Podinspektor Wiesław Kiełpiński trafił do Siemiatycz w styczniu 2012 r. i od maja pełni obowiązki komendanta. Wcześniej był komendantem I komisariatu w Białymstoku, zastępcą tej jednostki, naczelnikiem wydziału kryminalnego. Co udało mu się zrobić przez rok? W rozmowie z komendantem poruszamy najważniejsze kwestie z punktu widzenia komendy i mieszkańców powiatu.
- Jakie cele postawił pan przed sobą i komendą na początku tamtego roku?
- Po tym, jak Podlaski Komendant Wojewódzki Policji powołał mnie na stanowisko Komendanta Powiatowego Policji w Siemiatyczach - mówi podinspektor Kiełpiński - w ciągu kilku dni zapoznałem się z wynikami pracy i specyfiką służby w tej jednostce. Moje pierwsze decyzje dotyczyły efektywniejszego rozpoznania środowiska przestępczego i działań w maksymalny sposób ograniczających wykroczenia o charakterze chuligańskim i akty wandalizmu. Zwracam uwagę policjantom, aby zawsze byli taktowni i uprzejmi w stosunku do osób, wobec których podejmują interwencje. Wyczulam policjantów na te sprawy i myślę, że udało mi się to z niezłym skutkiem osiągnąć. Od początku przypominałem, że jesteśmy po to, aby służyć społeczeństwu. Nie zawsze nagminne karanie jest dobrą metodą pracy.
- Pouczenia zamiast mandatów i wniosków do sądu? Trudno powiedzieć o tym w przypadku drogówki. Kierowcy twierdzą, że represyjność policjantów w białych czapkach jest za wysoka.
- Nie zgadzam się z tym twierdzeniem, szczególnie, gdy spojrzymy na to przez pryzmat bezpieczeństwa. Dzięki skutecznym działaniom naszych policjantów w ubiegłym roku było mniej wypadków i kolizji, a co najważniejsze - mniej zabitych i rannych, mniej ludzkich nieszczęść. Policjanci ruchu drogowego nakładają mandaty karne w uzasadnionych przypadkach. Każda osoba ukarana mandatem ma możliwość odmowy jego przyjęcia. Miejscowi kierowcy znają aktywność siemiatyckiej drogówki i rzadko kiedy decydują się na szybszą jazdę lub inne wykroczenia. Większość ukaranych to kierowcy przejezdni. Wiem, że z dużym zadowoleniem jest odbierana obecność policjantów w białych czapkach w pobliżu przedszkola nr 3 przy ul. 11 Listopada. Rodzice mówią, że gdyby nie policjanci, to rano i po południu przejście po pasach na drugą stronę ulicy byłoby wręcz niemożliwe. Czy chęć poprawy bezpieczeństwa na drogach naszego powiatu można nazwać nadmierną represyjnością?
- A czekanie policjantów na kierowców wjeżdżających z ulicy Grodzieńskiej na plac Jana Pawła II? Po co to?
- Również dla bezpieczeństwa. Wielokrotnie mieliśmy sygnały od mieszkańców o tym, że ktoś ich o mało nie przejechał, jak przechodzili przez to przejście, gdy „paliło” się zielone światło dla pieszych. Nagminnie kierowcy nadjeżdżający z ulicy Grodzieńskiej zmuszają pieszych do ucieczki z pasów. Również kierowcy samochodów jadących z Placu Jana Pawła II w kierunku ul. 11 Listopada nie ustępują pierwszeństwa pieszym na tzw. zielonej strzałce. Mieliśmy zgłoszenie, że kierowca rozpędzonej ciężarówki omal nie potrącił osoby z dzieckiem w wózku, mimo że przechodziła prawidłowo. Do państwa redakcji również zgłosiła się mieszkanka Siemiatycz, po tym jak omal nie została potrącona przez samochód na przejściu dla pieszych. Żądała natychmiastowego przybycia policji. Wówczas nie było w tym miejscu patrolu i nie mógł ujawnić tego wykroczenia, a jedyną możliwością udowodnienia kierowcy tego co zrobił, to zeznania pokrzywdzonego. Korzystając z okazji, za państwa pośrednictwem chciałbym przypomnieć, że wjazd na skrzyżowanie, gdy nadawany jest sygnał czerwony z zieloną strzałką jest możliwy dopiero po zatrzymaniu pojazdu i ustąpienia pierwszeństwa pieszym. Zatrzymanie się jest bezwarunkowe.
- Na drogówkę skarżą się też rolnicy. Nie dlatego, że nie mogą wypić piwa, ale dlatego, że jadąc na pole nie biorą ze sobą dokumentów, bo mogą je zgubić.
- W dalszym ciągu nie będzie żadnej tolerancji dla nietrzeźwych kierujących i nieważne, czy taka osoba kieruje ciągnikiem czy samochodem. Takie osoby w większości przypadków powodują kolizje i wypadki drogowe. Są one również często ofiarami wypadków podczas prac polowych, KRUS w tym zakresie dysponuje smutnymi statystykami. U nas niestety nadal panuje powszechność picia alkoholu i społeczne przyzwolenie na wsiadanie w tym stanie za kierownicę. Natomiast obowiązku posiadania dokumentów podczas kierowania pojazdem nie wymyślili policjanci, wynika on z prawa o ruchu drogowym.
- Wróćmy do oceny jednostki. Jaka jest według pana?
- Jak najbardziej pozytywna.
- Docierały do nas sygnały, że policja bywa brutalna. Na jednej z sesji rady powiatu takie opinie od mieszkańców przekazywał radny Żero. Wyjaśnił pan tę sprawę?
- Nie miałem zgłoszeń o brutalnych zachowaniach policjantów. Pan radny na sesji rady powiatu zgłaszał w imieniu mieszkańców problemy ze sklepem monopolowym przy ul. 11 Listopada, poruszał kwestię taktyki pełnienia służby przez policjantów wydziału ruchu drogowego oraz nieprawidłowości, do których jego zdaniem doszło w czasie wyjaśniania sprawy bójki przy barze „Metro” oraz zakłócenia porządku publicznego w szpitalu. Przewodniczący Rady Powiatu oraz zainteresowany radny otrzymali w tej sprawie moją pisemną odpowiedź i nie wnosili o jej uzupełnienie.
- Mieszkańcy skarżą się też na dyżurnych, którzy - nie zawsze wysyłają patrole, albo policjanci przyjeżdżają za późno. Zamiast wysłać patrol wypytują o różne sprawy?
- Nie wysyłają patroli? W to nie uwierzę. Czasami jest potrzeba zadania dodatkowych pytań, aby sprecyzować niezbędne dane do podjęcia interwencji, kiedy np. zgłaszający prosi o przyjazd policji do Zalesia, Anusina, Leszczki, itp. Są to nazwy wsi znajdujące się w różnych gminach, zachodzi więc potrzeba doprecyzowania informacji, by dotrzeć pod właściwy adres. Często rozmówca nie zdaje sobie sprawy, że w tym samym czasie dyżurny wysyła patrol na interwencję i nie kończy połączenia ze zgłaszającym. Zbiera informacje np. o rysopisie sprawcy, kierunku ucieczki, marce i numerze rejestracyjnym samochodu, ustala czy nie jest potrzebne pogotowie ratunkowe lub straż pożarna. Są to bardzo istotne i niezbędne informacje. Dyżurny ma obowiązek zapytać każdego zgłaszającego o imię, nazwisko i adres, ale jeśli ktoś chce być anonimowy, nie musi przekazywać tych informacji. Zdarzają się również połączenia na numer alarmowy, które nie wymagają wyjazdu patrolu, kończą się wskazówkami jak należy w danej sprawie postąpić. Nie dysponujemy nieograniczonymi siłami i środkami, gdy policjanci są na interwencji w Głęboczku, nie dotrą w 10 minut do Wyczółek. Myślę jednak, że mieszkańcy oddalonych od Siemiatycz miejscowości mają tą świadomość, że policjanci nie pojawią się u nich natychmiast, jakiś czas musi upłynąć, by dojechali.
- Komenda jest odmładzana, wielu doświadczonych policjantów odeszło lub odejdzie na emeryturę. Czy nie obawia się pan spadku wskaźników wykrywalności przestępstw?
- Nie obawiam się. W praktyce bywa tak, że młody policjant ambicją przewyższa starszego. Młoda kadra systematycznie uczestniczy w szkoleniach. Mamy również doświadczonych fachowców, którzy pomagają młodszym kolegom w zdobywaniu wiedzy. Przykładem takiej współpracy jest ostatnia kradzież z włamaniem do cerkwi na Św. Górze Grabarce. Przy sprawie pracowało wielu młodych policjantów pod nadzorem starszych kolegów. Efekt - szybkie ustalenie sprawcy i odzyskanie złota.
- Ile jest wakatów? Jak zachęcić młodych ludzi do pracy w policji?
- Do służby w Policji nie trzeba nikogo specjalnie zachęcać, głównie ze względu na ciekawy charakter pracy oraz pakiet świadczeń. Praca w służbach mundurowych cieszy się u młodych ludzi bardzo dużym zainteresowaniem, dzięki temu możemy wybrać najlepszych. Natomiast nie jest łatwo przejść wstępną weryfikację, na której należy wykazać się bardzo dobrą sprawnością fizyczną, intelektem, odpornością na stres, wzorowym stanem zdrowia i nienaganną opinią. Na dziś nasza komenda ma 3 wakaty.
- Czy jest pan za pieszymi patrolami?
- Ta formy służby patrolowej wymaga pełnej obsady kadrowej. Niedawno, dzięki wsparciu burmistrza miasta Siemiatycze udało nam się takie patrole zorganizować i powiem szczerze, że ocena ze strony społeczeństwa okazała się pozytywna. Postaramy się o więcej takich patroli w okresie letnim.
- Z ogólnokrajowych badań wynika, że policja cieszy się sporym zaufaniem Polaków. Mimo to wiele przestępstw i wykroczeń nie jest zgłaszanych. Ludzie nie wierzą, że policja może im pomóc. Wielu nawet nie wie, kto jest ich dzielnicowym.
- Pamiętać należy, że w zakresie bezpieczeństwa ważną rolę odgrywa nie tylko policja, ale samorząd lokalny, samo społeczeństwo i media. Niejednokrotnie informacje zawarte w mediach mają większy wpływ na poczucie stanu bezpieczeństwa niż rzeczywisty wskaźnik zagrożenia. Mamy 11 dzielnicowych na prawie 50 tys. mieszkańców. Nie do wszystkich mogą oni dotrzeć i nie wszyscy chętnie widzieliby wizytę policjanta w swoim domu, chociażby z uwagi na to, co pomyślą sąsiedzi. W dzisiejszej dobie społeczeństwo o każdej porze dnia i nocy może się skontaktować z nami - osobiście, telefonicznie, faksem, mailem. Wszystkie rozmowy telefoniczne są rejestrowane, a zgłoszenia odnotowywane w systemach informatycznych. Przyjmujemy mieszkańców w sprawach związanych z szeroko pojętym bezpieczeństwem. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że wiele osób nie wie, kto jest ich dzielnicowym. Każda osoba, która potrzebuje z nim kontaktu ma możliwość poznania go. Informacje o dzielnicowych znajdują się na stronach internetowych komendy naszej i wojewódzkiej.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze