Reklama

Tajemnice Wilanowa

28/09/2008 18:21
Pod koniec lipca zgłosił się do nas pan Sawczuk z Wilanowa, który chciał na swojej działce, oddalonej ok. 500 metrów od głównej drogi, wykopać basen.

          - W Wilanowie nic takiego nie ma, ani rzeczki, a dzieciaki czy nawet dorośli mieliby sie gdzie pokąpać. Basen miał mieć 30 x 15 metrów. Mam swój sprzęt, kopałem i wyszło jak wyszło, stało się, jak się stało i teraz nie wiem, czy jest prawo, bym mógł dalej kopać.
          W trakcie prac koparką pan Sawczuk dokopał się do grobów:
          - Nawet specjalnie głęboko nie kopałem, gdy trafiłem na ludzkie szkielety. Głowy leżały skierowane na północ, wszystkie ciała ułożone były w kierunku wschód - zachód, chowane na ok. 1 metra głębokości. Oprócz kości znaleźliśmy jeszcze kawałki drewna, może z trumny.
          Kiedy pan Sawczuk zauważył szkielety przerwał prace, to, co wysypało się spod łyżki koparki córka pana Sawczuka zebrała do reklamówki i umieściła z powrotem w ziemi.
          - Nie, bać sie nie baliśmy, ale jednak tak trochę nieswojo się zrobiło. Przede wszystkim chcieliśmy wiedzieć, do czego się dokopaliśmy, może być to jakieś cmentarzysko, albo może jakaś osada. No i czy nadal możemy prowadzić prace w tym miejscu.
          Cmentarzyk wiejski
          Do Wilanowa przyjechał archeolog Jerzy Maciejczuk z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Białymstoku:
          - Da się zauważyć, że groby są półokrągłe, mogły to być kopanki, a zmarli mogli być chowani w wydrążonych, starych pniach drzewa. Badania pokazałyby to dokładnie. Na pierwszy rzut oka wygląda to na cmentarzyk wiejski z XVI lub XVII wieku. Jest problem, bo nie ma zapisów w księgach parafialnych, brak danych identyfikacyjnych tych zmarłych. Gdyby teren był wilgotny (byliśmy na miejscu, kiedy ziemia była wysuszona - AK) można byłoby określić ilość grobów. Orientacyjnie to jakieś 9 grobów.
          Wilanowo - wielka niewiadoma
          - Kiedyś słyszeliśmy, - mówi żona pana Sawczuka - że na początku Wilanowa był kościół z czasów potopu szwedzkiego. Też są ludzkie gadania, że wieś nie biegła tak, jak teraz wzdłuż ulicy, tylko była bardziej cofnięta w głąb, właśnie tak, jak to znalezisko. Pole, na którym znaleźliśmy szkielety, należało do ojca mego teścia. Teraz ma 96 lat, on to pole jeszcze uprawiał, i też mówił, że słyszał, że tym polem „szła” wieś. On tego nie pamięta.
          - Myślę, że już nikt nie pamięta, poumierali wszyscy - dodaje pan Sawczuk. - Mówiono, że był tu kiedyś dwór. Na cmentarzu też są groby z 1520 roku. Na pewno kościół był na początku Wilanowa, potem przeniesiono go do Tokar. Z innych opowieści wiem, że obok miejsca, gdzie chciałem kopać basen było źródło, taka studnia ze zrębem zrobionym z kołków dębowych. Wilanowo to wielka niewiadoma.
          - Nowożytne cmentarzyska przeważnie nie mają wyposażenia, wykopuje się tylko kości. Chociaż zdarzało się, że podczas prac archeologicznych znajdowano przedmioty codziennego użytku. Związane to było z wierzeniami ludzi z tamtego okresu, z obrzędami przy pochówku zmarłych czy odwiedzin grobów. W czasach nowożytnych, jeśli do parafii było daleko, to chowano ludzi niedaleko wsi. Na taki właśnie wiejski cmentarzyk wygląda mi to znalezisko. Gdyby był to cmentarz wojenny czy groby wojenne, ludzie by to pamiętali, chociażby z ustnych przekazów. Poza tym znaleziono by jakieś kawałki hełmów. Kiedyś mieliśmy takie znalezisko, że przy grobach znaleziono menażki, na których były dane poległych, tak udało się ich zidentyfikować.
          Kto za to zapłaci?
          Jerzy Maciejczuk, już w czasie wizyty w Wilanowie, nie ukrywał, że może być trudno przeprowadzić szczegółowe badania: - My jesteśmy urzędem, jesteśmy od zabezpieczenia znalezisk, od badania są archeologowie, prac nie prowadzimy jako takich. A w tym przypadku ani miejsce jakoś specjalnie się nie nazywa, ani księża nic nie wiedzą. Cmentarz nie był robiony „na szybko”, widać, że jest uporządkowany, regularny. Nie widać też żadnych kamieni, a zdarza się przy nowożytnych cmentarzach, że znajdowano stelle, czyli kamienie z wyrytymi krzyżykami. Po powrocie do Białegostoku spróbuję znaleźć ekipę wolnych archeologów, którzy zajęliby się tematem, w ogóle poszukam więcej informacji na temat Wilanowa. Ale też trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki efekt chcemy uzyskać. Możemy oddać kości do analizy, będziemy wiedzieć ile kobiet, ile mężczyzn tu leży, dlaczego zmarli. Owszem, mogą być to ciekawe informacje, dadzą nam wiedzę o ludziach z tamtego okresu, da nam to model ówczesnego społeczeństwa. Pozostaje pytanie - kto za to zapłaci.
          Za mało pieniędzy na badania
          Po prawie dwóch miesiącach dowiedzieliśmy się, że badań archeologicznych w Wilanowie raczej nie będzie. Jerzy Maciejczuk rozmawiał z archeologami z Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków, który pomaga finansować badania - niestety, znalezisko w Wilanowie się do nich nie kwalifikuje. Powód - za mało pieniędzy.
          - Zresztą nawet na te najciekawsze stanowiska, które sam osobiście chciałbym przebadać nie starcza pieniędzy. Jedyne wyjście jest takie, że właściciel byłby skłonny partycypować w kosztach. No i problem jest z archeologami. Podlascy archeolodzy są rozchwytani, ruszyły remonty dróg, nasi archeolodzy wygrali przetarg na badania przy tych remontach, a terminy są krótkie. Namawiałem ich, żeby przynajmniej w zakresie podstawowym znalezisko przebadać.
          Zakaz kopania
          Pozostaje pytanie, co z basenem w Wilanowie. Okazuje się, że pan Sawczuk nie może kopać dalej w tym miejscu, Jerzy Maciejczuk przygotowuje oficjalne pismo: - Po rozmowach, które zdołałem przeprowadzić wiem, że będzie zakaz eksploracji w tym miejscu konkretnym. Chodzi o to, żeby nie odbywało się to w sposób nieuporządkowany. Tak stanowi prawo, że teren należałoby przebadać. Jak wspomniałem, problemem jest brak pieniędzy i koło się zamyka.
          Pan Sawczuk w międzyczasie sam poszukał odpowiednich informacji na temat stanu prawnego wykopaliska, jak mówi, też wie, z czym w drogownictwie wiążą się tego typu znaleziska. Wykop pod basen zasypie, a zrobi go w innym miejscu.
          - A to miejsce pozostanie tajemnicą. Córka, szukając informacji w Internecie, znalazła opis sposobu pochówku taki jak to „nasze” cmentarzysko i podana była informacja, że coś takiego ma z tysiąc lat. Syn znów jak zasypywał część tego dołu, znalazł jeszcze resztki takiego jakby spalonego drewna. Może czarownice tam palono?

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JSW
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama