Od grudnia na dworcu autobusowym w Białymstoku nie można kupić biletów na kursy realizowane przez PKS Siemiatycze. Z takiego udogodnienia dla podróżnych zrezygnował siemiatycki przewoźnik. Prezes PKS tłumaczy to oszczędnościami, a ludzie są zirytowani sytuacją.
Klika dni temu jeden ze studentów opisał to, co się dzieje na białostockim dworcu i zadaje pytania: „Jestem mieszkańcem Siemiatycz, z racji na podjęte dzienne studia w Białymstoku tylko na weekendy wracam do rodzinnego miasta. Piszę, gdyż chcę poruszyć sprawę dotyczącą siemiatyckiego PKS, która mnie mocno zbulwersowała. Odkąd pamiętam zawsze chcąc wrócić do domu kupowałem bilet autobusowy w kasie na dworcu w Białymstoku. Wiadomo, że dzięki temu można szybciej wsiąść do autobusu zamiast marznąc w kolejce po bilet do kierowcy. Bardzo się zdziwiłem, gdy zobaczyłem wywieszoną karteczkę na kasowej szybie o treści, iż od 1 grudnia biletu na siemiatycki autobus nie można kupić w kasie. Cóż mogłem zrobić? Pokornie poszedłem na wyznaczone stanowisko, a tam kolejka składająca się „na oko” z 50 osób, które nerwowo poruszają się ze względu na doskwierający mróz. Po chwili podjeżdża autobus, na szczęście „piętrowy”, a więc zmieści się nas więcej. I zaczęło się... Kierowca zamiast wpuścić wszystkich szybko i sprawnie do środka, każdemu z osobna musiał wydrukować bilet i wydać resztę co trwało około 30 minut zamiast zwyczajowych 5-10 (gdy część ludzi bilet kupiła wcześniej w kasie). Może kierowca powinien wozić ze sobą dodatkową kasjerkę? Co znowu za oszczędności wymyślił sobie prezes siemiatyckiego PKS i dlaczego muszą na tym cierpieć biedni studenci wracający w piątki do domu, szczególnie teraz w okresie zimowym? Dlaczego utrudnienia spotkały nas, pasażerów na najbardziej dochodowej dla PKS Siemiatycze linii (Siemiatycze - Białystok - Siemiatycze)? Dlaczego sprzedaż biletów w kasach białostockiego dworca na kursy PKS Siemiatycze nie może być realizowana?
Prezes argumentuje...
- Decyzja o wycofaniu sprzedaży biletów w kasie białostockiego dworca została przez nas dogłębnie przeanalizowana. Nie będziemy dalej płacić dla PKS Białystok prowizji za sprzedawane bilety. Było to 10% wartości każdego biletu. Miesięcznie dla naszej firmy jest to kwota kilku tysięcy złotych - mówi Ryszard Błoński, prezes PKS Siemiatycze. - W tym roku mieliśmy też przypadek „lewego” biletu. Otóż kierowca przed podstawieniem się na stanowisko białostockiego dworca otrzymał wykaz sprzedanych w kasie biletów, na którym widniało - 0 biletów. Jednak do autobusu zgłosił się pasażer z wydrukowanym biletem. Sprawę skierowaliśmy na policję i do prokuratury z podejrzeniem, że ktoś na lewo sprzedaje bilety. Do dziś nie otrzymaliśmy informacji, jaki był wynik śledztwa w tej sprawie. Zdajemy sobie sprawę, że brak biletów w kasie dworcowej może być pewnego rodzaju utrudnieniem, ale musimy ograniczać wydatki, by móc dalej funkcjonować na rynku przewozów pasażerskich.
- Uczniowie i studenci skarżą się, że szczególnie w piątki i przed świętami autobusy przeżywają istne oblężenie. Niektórzy, by wrócić do domu, muszą czekać na kolejny kurs.
- Docierają do nas takie informacje. Staramy się wysyłać piętrowe autokary, by mogły zabrać więcej pasażerów. Nie będziemy specjalnie wysyłali w jeden kurs dwóch autobusów, gdyż jeden z nich musiałby do Białegostoku specjalnie jechać pusty. Przecież nikt nam nie zapłaci za pusty przelot w jedną stronę.
No cóż, teraz, by skorzystać z podróży z Białegostoku do Siemiatycz, trzeba będzie pogodzić się z zasadą, że „kto pierwszy, ten lepszy”. Uczniowie i studenci jak za dawnych lat muszą nastawić się na szturm autobusów lub ustawienie gęsiego w długiej kolejce, ale nie po mięso, a wymarzony bilet do domu.
Na siemiatyckim dworcu PKS od dawna bilety jednorazowe można kupić tylko w autobusie danego przewoźnika. Dworcowa kasa otwierana jest sporadycznie, by wyłącznie sprzedawać bilety miesięczne.
Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot Czytelnik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze