Reklama

Szkutnik nadbużański - Zajęczniki

21/03/2010 12:06
Być może jedyną osobą w naszym powiecie, która robi łódki z drewna jest Bazyli Prokopiuk z nadbużańskiej wsi Zajęczniki.           - Kiedy spod pana rąk wyszła pierwsza łódka?
          - Pierwszą zrobiłem jakieś 15 lat temu – mówi pan Bazyli Prokopiuk. - A zaczęło się od tego, że spotkałem tutaj w Zajęcznikach – jak go nasi mieszkańcy nazywali – rybaka. Był to pan Selwaniuk. Już nie żyje. To on robił w Zajęcznikach łódki i we mnie to zaszczepił. Zresztą nie musiał bardzo się starać, bo ja od dawna miałem do czynienia z drewnem. Podpatrzyłem to i tamto, objaśnił mi o co w tym chodzi i dał wskazówki. Często mówił, że w tym przypadku liczy się dokładność. Dla mnie nie była to nowość, bo we wszelkich pracach starałem się być dokładny.
          - Pierwszą łódkę zrobił pan pod jego okiem?

          - Zrobiliśmy ją razem. Kolejną zrobiłem już sam.
          - I jak wyszła?

         
- Nieźle. Naprawdę. Jakiś czas temu byłem nad Narwią. Tam przy brzegach cumowało sporo drewnianych łodzi. Popatrzyłem na nie, pooglądałem z każdej strony i powiedziałem sobie – partactwo. Jak to mogło pływać?
         
- Czyli pana są lepsze?
         
- Powiem tak – szkoła Selwaniuka to dobra szkoła.
         
- To ile łódek już pan zrobił?
         
- Myślę, że dwadzieścia ich było. Średnio wypada ponad jedna na rok.
         
- Jak więc zrobić dobrą łódź?
         
- Drewno musi być wyszykowane – tzn. może być wyheblowane, ale najważniejsze - odpowiednio przycięte. Najlepsze jest sosnowe. Deski nadają się półtorówki lub nieco cieńsze. Trzeba też mieć mocne – ja to nazywam uręgi (wręgi - przyp. red.) – czyli wygięte metalowe uchwyty, do których mocuje się dno i burty. Najważniejsza sprawa przy budowie to odpowiednie wyprofilowanie desek, z których powstaje dno. Muszą one być wygięte na obu końcach, by łódka lekko szła. Jak nie będą podgięte, łódź będzie się kręciła jak jajko. Używam do wyginania specjalnych narzędzi i lewarka.
         
- Czym mocuje się do siebie deski?
         
- Niczym specjalnym. Do uręgów mocuję je śrubami, a deskę do deski gwoźdźmi.
         
- Poważnie? Przecież będzie przeciekać.
         
- Nie będzie. Deski zbija się nie byle jak, tylko zakładamy jedna na drugą takim sposobem jak dachówki, że najwyższa zachodzi na niższą.
         
- A co z uszczelnianiem?
         
- Owszem, przydaje się. Używam do tego smoły na zimno, lecz musi być ona natłuszczona, np. paliwem. Ale dobrze zrobione burty oraz dno i całość nasiąknięta wodą gwarantują, że nie powinna przeciekać. Bardziej intensywna konserwacja będzie potrzebna w późniejszych latach użytkowania.
         
- A ile lat można taką łódź użytkować?
         
- Przy odpowiedniej konserwacji 20 i więcej. Ja jedną mam już 18 lat.
         
- Ile czasu zabiera panu zrobienie jednej łódki?
         
- To zależy. Żeby tak się wziąć do roboty i cały czas przy łodzi pracować, to ze 3 dni będzie chyba mało.
         
- Pana łódki nie są malowane.
         
- A po co? Farba się nie nadaje. Po jakimś czasie odstanie.
         
- Czy ktoś jeszcze w naszym powiecie robi łodzie?
         
- Nie słyszałem o kimś takim. Za Bugiem owszem, ale u nas nie. Czyżbym był jedyny?
         
- Dziękuję za rozmowę.

         
Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama