Być może jedyną osobą w naszym powiecie, która robi łódki z drewna jest Bazyli Prokopiuk z nadbużańskiej wsi Zajęczniki. - Kiedy spod pana rąk wyszła pierwsza łódka? - Pierwszą zrobiłem jakieś 15 lat temu – mówi pan Bazyli Prokopiuk. - A zaczęło się od tego, że spotkałem tutaj w Zajęcznikach – jak go nasi mieszkańcy nazywali – rybaka. Był to pan Selwaniuk. Już nie żyje. To on robił w Zajęcznikach łódki i we mnie to zaszczepił. Zresztą nie musiał bardzo się starać, bo ja od dawna miałem do czynienia z drewnem. Podpatrzyłem to i tamto, objaśnił mi o co w tym chodzi i dał wskazówki. Często mówił, że w tym przypadku liczy się dokładność. Dla mnie nie była to nowość, bo we wszelkich pracach starałem się być dokładny. - Pierwszą łódkę zrobił pan pod jego okiem? - Zrobiliśmy ją razem. Kolejną zrobiłem już sam. - I jak wyszła? - Nieźle. Naprawdę. Jakiś czas temu byłem nad Narwią. Tam przy brzegach cumowało sporo drewnianych łodzi. Popatrzyłem na nie, pooglądałem z każdej strony i powiedziałem sobie – partactwo. Jak to mogło pływać? - Czyli pana są lepsze? - Powiem tak – szkoła Selwaniuka to dobra szkoła. - To ile łódek już pan zrobił? - Myślę, że dwadzieścia ich było. Średnio wypada ponad jedna na rok. - Jak więc zrobić dobrą łódź? - Drewno musi być wyszykowane – tzn. może być wyheblowane, ale najważniejsze - odpowiednio przycięte. Najlepsze jest sosnowe. Deski nadają się półtorówki lub nieco cieńsze. Trzeba też mieć mocne – ja to nazywam uręgi (wręgi - przyp. red.) – czyli wygięte metalowe uchwyty, do których mocuje się dno i burty. Najważniejsza sprawa przy budowie to odpowiednie wyprofilowanie desek, z których powstaje dno. Muszą one być wygięte na obu końcach, by łódka lekko szła. Jak nie będą podgięte, łódź będzie się kręciła jak jajko. Używam do wyginania specjalnych narzędzi i lewarka. - Czym mocuje się do siebie deski? - Niczym specjalnym. Do uręgów mocuję je śrubami, a deskę do deski gwoźdźmi. - Poważnie? Przecież będzie przeciekać. - Nie będzie. Deski zbija się nie byle jak, tylko zakładamy jedna na drugą takim sposobem jak dachówki, że najwyższa zachodzi na niższą. - A co z uszczelnianiem? - Owszem, przydaje się. Używam do tego smoły na zimno, lecz musi być ona natłuszczona, np. paliwem. Ale dobrze zrobione burty oraz dno i całość nasiąknięta wodą gwarantują, że nie powinna przeciekać. Bardziej intensywna konserwacja będzie potrzebna w późniejszych latach użytkowania. - A ile lat można taką łódź użytkować? - Przy odpowiedniej konserwacji 20 i więcej. Ja jedną mam już 18 lat. - Ile czasu zabiera panu zrobienie jednej łódki? - To zależy. Żeby tak się wziąć do roboty i cały czas przy łodzi pracować, to ze 3 dni będzie chyba mało. - Pana łódki nie są malowane. - A po co? Farba się nie nadaje. Po jakimś czasie odstanie. - Czy ktoś jeszcze w naszym powiecie robi łodzie? - Nie słyszałem o kimś takim. Za Bugiem owszem, ale u nas nie. Czyżbym był jedyny? - Dziękuję za rozmowę.
Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze