Reklama

Siemiatycze – „Pronar” nie posiada zgody na użytkowanie hali

09/04/2013 21:20

W połowie października ubiegłego roku po kilku latach od kupienia w Siemiatyczach gruntów przez firmę „Pronar” oficjalnie zaproszono wielu gości, w tym nas, na - jak wynikało z zaproszenia „Otwarcie fabryki maszyn komunalnych”.

W uroczystości uruchomienia zakładu brali udział między innymi: komendant policji, samorządowcy różnych szczebli, Wojewoda Podlaski, marszałek województwa, posłowie, przedstawiciele wyższych uczelni, księża, biskup Antoni Dydycz i biskup prawosławny Jerzy oraz konsul Republiki Białorusi w Białymstoku.

Reklama

Wówczas to informowano, że w zakładzie już pracuje około 100 osób. Jeśli będzie dobra koniunktura na rynku krajowym i europejskim, to do pracy będą przyjmowane kolejne osoby. Prezes firmy informował, że fabryka będzie produkowała pługi do odśnieżania, zamiatarki, kontenery itp.

- Spotykamy się, by otworzyć jeden z największych w Polsce zakładów produkujących maszyny komunalne. Dzisiejszy dzień jest ważnym i doniosłym wydarzeniem w historii miasta, gminy i powiatu - mówił Zbigniew Radomski, pełnomocnik zarządu spółki „Pronar”.

Reklama

- Podjęliśmy w Siemiatyczach wyzwanie produkcji maszyn komunalnych i do ekologii. Na dziś 64 pozycje możemy wytwarzać w tym zakładzie, a przygotowanych jest już 106 pozycji. W tym roku będziemy produkować nowe rzeczy, m.in. śmieciarki na samochodach i przesiewacze do śmieci - mówił prezes Sergiusz Martyniuk. - Obok kupiliśmy duży kawał ziemi od gminy Siemiatycze i tam powinien powstać tylko zakład spawalniczy.

Wszyscy z tego spotkania wychodzili zadowoleni z wiarą, że oto w Siemiatyczach otworzono nowy zakład dający pracę i godne wynagrodzenie.

Reklama

Jednak po kilku miesiącach od tego czasu podczas przypadkowego spotkania wójt gminy Siemiatycze mówi nam, że zakład faktycznie otwarto, ale firma „Pronar” nie płaci podatków do gminy za samą halę produkcyjną. Jak to możliwe, skoro w październiku hucznie przecięto wstęgę?

- Do dziś firma Pronar” nie złożyła deklaracji podatkowej za otwartą halę - mówi wójt Edward Zaremba. - Skoro zakład otwarto w ubiegłym roku, to firma powinna w styczniu złożyć taki dokument i jak inni przedsiębiorcy z naszej gminy płacić należne podatki. Za rok byłaby to kwota około 280 tys. zł.

Reklama

Firma „Pronar” twierdzi, że maszyny do hali zostały przywiezione, ale w styczniu tego roku (więc w październiku na hali były atrapy?) i żadna samodzielna produkcja nie jest prowadzona. Jedynie jest jakiś rozruch technologiczny i wytwarzane elementy na rzecz zakładów w Strabli i Narwi. Więc co tam codziennie robi ponad 60 pracowników – spawaczy, ślusarzy, tokarzy itd? Dlaczego tak się tłumaczy firma „Pronar”?

Prawdopodobnie chodzi o to, by nie płacić podatku od działalności gospodarczej w Siemiatyczach. Otóż, gdyby produkcja ruszyła w tym roku, to spółka musiałaby płacić podatki dopiero w przyszłym roku i mogłaby skorzystać z tzw. „vacatio legis”, czyli ustawowego zwolnienia.

Reklama

 

Lustracja podatkowa

Jednak gmina domaga się podatku, gdyż zakład został otwarty w październiku. W tym celu w połowie lutego do siemiatyckiego zakładu „Pronar” przyjeżdża kilkuosobowa komisja składająca się z pracowników urzędu gminy, wytypowanych przez wójta. Przedstawiciele firmy tłumaczą się, że produkcja nie jest prowadzona, a zakład jest ciągle w budowie. Część maszyn jest oznaczona biało czerwoną foliową taśmą, która ma świadczyć, że maszyny nie są użytkowane. Również pracowników w hali jest zaledwie kilku. A gdzie podziała się reszta? Zostali skierowani do stołówki zakładowej, prawdopodobnie, by komisja ich nie spotkała. Część dostała polecenie przyjścia do pracy na inną godzinę.

Reklama

Jednak wójt w marcu po raz drugi wysyła swoich kontrolerów, by dogłębniej zbadać sprawę. Ponownie uzyskuje informacje, że w Siemiatyczach nic nie jest wytwarzane, a hala jest w ciągłej budowie. Poświadcza to obecny na spotkaniu kierownik budowy.

Zapytaliśmy wójta Zarembę dlaczego tak mu zależy na podatkach?

- Każdego wójta czy burmistrza obowiązują przepisy dotyczące dbania o budżet gminy i dochody. Na każdym zakładzie, małym czy dużym, istnieje obowiązek płacenie podatków - mówi wójt Zaremba. - Rozumiemy, że może „Pronar” ma problemy w związku z kryzysem gospodarczym. Byłbym skłonny do umorzenia podatku, by wspomóc firmę na rozruchu, ale nie może być tak, że ktoś otwiera zakład i unika złożenia deklaracji podatkowej. Jeśli nie będę należycie dbał o dochody, to inne instytucje również mi jako wójtowi zarzucą bierność w tej sprawie.

Reklama

 

Zebraliśmy materiał świadczący o tym, że w siemiatyckim zakładzie jest prowadzona produkcja różnych elementów, że półprodukty i produkty są regularnie wywożone z zakładu. A więc dlaczego wprowadzono w błąd wójta i kontrolerów? Dlaczego wciąż trwa budowa zakładu?

 

Brak zgody na użytkowanie

- Przed rozpoczęciem jakiejkolwiek produkcji „Pronar” powinien uzyskać zgodę na legalne użytkowanie hali - mówi Jerzy Kazimierczak, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Siemiatyczach. - Wniosek został złożony do nas w połowie stycznia. Jednak był niekompletny. Miał wiele braków. Wystąpiliśmy o jego uzupełnienie.

Reklama

- A więc hala jest bez pozwolenia na użytkowanie?

- Na dziś takiej zgody „Pronar” nie posiada.

- Jednak pracownicy w tej hali pracują. Wytwarzają różne rzeczy.

- Hala nie może być wykorzystywana na cele produkcyjne. Jest to niezgodne z prawem budowlanym, aż do momentu uzyskania pozwolenia na użytkowanie budynku. Musimy dokładnie sprawdzić, czy wszystko zostało zrobione zgodnie z projektem budowlanym i czy nie ma zagrożenia dla życia i bezpieczeństwa mogących tam przebywać osób.

 

Pod koniec ubiegłego roku Państwowa Inspekcja Pracy z Białegostoku prowadziła kontrolę dotyczącą terminowości wypłat, między innymi dla pracowników siemiatyckiego zakładu „Pronar”. Jednak co można było kontrolować, skoro w hali do dziś nic nie można wytwarzać? Kto będzie odpowiadał, jeśli w hali bez odbioru technicznego nastąpi wypadek przy pracy i któryś z pracowników dozna uszczerbku na zdrowiu?

Reklama

Zabawa w kotka i myszkę z gminą Siemiatycze to sprawa „szyta grubymi nićmi”. A może odpowiednie służby państwowe boją się skontrolować siemiatycki zakład, bo obawiają się naruszyć wpływowe znajomości biznesowo - urzędnicze?

Również sami pracownicy nie do końca są zadowoleni z warunków płacowych. Obiecywano im znacznie lepsze wynagrodzenia. Jednak w dobie kryzysu zaciskają zęby, by za dużo nie powiedzieć i nie narazić się kierownictwu. Niektórzy mówią nawet, że prawdopodobnie w ubiegłym roku delegaci z niektórych siemiatyckich zakładów spotkali się z władzami spółki z Narwi, by ci między innymi nie zawyżali na siemiatyckim rynku stawek godzinowych za pracę.

Reklama

Nasuwa się wiele pytań, na które do dziś brakuje jasnej odpowiedzi. Gdzie w październiku ubiegłego roku na działce przy Armii Krajowej byliśmy z liczną grupą gości? Na otwarciu zakładu, czy na pokazowym placu budowy fabryki? W jakim celu przecinano wstęgę i co poświęcili biskupi?

Marek Malinowski, Jerzy Nowicki, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama