Jeszcze tylko do czwartku w naszym mieście będzie przebywała 30-osobowa grupa studentów drugiego roku architektury i urbanistyki z Wydziału Architektury na Politechnice Białostockiej. Studenci pod opieką dr. Jarosława Szewczyka odbywają w Siemiatyczach tygodniowe praktyki urbanistyczno-inwentaryzacyjne. Noclegi (gimnazjum nr 1) oraz wyżywienie zapewniło miasto.
- Studenci sporządzają dokumentację rysunkową inwentaryzowanych obiektów. Efektem ich pracy będą dwie duże mapy z rzutem miasta – widok z góry w odpowiedniej skali (jedna zostanie dla władz miasta). Nanoszą na te plansze propozycje zmian w ujęciu budynków, ulic, zagospodarowania terenu. Na kolejnym semestrze studiów będą tworzyć projekty zagospodarowania przestrzeni, ale oczywiście będą to tylko projekty ćwiczeniowe, nie do realizacji. Studenci mają zawsze dużo pomysłów, charakteryzują się pewną świeżością spojrzenia na możliwości rozwoju miasta, dlatego niewykluczone, że niektóre z tych pomysłów kiedyś mogłyby zostać wykorzystane przez władze. Prace studentów będą się skupiały głównie wokół centrum miasta. Choć pewnie warto by też popracować nad takimi miejscami w mieście jak np. wloty i wyloty z miasta, strefa wiatraka czy chociażby nadbrzeża przy zalewach – o pracy swoich podopiecznych opowiada Jarosław Szewczyk. Na ile ciekawe i warte wykorzystania będą pomysły studentów, czas pokaże. Doktora Szewczyka zapytaliśmy o to, co jego zdaniem w Siemiatyczach wymaga zmian i poprawy. - Jestem tu pierwszy raz, więc może jest to za krótki czas, by móc oceniać zabudowę miasta, jego rozkład i proponować jakieś zmiany. Pierwsze, takie świeże wrażenia są bardzo pozytywne. Moją uwagę zwrócił fakt, że w mieście jest sporo dużych inwestycji przemysłowych i obiektów usługowych, więcej niż w innym miasteczku z porównywalną liczbą mieszkańców i powierzchnią. Miasto ma dość ciekawą konfigurację. To co zwróciło moją uwagę, bardziej pod kątem dziedzictwa kulturowego, to fakt, że pozostałości budynków, obiektów z przeszłości są jakoś w planie całego miasta ukryte, niewyeksponowane, często w ruinie. Np. kaflarnia. Poszedłem ją obejrzeć, chciałem się dostać do środka, ale spotkałem „uprzejmego pana”, który był pod wpływem alkoholu i zrezygnowałem z dalszych prób. Miejsce to jest tak wartościowe, że jeśli jest to możliwe, powinno być jakoś uporządkowane, zagospodarowane – mówił Szewczyk. Takich poprzemysłowych terenów jest w Siemiatyczach sporo. Uporządkowanie niektórych z nich wcale nie wymagałoby jakichś gigantycznych kosztów, a mogłoby naprawdę dać ciekawe efekty i podnieść atrakcyjność miasta.
Komentarze