12 kwietnia, wczesny ranek, Runice w gminie Drohiczyn. W niebo wzbijają się ciemne smugi dymu. Ogień z sekundy na sekundę rośnie na wysokość kilku metrów. Pali się duży murowany kurnik.
Po chwili zza zabudowań wyłaniają się pierwsze czerwone samochody bojowe. Podjeżdżają blisko ognia. Niemal w biegu wyskakują z nich dwie grupy strażaków. Za opuszczonymi maskami widać skupione twarze. Jedna jest skupiona bardziej. To dziewczyna. 21-letnia Katarzyna Gredel z Sieniewic. Od dwóch lat strażak - ratownik OSP Sieniewice. Obecnie jedyna w szerokiej okolicy dziewczyna jeżdżąca do pożarów i innych zdarzeń.
- Skąd zainteresowanie strażą?
- Od mojego chłopaka Romka - mówi Katarzyna Gredel. - Mieszka w Sieniewicach, jest strażakiem zawodowym i ochotnikiem. Odkąd poznaliśmy się coraz częściej zaczęłam przebywać w Sieniewicach, stąd miałam coraz większą styczność z OSP. Chyba wszyscy w tej miejscowości mocno zaangażowani są w działalność straży. Początkowo nie podobało mi się spędzanie długich godzin w remizie podczas różnych prac i na ćwiczeniach. Jednak z czasem zrozumiałam o co w tym chodzi, że to sensowne i pożyteczne zajęcie. Do straży wstąpiłam na początku 2010 r. Niedługo po tym przeprowadziłam się do Sieniewic na stałe.
- Jakaś funkcja w zarządzie OSP Sieniewice?
- W 2011 r. ukończyłam kurs podstawowy strażaka ratownika pozwalający na udział w działaniach ratowniczo - gaśniczych. W zarządzie nie pełnię funkcji.
- A działalność w jednostce?
- Mnóstwo prac porządkowych, organizacja różnych wydarzeń. Pracujemy zazwyczaj w kilka osób, wtedy praca idzie raźniej i szybciej. Jak jest wolny dzień, to kilka godzin może zejść w remizie. Dużo też ćwiczymy, żeby nie popełniać błędów w prawdziwych akcjach.
- Pamięta pani pierwszy wyjazd do pożaru?
- Tak. Był to pożar wysypiska śmieci w Putkowicach. Pamiętam, że jadąc do tego pożaru praktycznie do końca nie wiedzieliśmy co tak naprawdę się pali. Widać było tylko ogromny czarny dym już z Sieniewic. Przyznam, że pierwszy wyjazd był dla mnie nieco stresujący, bo to nie były już ćwiczenia, ale uważam, że chrzest bojowy przeszłam dzielnie. Kolejne zdarzenia to pożar sadzy w domu w Sieniewicach, rżyska w Sieniewicach, zabezpieczanie zerwanych linii energetycznych, ostatnio pożar kurnika w Runicach. Kilka razy byłam na zabezpieczaniu Dni Drohiczyna.
- Dlaczego chce pani jeździć ze strażakami do zdarzeń?
- Też się nad tym zastanawiałam jeszcze przed pierwszym wyjazdem. Czy podołam, czy nie przestraszę się, czy dam radę. Ale pomyślałam, że nie będę wiedziała, jak nie spróbuję. Spróbowałam i wiem już jak to wygląda, co się wtedy czuje. Uczucie jest niesamowite kiedy nadejdzie zgłoszenie, kiedy się jedzie lub biegnie do remizy, wyjeżdża, pośpiesznie ubiera się no i cały czas człowiek ma w myślach co zastanie po dojeździe na miejsce? Ale najbardziej specyficzne uczucie jest wtedy, jak zakończymy akcję i uda się ludziom pomóc, coś uratować. To uczucie dobrze spełnionego zadania. Teraz wyjeżdżam jak każdy inny strażak w naszej jednostce. Jak jestem w domu w razie alarmu staram się jak najszybciej dotrzeć do remizy, bo mogę akurat być potrzebna.
- Strój to m.in. specjalistyczna kurtka nomeks, w której latem można się ugotować i ciężkie buty.
- W związku z tym początkowo miałam trochę kłopotów, bo nie można było na mnie dobrać ubrania o odpowiednim rozmiarze. Po jakimś czasie podczas zakupu nowych ubrań bojowych pojawiło się takie w sam raz. Co do butów, owszem są ciężkie i początkowo miałam o dziesięć rozmiarów za duże. No i rękawice, do tej pory spadają mi z dłoni. Ale daję radę.
- Co najczęściej robiła pani podczas pożarów?
- Na ćwiczeniach szkolimy się na obsadzenie różnych zadań, ale podczas akcji bardzo szybko trzeba ustalić kto co robi. Nie ma czasu na wyjaśnienia. Budowałam linię gaśniczą jako pomocnik przodownika roty, raz byłam rozdzielaczowym, innym razem obsługiwałam rozdzielacz, na ostatnim pożarze pomagałam przy budowaniu linii wężowej zasilającej samochód i przemieszczaniu linii gaśniczych. Typowa czarna robota.
- W Sieniewicach jest drużyna młodzieżowo - pożarnicza.
- Ale niestety nie ma wystarczającej liczby dziewczyn do startów drużyny żeńskiej. Do naszej OSP obecnie należą 4 dziewczyny. Za mało na drużynę do takich zawodów. Może kiedyś taka powstanie. Póki co kibicujemy drużynie chłopaków z Sieniewic.
- Czy dziewczyna sprawdza się jako strażak?
- Jasne, że tak! Chłopaki z naszej straży nie mają żadnych zastrzeżeń. Wręcz przeciwnie - są mili, uprzejmi, pomocni, dopingują. Ważne jest zaangażowanie i wiedza ze wspólnych szkoleń, konkretnie, że siłę fizyczną zawsze można nadrobić pracą zespołową.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. KP PSP Siemiatycze
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze