Reklama

Siemiatycze - Hodowcy gołębi, nie gołębiarze

31/10/2011 20:18
Puchary w kategorii lotów gołębi młodych, starych i za super mistrzostwo klubu w sobotę 15 października otrzymali: Mirosław Tryniszewski, Jan Raczyński, Jan Doliński, Mikołaj Drewulski, Tadeusz Ogórek, Witold Mendrycki, Marek Maj, Stanisław Pietuchowski i Eugeniusz Markiewicz.

          Trzy główne puchary wręczył zaproszony na uroczystość prezes firmy Karmix z Białegostoku, Wiktor Jarmosiuk. Wieczorem w sali lokalu Zacisze odbyło się podsumowanie sezonu przez Klub Hodowców i Miłośników Gołębi Pocztowych, Rasowych i Drobiu Ozdobnego. O Klubie pisaliśmy rok temu. Powstał w listopadzie 2010 roku. Prezesem jest Mirosław Tryniszewski, wiceprezesem do spraw lotowych Jan Raczyński, a do spraw gospodarczych Jan Doliński.
          Kilka dni później panowie Tryniszewski i Raczyński przybliżyli „tajemnice” hodowli gołębi.
          - Przede wszystkim nie jesteśmy gołębiarzami. To określenie obraźliwe. Gołębiarz to ten, kto poluje na gołębie. Na przykład jastrząb gołębiarz. My jesteśmy hodowcami gołębi.
          - Więc jaki był pierwszy sezon nowego klubu?

          - Uznajemy za udany. Po pierwsze można powiedzieć, że istnienie małych klubów zdaje egzamin. 21 członków z naszego powiatu, kilku z powiatu hajnowskiego, tworzy zgrany zespół. Oddzieliliśmy się od ogólnopolskiego związku, aby propagować idee hodowli w naszym regionie.
          - A konkrety?

          - Minionego lata odbyło się sześć lotów klubowych na gołębie stare do 400 km, jeden wspólny z klubem z Wysokiego Mazwieckiego do 500 km oraz cztery loty na gołębie młode do 200 km. Tutaj można dodać, że wybraliśmy dobry kierunek, bo zawody odbyły się z małymi stratami.
          - Straty?

          - Gołębie gubią się, są wyłapywane, atakowane przez drapieżniki. Czasem widzimy gołębia na murach, na przykład kościoła. To taki zagubiony. Nie wrócił do stada. Można oceniać, że straty obecnie sięgają do maksimum 20 procent. Wcześniej bywały kilkakrotnie większe.
          - Można to przeliczać na pieniądze?

          - W Polsce nie jest tak, jak na zachodzie Europy. Tam gołębie kosztują fortuny, tak jak konie. Ale na utrzymanie hodowcy muszą wyłożyć trochę własnej kasy. Na przykład obrączka kosztuje 2 zł, szczepionka 1 zł. Potrzebna jest karma, witaminy.
          - Macie swoje stada gołębi. Jak są liczne?
          - Różnie. Ale średnio od 50 do 150 sztuk.
          - Jak je rozpoznajecie? Mają swoje imiona?
          - Imion im nie nadajemy. Każdy z nich ma swój numer. Ale łatwo nam je rozpoznać gdy są w powietrzu. W locie.
          - To pierwszy sezon. Co dalej?

          - Mamy samochód z naszym logo z klatkami do przewożenia ptaków. Naszym marzeniem jest pozyskanie budynku klubowego w Siemiatyczach lub bliskiej okolicy. Liczymy na powiększenie klubu o nowych członków. Mamy w planie stworzenie strony internetowej. Na razie korzystamy z gościny w świetlicy wędkarzy przy ulicy 11 Listopada.
          - Czy możecie liczyć na wyrozumiałość swoich małżonek?

          - Na razie rozwodów nie było. Ale poważniej mówiąc, to zaakceptowały to nasze zainteresowanie. Na imprezie w sobotę razem bawiliśmy się do późnych godzin nocnych. Przy dźwiękach akordeonu. Z gośćmi z Klubu Gołębi Pocztowych z Wysokiego Mazowieckiego.
          - Gdzie mogą zgłaszać się chętni do współpracy z wami?

          - Wystarczy do nas zadzwonić: Mirosław Tryniszewski – 604 401 951, Jan Raczyński – 605 041 507.
          Zarząd Klubu dziękuje sponsorom: Lucjanowi Marciszonkowi, Wiktorowi Jarmosiukowi oraz sponsorowi z Drohiczyna, który prosił o anonimowość. A także wszystkim miłośnikom gołębi, którzy w jakikolwiek sposób wspierali i wspierają hodowców gołębi z nowego klubu.

          Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot, JP
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama