…i szansach za zakrętem”. Pod takim tytułem w siemiatyckiej synagodze, 8 marca, odbyło się spotkanie z dziennikarką telewizji TVN Style – Anną Maruszeczko.
Z zaproszenia do udziału w spotkaniu skorzystały głównie panie, zwłaszcza te ze sporym doświadczeniem życiowym. Te przed 20 rokiem życia można było policzyć na palcach jednej ręki. Ale nie zabrakło także mężczyzn, pojedynczych egzemplarzy. Tytuł spotkania nawiązywał bezpośrednio do jednego z programów prowadzonych przez dziennikarkę na antenie TVN Style – „Kobieta na zakręcie” oraz ostatniej książki o tym samym tytule, w której autorka spisała historie bohaterek swojego programu. Dlatego też pytania, które uczestniczki spotkania, ośmielone niezwykłą otwartością i bezpośredniością gościa chętnie zadawały, dotyczyły głównie pracy dziennikarskiej Anny Maruszeczko, jej spotkań z bohaterkami programu itp. Za zadanie pytania panie otrzymywały kosmetyczny upominek. Ponieważ Anna Maruszeczko, jak wiadomo wszem i wobec, mieszka w Wajkowie, gm. Mielnik, podczas rozmowy nie zabrakło też wątków dotyczących naszych terenów. Choć dziennikarka pochodzi z Koszalina, to jak sama mówi z każdym dniem czuje się coraz bardziej „stąd”. Kiedy przyszła konieczność zdecydowania, który dom wybrać – czy warszawski czy wajkowski, nie było wątpliwości, że ten na wsi. Dziennikarka nie kryje swojej fascynacji nadbużańską czystą przestrzenią, otwartymi ludźmi i wielokulturowością, która jest tym istotniejsza, że sama wspólnie z mężem tworzy rodzinę wielokulturową. Nie od dziś wiadomo, że siemiatycka synagoga zupełnie nie nadaje się do takich spotkań, ale tym razem uczestniczkom to nie przeszkadzało. Przestrzeń została optycznie zmniejszona poprzez ustawienie kilku stolików i zaaranżowanie całości na kawiarniany klimat. Nie zabrakło kawy, herbaty i słodkości. Światło świec zadbało o nastrój. Uczestniczkom spotkania, siemiatyckim i okolicznym paniom raczej się podobało. - Przede wszystkim odpoczęłam fizycznie i psychicznie. Poruszano tematy bliskie każdej z nas, więc każda mogła się w tym jakoś odnaleźć. A pani Maruszeczko ciekawie mówiła i co ważne potrafiła bardzo szybko zlikwidować tę barierę „gwiazdy” z wielkiego świata – powiedziała po spotkaniu jedna z uczestniczek. Ciekawym spostrzeżeniem podzieliła się ze mną inna uczestniczka spotkania. – Proszę zobaczyć, że niektóre nasze panie, jakby poprzez sam fakt znajomości z tą dziennikarką i to, że mówią do niej po imieniu, czują się taki dumne, ważniejsze. Takie nasze lokalne celebrytki. Coś w tym jest. Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi
Komentarze