakaś wspólna oferta, aby czymś zainteresować potencjalnego turystę.
          Jan Zduniewicz, właściciel Pensjonatu "Panorama" w Mielniku: - Owszem, latem ruch był wzmożony, ale najbardziej warunkowała to pogoda. Jeśli była ładna - turystów było sporo. Tego lata dało się też zauważyć większy napływ już nie tylko turystów z Warszawy, ale i z dalszych zakątków Polski - z zachodniopomorskiego, ze Śląska. Byli to ludzie starsi, po pięćdziesiątce. Przyjeżdżali z ciekawości i w jednym celu - zobaczyć nasze wschodnie kresy. Cudzoziemcy też się trafiali, ale to był znikomy procent.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama