Przez ostatnich 8 lat pracował jako rzecznik podlaskiego oddziału NFZ. Od 4 miesięcy jest po drugiej stronie systemu. W sierpniu został zatrudniony jako p.o. dyrektora, a w połowie listopada wygrał konkurs i oficjalnie został szefem powiatowej placówki. Mowa o Adamie Grzegorzu Dębskim, który od miesiąca jest dyrektorem SP ZOZ Siemiatycze
Z nowym dyrektorem rozmawiamy o obecnej kondycji szpitala, jego problemach i planach rozwoju.
- Mam 32 lata, od 25 lat jestem związany z Białymstokiem. Tam ukończyłem szkołę podstawową, średnią, później studia na Uniwersytecie w Białymstoku. Potem były podyplomowe studia w zakresie zarządzania funduszami europejskimi, w zakresie zarządzania w administracji publicznej i studia doktoranckie w SGH w zakresie ekonomii. Zawsze byłem człowiekiem aktywnym. Pierwszą prace zacząłem w 1999 r. Miałem wtedy 16 lat i zostałem dziennikarzem lokalnej rozgłośni radiowej. Jeszcze przed maturą zostałem korespondentem i wydawcą ogólnopolskiej sieci Radia Plus, potem pracowałem w Polskim Radiu Białystok, tak więc przez dużą część swojego dotychczasowego życia zawodowego byłem dziennikarzem. Później zostałem rzecznikiem prasowym - najpierw w urzędzie wojewódzkim, potem 8 lat w NFZ. Od sierpnia pracuję tutaj, mam żonę, dwóch synów.
- Siemiatycze to małe miasto, niedające zbyt wielkich możliwości rozwoju, stosunkowo daleko od Białegostoku. Szpital w jego obecnej kondycji nie jest łatwą placówką, dlaczego więc postanowił pan spróbować swoich sił w zarządzaniu tą jednostką?
- Przez osiem lat pracy w NFZ poznałem system ochrony zdrowia od strony finansowania. Wiem jak się kontraktuje, rozlicza, kontroluje świadczenia. Zawsze bliskie mi były także sprawy praw pacjenta. I decydując się na tę pracę chciałem swoje przekonanie o tym, że pacjent w systemie jest najważniejszy zrealizować w praktyce. Wiem jak to powinno wyglądać w teorii i chciałem taki przyjazny pacjentowi szpital próbować budować tutaj. Szpital w Siemiatyczach ma oczywiście wady, ale ma też sporo zalet, których bardzo często ludzie sobie nie uświadamiają. Jako całość jest wartościową instytucją, dlatego chciałem, żeby ta perspektywa propacjencka miała szansę tutaj się realizować.
- Mówi pan o zaletach szpitala. Proszę podać przykład?
- Niewątpliwą zaletą szpitala są ludzie. Wielu z nich daje z siebie bardzo dużo. Pierwszy przykład – w ZOL-u Bacikach jest organizowana wigilia i chcielibyśmy żeby dzieci, które tam mieszkają otrzymały prezenty. Oczywiście zwracamy się do sponsorów, ale proszę sobie wyobrazić, że pracownicy ZOL-u sami własnoręcznie wykonują pocztówki, które sprzedają i dzięki temu będą mieli pieniądze na prezenty dla dzieci. Ci pracownicy nic z tego nie mają, oprócz satysfakcji i poczucia, że zrobili coś dobrego z okazji świąt. Bardzo żałuję, że takich ludzi nie można lepiej wynagradzać finansowo. Jeśli chodzi o poziom usług, uważam, że jest w zdecydowanej większości dobry lub bardzo dobry. Uważam, że mamy naprawdę bardzo dobrą ortopedię, niczym nieodbiegającą od innych ośrodków, mamy wysokiej klasy tomograf, który jest na pewno naszym dużym atutem. Wiele procedur chirurgicznych jest wykonywanych na wysokim poziomie, oczywiście biorąc pod uwagę skalę – to szpital powiatowy, a nie kliniczny. Zakład pielęgnacyjno-opiekuńczy przy wszystkich uwarunkowaniach takiego oddziału, też jest dość mocnym punktem. Co do oddziałów szpitalnych, jest na pewno trochę do poprawienia, ale nie uważam, żeby jakość usług była niedobra. Jestem przekonany, że szpital jest lepszy od swego wizerunku, lepszy od poziomu zaufania pacjentów. To właśnie jest praca do wykonania dla mnie, jako dyrektora, dla administracji i wszystkich pracowników, począwszy od pierwszego kontaktu, od rejestratorki po ordynatorów oddziałów. Uważam, że to jest rzecz, która powinna się zmienić w najbliższym czasie.
- Jak ocenia pan możliwości dalszego rozwoju szpitala? Kiedy przeciętny mieszkaniec powiatu, pacjent będzie widział, że szpital siemiatycki poszedł krok na przód.
- Myślę, że szpital idzie krok na przód nieustannie od dłuższego czasu. Trzeba jednak oddzielić tu dwie rzeczy – kwestie kompleksowości usług i kwestie sytuacji finansowej. W ostatnich latach w szpitalu zaczął działać tomograf, wyremontowano rehabilitację i oddział chirurgiczny, prowadzimy teraz remont oddziału wewnętrznego. To są rzeczy, które poprawiają jakość usług. Drugą sprawą jest nieidący za tym w parze poziom finansowania. Ostatnie lata przyniosły bardzo wiele inwestycji, które dziś nas obciążają finansowo.
- Gościliśmy niedawno w Siemiatyczach delegację z Kamieńca na Białorusi. Jak mniemam wizyta miała również związek z tym, o czym na jednej z ostatnich sesji mówił starosta Zalewski - szanse na rozwój szpitala upatruje się we współpracy z tym miastem. Czy pan też widzi w tym możliwości?
- Zdecydowanie tak. Nie chciałbym na razie zdradzać zbyt wielu szczegółów, ale nie jest tajemnicą, że nasz szpital wymaga dużego doinwestowania. Pewne inwestycje są niezbędne z punktu widzenia standardów unijnych. Mamy przyjęty program dostosowawczy, który krok po kroku jest realizowany, ale są w nim jeszcze duże wyzwania, m.in. dostosowanie bloku operacyjnego, modernizacja centralnej sterylizatorni, zagospodarowanie szpitala. Ani szpital ze swoich środków, ani starostwo nie są w stanie tego sfinansować, więc na dobrą sprawę pozostaje albo wieloletni kredyt, który też jest zawsze obciążeniem, albo tu jest szansa na atrakcyjne dofinansowanie z funduszy unijnych. Nasza współpraca z Białorusinami polegałaby na przystąpieniu do programu transgranicznego - szpital w Kamieńcu ma podobne problemy jak nasze, na niektórych płaszczyznach nas wyprzedza, a na innych jest za nami. Dlatego chcielibyśmy nasze cele zintegrować, napisać wspólny wniosek i liczyć na to, że zostanie on zaakceptowany - to jest dla nas bardzo duża szansa, by te niezbędne rzeczy, o których mówiłem, zrealizować.
- Otwarty w kwietniu oddział intensywnej terapii, który kosztował blisko 2,5 mln zł miał zacząć fizycznie funkcjonowanie w drugiej połowie roku. Czy faktycznie już działa?
- Oczywiście. OIT działa od 1 sierpnia, ma 4 łóżka i można powiedzieć, że przez większą część czasu te 4 łóżka były zajęte. Były czasem takie sytuacje, że te 4 łóżka nie wystarczały, by przyjąć wszystkich pacjentów. Oddział nie stoi pusty. Pusty OIT to strata dla szpitala, jakkolwiek to brzmi, więc nam też zależy na tym, by informować, że nasz oddział działa i jest naprawdę na wysokim poziomie. Wykonujemy na nim takie procedury, jakich w wielu sąsiednich OIT-ach się nie wykonuje. Jestem przekonany, że ten oddział będzie się bardzo dobrze rozwijał, niemniej jest to koszt, który teraz ponosimy.
- W czym widzi pan największy problem do przezwyciężenia na teraz?
- W zaległych długach. Długach, które ciągną się od wielu lat.
- Ile aktualnie wynosi zadłużenie szpitala?
- Sięga ono 15 mln zł. To dużo. Oczywiście problemem jest samo zadłużenie, ale dla nas większą trudnością są bieżące jego skutki, tzn. konieczność spłaty bieżących odsetek, które zabierają nam dużą część przychodów miesięcznych, a to z kolei powoduje, że niestety inne płatności, które się w tym czasie pojawiają, też musimy odkładać na później. To na dłuższą metę ryzykowna sytuacja, dlatego że prędzej czy później pojawiają się wezwania do zapłaty, sądowe nakazy. Ratunkiem moim zdaniem jest restrukturyzacja kredytów i zobowiązań, co pozwoli nam na złapanie oddechu i odłożenie tych zobowiązań na jakiś sensowny okres. I to jest pewnie kwestia najbliższych tygodni, miesięcy kiedy te działania będą musiały zostać podjęte.
- Jednym z celów, które pan przed sobą stawia jest podniesienie umiejętności kadry w zakresie komunikacji z pacjentem. Rozumiem, że jest co podnosić?
- Jak już mówiłem, zawsze była mi bliska propacjencka postawa i chciałbym, żeby pacjent faktycznie dobrze się tu czuł, żeby nie czuł się zagubiony, żeby czuł się dowartościowany. Gdyby mnie pani zapytała, co jest w tej sferze takiego pilnego do zrobienia, to powiedziałbym, że więcej troski wobec pacjenta. Nie chcę powiedzieć, że nadanie ludzkiej twarzy, bo ten szpital ma ludzką twarz, ale nadanie takiej troskliwej twarzy, która by budziła zaufanie do naszej instytucji i wzbudzała przekonanie, że pacjent trafia do instytucji, która może mu realnie pomóc. Nasuwa mi się analogia do szpitali amerykańskich. Pomijam różnice w finansowaniu ochrony zdrowia tu i tam. Chodzi o to, że tam pacjent czuje się w szpitalu rzeczywiście najważniejszy. On tam jest klientem, a nie petentem. Chciałbym żeby tu też zaszła taka zmiana.
- Jak chce pan to zrobić? Ludzie pracują wiele lat, mają swoje przyzwyczajenia, jacyś są i trudno może być nagle wyegzekwować zmianę w ich postawie wobec pacjenta.
- A w innych instytucjach to się nie udało? A w handlu, usługach to się nie udało? 25 lat temu sklepowa była panią na włościach, a dzisiaj wita, żegna klienta z uśmiechem i pyta w czym może pomóc. To jest droga, którą będą musiały przejść także szpitale. Bo za jakiś czas to będzie tak naprawdę „być albo nie być” - w sytuacji, w której szpitale coraz częściej ze sobą konkurują. Jeśli pacjent ma do wyboru jeden albo drugi szpital, to pomijając wszystkie inne uwarunkowania będzie też brał pod uwagę jakość obsługi klienta. To jest kwestia do ewidentnej poprawy, ale za jakiś czas stanie się wizytówką szpitala i to będzie naszym kapitałem.
- W czym możemy konkurować ze szpitalem w Bielsku Podlaskim?
- W długości oczekiwania na operacje ortopedyczne, m.in. wstawienie endoprotezy, w długości oczekiwania na tomografię komputerową – tu czas oczekiwania nie przekracza 2 tygodni. Nie będę mówił o konkretach, bo to jest bardzo płynna sytuacja i nie chcę wprowadzać pacjentów w błąd, ale w Białymstoku na endoprotezę czeka się mniej więcej 2 lata, u nas to jest kwestia kilku, kilkunastu tygodni.
- Jak wygląda obecnie sprawa pomieszczeń w przychodni, w których pana poprzednik chciał zlokalizować działalność apteczną?
- Mogę powiedzieć tylko tyle, że mamy do wynajęcia pomieszczenia bardzo atrakcyjnie zlokalizowane. Jeżeli jest osoba, która chciałaby prowadzić aptekę bądź inną działalność to oczywiście jest to temat aktualny. To kwestia czasu, kiedy te pomieszczenia zostaną zagospodarowane. One muszą zarabiać na szpital.
- Już kilka miesięcy stoją puste. Wierzy pan w to, że najemcy się pojawią, jeśli dotąd ich nie ma?
- Jestem przekonany, że w niedługim czasie wynajmiemy te pomieszczenia.
- Z jakimi problemami, skargami zgłaszają się do pana, jako dyrektora, interesanci, pacjenci szpitala?
- Oprócz kwestii systemowych, na które najczęściej nie mamy wpływu, pojawiają się również niedomówienia czy nieporozumienia z kadrą medyczną. Dlatego nieprzypadkowo mówię o komunikacji. Jest potrzeba, żeby pacjentowi więcej wytłumaczyć, więcej poświęcić mu czasu. Rozumiem wszystko - że trzeba wypełnić dokumentację medyczną, że jest dużo pacjentów, że jest remont itd., ale uważam, że pacjentowi po prostu należy się coś z tego XXI wieku. Nie jesteśmy dzisiaj lazaretem, który opatruje rannych, tylko jesteśmy instytucją usługową. Pacjent musi być traktowany jak ktoś, kto pośrednio, ale przecież płaci za naszą pracę w formie składek zdrowotnych.
- Szpital niedawno otrzymał darowiznę w postaci łóżek.
- Praktycznie za darmo pozyskaliśmy 45 łóżek dobrej jakości, z Finlandii. Większość z nich trafiła na internę. Są używane, ale w Finlandii jest bardzo krótki okres amortyzacji, więc one są w bardzo dobrym stanie. Nowe łóżko szpitalne razem z szafką kosztowałoby nas mniej więcej 3-4 tys. zł, zatem zaoszczędziliśmy licząc ostrożnie około 140 tys. zł.
- Czego panu życzyć na progu nowego wyzwania zawodowego?
- Dobrej współpracy z władzami samorządowymi, kadrą medyczną i społecznością Siemiatycz i okolic. I tego, żeby mieszkańcy byli coraz bardziej zadowoleni z naszych usług.
- Czego sobie i panu życzymy.
Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiaycz, fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze