Siemiatycką piłkę nożną można podzielić na trzy drużyny. W pierwszej grają obywatele miasta, rajcy i władze miasta. W drugiej zarząd MKS Cresovia. Trzecia drużyna to trener i piłkarze. Piłka nożna nie jest skomplikowaną grą. Należy pamiętać tylko, że zwycięstwo daje strzelenie przynajmniej o jedną bramkę więcej niż przeciwnik. W Cresovii na razie o tym pamiętają. Trener wytłumaczył piłkarzom, gdzie jest bramka przeciwnika i dość często w niej ląduje piłka. Zdarzają się niekiedy wpadki, ale kto ich nie ma.
Z pierwszą drużyną jest inaczej. Podatnicy karnie wpłacają podatki do kasy miejskiej, a później władze, przy pomocy radnych ją dzielą, zatwierdzając uchwałami komu dać, a komu mniej dołożyć. Szczególnie łatwo przychodzi im podwyższanie podatków i innych danin. Bo wiadomo, jest XXI wiek i musi być kryzys. Miasto więc łoży na coś co ma nazwę „sport”. Sport w Siemiatyczach. A więc dotuje także piłkarską Cresovię. Tym bardziej, że sumy łożone na ten cel, muszą pokrywać prawie wszystkie wydatki, jakie idą choćby na utrzymanie pierwszej drużyny. Bo, jak wieść niesie, siemiatyccy biznesmeni nie są skorzy do rzucania więcej na piłkarską tacę. Zraża ich brak informacji co się dzieje z ich wkładami. A i z biletów wstępu nie da się naskrobać, aż tak dużo. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie druga drużyna. Czyli zarząd. Tutaj prawie co sezon zmienia się prezes, skarbnik, członkowie, komisja rewizyjna. I zawsze są zarzuty pod adresem ustępującego zarządu. Jakoby źle zarządzał przydzielaną mu kasą. Oczywiście ustępujący twierdzą, że to nieprawda i winien jest zarząd jeszcze wcześniejszy. I tak się ta piłka toczy, we wzajemnych oskarżeniach. Ostatnim prezesem była Dorota Walczuk, a jej zastępcą Łukasz Sawicki. Skarbnikiem Mariusz Malewski. Byli członkowie i komisja rewizyjna, a jakże. To już przeszłość. Bo w pewnym momencie zaiskrzyło, o czym informowaliśmy Czytelników. Najpierw „padła” komisja rewizyjna. Według jej członków, nie mieli wglądu do żadnych akt, jakie powinny być prowadzone przez władze klubu. Potem zawieszono, czy mówiąc to z faulem, wykopano prezeskę. Zarzut był taki, że jakoby ona wpłacała pieniądze z kasy miejskiej na konto swojej firmy. I z tego konta opłacała potrzeby klubu. A to jest, jak przypomniał na jednym ze spotkań jej zastępca, przestępstwo. I dodał, że zgłosił to organom ścigania. Organy w postaci policji i prokuratury zareagowały, nakazując strzelanie rzutów karnych. Według skarbnika policja odzyskała dokumenty klubu, których jakoby pani prezes nie chciała oddać. Z kolei prokuratura zrobiła swoje. - Policja pod naszym nadzorem wszczęła dochodzenie 1 sierpnia br. przeciw prezes klubu. Skierowano akt oskarżenia o przywłaszczenie 10 tysięcy złotych na szkodę MKS Cresovia, art. 284 par. 2 kk., a także o poświadczenie nieprawdy, art. 271 par. 1 kk. Pani prezes poddała się dobrowolnie karze. Musi także wyrównać straty poniesione przez klub. Reszta jest w gestii sądu – powiedział zastępca prokuratora rejonowego w Siemiatyczach Janusz Martyniuk. W sumie nic nie zostało wyjaśnione. Bo sprawa dotycząca pani prezes nie mówi nam nic o tym, co będzie dalej w MKS Cresovia. Nowego zarządu ciągle nie ma. Szczególnie komisji rewizyjnej, która powinna trzymać w ryzach podział kasy. Więc kto dzieli kasę dla klubu, kto podpisuje stosowne dokumenty i faktury? Nie wiadomo. A może i wiadomo. Tylko czy wszystko jest zgodne z przepisami? Tego nie wiadomo. A może i wiadomo. Czyli co jest grane? Na razie porażki. Po stronie przegranych na pewno są podatnicy, bo im się należy jakaś informacja podana do publicznej wiadomości. W przeciwnym razie, to nawet mecze powinny odbywać się bez udziału kibiców. Prawdopodobnie zebranie wyborcze MKS Cresovia ma się odbyć po zakończeniu rundy jesiennej.
Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz
Komentarze