- Polonia bardzo zaktywizowała się przy okazji tegorocznych wyborów. Ludzie przekonali się, że faktycznie dostarczyliśmy wszystkie głosy na czas - mówi Jack Waldhaus, koordynator Sztabu Pomocy Belgia.
Pomóc Polonii oddać głos w wyborach prezydenckich - taki jest cel Sztabu, który od maja działa jako stowarzyszenie. W pierwszej turze, w ciągu 7 godzin, 9 mobilnych urn trafiło do kilkunastu belgijskich miast m.in., do Wavre, Namur czy Antwerpii. W niedzielę 12 lipca wolontariusze odwiedzą 44 miasta.
- Skąd taki pomysł?
- W maju wysyłaliśmy listy z podziękowaniem dla wszystkich wolontariuszy, którzy byli zaangażowani w pracę naszego zespołu podczas ograniczenia ruchu w Belgii, na skutek pandemii koronawirusa. Wiele listów nie trafiło do adresatów. Kiedy dowiedzieliśmy się, że poczta będzie rozsyłała pakiety wyborcze, wiedzieliśmy, że to się nie uda. Co więcej, większość pakietów dostarczono w środę i czwartek, a wybory pierwszej tury miały odbyć się w niedzielę. Spora część osób chcąc mieć pewność, że głosy dotrą do komisji wyborczej na czas, odnosiła je osobiście. Inni korzystali z usług kurierskich lub opcji listów poleconych. Wiemy też, że listy polecone nie były odbierane przez konsulat, a wyborcy specjalnie przepłacali za koszt wysyłki, aby być pewnym dostarczenia. Opóźnienia wynikały z wielu przyczyn.

Dziesięć dni przed wyborami ok. 2.500 pakietów zostało zalanych deszczem. Ponadto konsulat informował wyborców o tym, że w niektórych pakietach brakuje listy do głosowania. Na skutek ludzkich pomyłek, które jak wiemy, nieraz mają miejsce. Zdecydowaliśmy, że pomożemy w organizacji wyborów. Co, prawdę mówiąc, do tej pory nigdy się nie zdarzyło. Konsulat wystąpił o zgodę do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ministerstwo odmówiło, ale nasza współpraca odbyła się drogą nieoficjalną. Dwa dni przed głosowaniem 28 czerwca mieliśmy również kontakt w związku z technicznymi wskazówkami dowozu pakietów. Belgia jest specyficznym krajem. Tak naprawdę tutaj każdy sąsiad może przekazać swój pakiet innemu z prośbą o dostarczenie głosu do komisji wyborczej i jest to dozwolone.
- Jak przebiegały przygotowania do pierwszej tury wyborów i samo głosowanie w trasie?
Osoby wspomagające pierwszą turę wyborów cały czas działają czynnie w Sztabie. Organizacja przebiegała sprawnie. W ciągu 6 godzin skleiliśmy 9 urn. Na drugą turę szykujemy ich 21. Spotkaliśmy się o 9.00 w Brukseli. Wszystkie auta wróciły pod konsulat ok. 17.00-17.30. Trasy są ułożone w ten sposób, aby wszystkie auta wróciły w tym samym momencie do Brukseli. Chcemy uniknąć przestojów.
Podczas pierwszej tury zebraliśmy 550 pakietów wyborczych. Tworzyliśmy w internecie relacje na żywo z otwierania urn przed komisją wyborczą. Liczyliśmy wszystkie pakiety na oczach widzów. Podczas ostatniego wyjazdu dwa głosy były niekompletne, czyli nie posiadały odpowiedniej koperty. W chwili otwarcia urny zostały odnalezione. Mężowie zaufania włożyli je do odpowiedniej koperty, podpisali numerem komisji i wrzucili do urny, znajdującej się w komisji wyborczej.

Gdziekolwiek pojawiają się wolontariusze, odzew jest niesamowity. Nie znamy miejscowości, które odwiedzamy, bo w większości jesteśmy z Brukseli. Dlatego prosimy Polaków, aby podali nam konkretne miejsca postojów. W Hasselt pomyliliśmy parkingi przy Carrefour i zastanawialiśmy się, dlaczego nikogo nie ma. Podjechali do nas Polacy i powiedzieli, że stoimy na złym parkingu. Poprosiliśmy, żeby przewieźli nas we właściwe miejsce. Okazało się, że czekało tam kilkadziesiąt osób. Spływają pytania, czy na pewno będziemy w Hasselt, bo wszyscy chcą ponownie skorzystać z naszej pomocy.
- Proszę opowiedzieć więcej o konstrukcji urn. Jaka jest pewność, że głosowanie jest tajne?
- Są bardzo mocno zabezpieczone tak, aby nikt nie mógł ich otworzyć. Co prawda wyglądają na papierowe pudła zaklejone zwykłą taśmą, ale tak nie jest. Użyliśmy specjalnej budowlanej taśmy. W przypadku zerwania jej z urny automatycznie cały karton jest rozrywany. Nie ma więc miejsca na manipulację. Sam otwór do wrzucenia koperty jest niewielki, nieodpowiednio wrzucony głos, może więc zablokować możliwość wrzucania kolejnych. Jeśli ktoś czuje potrzebę sprawdzenia co dzieje się z urnami w trakcie zbierania głosów, zawsze może jeździć za nami. Każdy, kto chce sprawdzić, czy głos faktycznie dotarł do komisji wyborczej, może też zadzwonić do konsulatu i zapytać.

- Spotykał was też ostracyzm. Czy przytrafiały się jakieś niespodziewane wydarzenia?
- Trafiliśmy na osoby pod wpływem alkoholu, które miały zastrzeżenia do naszych działań. Nie wszyscy czytają przepisy, które mówią o tym, że nasza akcja odbywa się w granicach prawa. Przy organizowaniu wyborów jest zupełnie inaczej niż przy innych typowych akcjach społecznych. Część ludzi zarzuca nam przynależność do takiej czy innej partii politycznej. To bardzo dobrze, bo pokazuje, że tak naprawdę jesteśmy bezstronni. Nie ma znaczenia do kogo dowozimy pakiety, nie sprawdzamy sympatii i antypatii politycznych. Wypełniamy lukę, która powstała. Tworzymy możliwość dostarczenia oddanego przez wyborcę głosu do komisji wyborczej.
Mieliśmy jedną bardzo konfliktową sytuację nt. myślenia o tym, na czym polega nasza działalność z jednym z internautów. Porozmawialiśmy z tą osobą przez telefon. Żadna ze stron nie zmieniła swojej pozycji, ale udało nam się dojść do wspólnego stanowiska i stwierdzić, że nie musimy wzajemnie się stresować. Wszędzie zdarzają się hejterzy. Najważniejsza w takich sytuacjach jest komunikacja. Spokojny dialog z drugim człowiekiem.

- Sądzi Pan, że w Belgii przybędzie wyborców w drugiej turze?
- Obserwując ilość zebranych pakietów podczas pierwszej tury, myślę, że oddanych głosów w niedzielę może być więcej. Wszyscy zobaczyli, że dostarczyliśmy pakiety. Aktualnie ludzie zgłaszają chęć udostępnienia własnych aut czy wynajęci firm ochroniarskich, żebyśmy mogli bezpiecznie działać. Dlatego mogliśmy zwiększyć ilość tras z 3 do 7. W akcji weźmie udział 16 wolontariuszy. Z tego, co pamiętam, w pierwszej turze było zarejestrowanych ok. 300 tys. ludzi. W tej chwili ta liczba sięga pół miliona. Statystki z naszych mediów społecznościowych pokazują, że zainteresowanie odbiorem pakietów wyborczych w drugiej turze jest niesamowite. Prawdopodobnie impuls do głosowania wynika z tego, jak potraktowano Polonię. Co widać nie tylko w Belgii.
Samo zmniejszenie liczby komisji wyborczych nie ma aż takiego znaczenia, bo umożliwiono wybory korespondencyjne. O wiele większy problem stanowi ograniczenie możliwości odesłania pakietu wyborczego na czas. Bardzo dużo oddanych głosów przyszło do komisji wyborczych w poniedziałek po wyborach pierwszej tury. W tej chwili są nieważne. Opóźnienia i wiele innych czynników wpływają na to, że odbiera lub ogranicza nam się prawo do głosowania. Pojawia się bardzo dużo błędów. Np. jeśli pakiet wyborczy z wpisanym kandydatem jest w pierwszej kopercie, ale większość ludzi nie wrzuciła do niej podpisanego oświadczenia, że jest się osobą oddającą głos, jest on nieważny.

- Czy wg Pana koronawirus może mieć wpływ na frekwencję wyborczą w Belgii?
- Myślę, że w drugiej turze większy wpływ mogą mieć wakacje, chociaż wielu ludzi pyta o możliwość dostarczenia ich głosów przez znajomych. Same komisje wyborcze nie są bardzo oblegane. Ludzie korzystają z poczty, przynoszą koperty osobiście. Mają jednak świadomość obecności wirusa. Wiemy, że fala zachorowań może powrócić. Patrzymy ze zdziwieniem na organizowane w Polsce spotkania z wyborcami. Myślę, że w Belgii nie byłoby szans na podobne zachowania ze względu na zdecydowaną reakcję policji
- Co ludzie przebywający w Belgii myślą, czego sobie życzą?
- Przede wszystkim chcielibyśmy, żeby sytuacja w Polsce ustabilizowała się. Większości ludzi wydaje się, że jesteśmy wyłączeni z życia w kraju, ale tak naprawdę każdy z nas ma tam rodzinę. Praktycznie wszyscy w Belgii mamy polską telewizję, spędzamy w Polsce urlopy, uczestniczymy w życiu publicznym. Niekiedy Polonia jest bardziej zaangażowana w podtrzymywanie polskich tradycji, niż ludzie w Polsce, którzy nie muszą tego robić.
Życzymy sobie, abyśmy byli bardziej doceniani i zauważani, bo po tym, co robimy na emigracji, ludzie na świecie widzą, jacy są Polacy. Jeśli Belgowie, Francuzi, Niemcy będą postrzegać Polaków wyłącznie przez pryzmat polityki, będą mieli o nas złe zdanie. Kiedy włączamy się we wspólne międzynarodowe akcje, rzutuje to pozytywnie na nasz wizerunek.
Eleni Kryńska, fot Sztab Pomocy Belgia
Trasy Sztabu Pomocy Belgia w dniu wyborów można zobaczyć pod tym linkiem
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze