Całe miasto, a szczególnie chodniki i trawniki są po zimie zaminowane psimi odchodami. Niestety nie jest to wina psów, ale ich właścicieli, którzy nie sprzątają po czworonogach. Już ponad pół roku w naszej redakcji mamy specjalne papierowe torebki na psie odchody, zakupione przez urząd miasta, ale do dziś nikt się nie zgłosił się nawet po jedną. Pomimo, że wielokrotnie informowaliśmy o bezpłatnych zestawach, tzw. „WCpsinkach”. Psie odchody to nie tylko rażący i nieestetyczny element miejskiego krajobrazu, ale też poważny problem epidemiologiczny. Bowiem w odchodach psów występuje wiele drobnoustrojów, które mogą być przyczyną groźnych chorób zakaźnych i pasożytniczych u ludzi. Stwierdzono, że występują drobnoustroje wywołujące odzwierzęce choroby, takie jak toksokaroza czy bąblowiec oraz szereg bakteryjnych czynników chorobotwórczych. Uchwała rady miasta z 2005 roku dotycząca utrzymania porządku i czystości w Siemiatyczach nakłada na właścicieli psów i kotów obowiązek bieżącego sprzątania odchodów. Tylko nikt tego nie respektuje. Jest to martwe prawo. Więc kto i za czyje pieniądze posprząta teraz całe miasto? Niestety na dziś prawdziwy jest taki oto wierszyk o miejskich widokach po zimie: „Skaczą ludzie po chodniku, jakby grali w klasy. Pomyślałem patrząc z boku, normalnie głuptasy. I wyszedłem na ten chodnik idąc sobie równo. Zrozumiałem czemu skaczą, gdy wdepnąłem w gówno”.
Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. MM
Komentarze